czwartek, 12 grudnia 2013

AROGANCJA WŁADZY






Arogancja władzy.


Kiedyś, kiedy wszystko było mniej więcej normalnie, arogancja była karana wykluczeniem przynależności do pewnej fajnej grupy.

Arogant, jeżeli nie okazał pokory w obliczu wykazanej mu arogancji, umierał powoli śmiercią cywilną. Śmierć ta była, jak powiedziałam, powolna - i bolesna.

Powolutku, bez zbędnych manifestacji, przestawano złoczyńcę zauważać...

Złoczyńca miał czas, żeby się opamiętać.

Jeżeli pycha mu na to nie pozwalała, wypadał z grupy. Umierał.




Wówczas znajdował sobie pewnie inną grupę , o mniejszych wymaganiach, gdzie jego arogancja połączona z ignorancją, robiły dobry tandem.

I tak sobie arogant – ignorant wędrował, aż zapuścił korzenie w pewnym szacownym mieście.

W magisracie albo przy ognisku magisratu.



To było takie małe intro. Resztę mam w rękopisie, ale nie mam czasu tego wklepać: Kuba jest żywiony przez nos sondą dojelitową; nikomu, za wyjątkiem jednej osoby, tego nie życzę. Straszna opera z tym jest. Ale – uzyskaliśmy całkiem niezły stopień obsługi pompy i innych rurek.

Tymczasem, Włodarczyk, pa.