Wszystkich, którzy zdążyli przeczytać poprzedni post, powiadamiam, że ma być inaczej: pożegnanie Kuby ma być świeckie.
środa, 9 kwietnia 2014
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
poniedziałek, 24 marca 2014
A TO POLSKA WŁAŚNIE
Kuba ma już odleżyny. Jest na morfinie.
A ZUS nadal nie przyznał renty.
poniedziałek, 3 marca 2014
PRAWO PONAD PRAWEM
Trynkiewicz,
gdybyś miał wybór, co byś wybrał?
***
Co to znaczy: jest niebezpieczny i czeka, aż jego
niebezpieczność się uprawomocni? Dopiero po uprawomocnieniu się wyroku stanie się
niebezpieczny? Dopiero po uprawomocnieniu się wyroku można go izolować, bo jest
(jakoby) niebezpieczny? To znaczy – do tego czasu nie jest. Nie jest
niebezpieczny, dopóki się wyrok nie uprawomocni. Może chodzić ulicami miast i
zabijać, jeżeli jest dosyć sprytny, żeby go nie złapano. Ma zakaz opuszczania
domostwa, jakie zajmuje w nocy. Przypominam, ze zbrodni dokonał w dzień.
Nie wykazał skruchy. Więc będzie się go trzymać w
psychuszce, bo nie wykazał skruchy. Nie rozpłakał się, jak dziecię, które
doznało objawienia; nie załkał: „Ach, cóż jam uczynił, co uczyniłem, ja
nieszczęsny. Życia czyż mi starczy na
wynagrodzenie krzywd...”.
Tu powinno nastąpić ujęcie skrzywdzonej matki, jej łzy.
Zależnie od kanału, na którym pokazałoby się scenę – możliwe wzajemne rzucenie
się sobie w ramiona: oprawcy i rodziców zabitych dzieci.
Następnego dnia kilkaset tysięcy ludzi stoi murem za T.
Zwłaszcza na FB.
W moim domu niewiele jest niewzruszalnych praw. Ale te,
które istnieją, są niewzruszalne. Należy do nich ścisły post trzy dni w roku: w
Popielec, w Wielki Piątek i w Wigilię. Nie ma takiej siły, żeby moi domownicy
nie pościli. Dura lex. Nie zwalnia od postu nawet obłożna choroba. I szokiem
było dla mnie, kiedy się okazało, że jakiś purpurat „zniósł post” w moim kraju w
Wigilię. Znieść to on sobie może jajko, jak potrafi.
Tak sobie czasami myślę (myślenie nie jest jeszcze
zabronione, czy już należy mnie izolować?), że gdybym była psychopatą –
mordercą, to na miejscu T. zabiłabym jeszcze raz, dla przykładu. Nikt mi nie
powie, że psychopata nie jest w stanie oszukać ogona i wymknąć się, choćby z
publicznej toalety. Nikt mi nie powie, że psychopata nie jest w stanie
zachowywać się tak, jak chcieliby badający psychiatrzy podczas
półtoragodzinnej, zaledwie, rozmowy. Bo przecież na podstawie tej rozmowy
wydaje się dzisiaj wyrok.
Zaraz: mówimy o obowiązującym prawie, czy o tak zwanym
poczuciu sprawiedliwości społecznej, która krucha jest, jak jesienny liść na
drzewie, targany wiatrami? Załóżmy sytuację możliwą i wcale nie tak
nieprawdopodobną: Mariusz T. podczas najbliższej kumulacji w lotto wygrywa
dziesięć milionów. 10000000. Los wysłał jako wolny człowiek, dajmy na to – 20.
marca.
I CO TERAZ?
Zabrać, zabrać; przecież to niemożebne jest, żeby bestia
wygrywała i dostała taką kasę! Najlepiej, żeby ustawodawca natychmiast, ale to
natychmiast, uchwalił ustawę, że mordercom wygrana w lotto się nie należy.
Mariusz T. wyrokiem sądu w Strasburgu dostanie
odszkodowanie; jego prawnik robi karierę.
Bardzo lapidarnie i dosadnie określił zaistniałą sytuację
Internauta:
„
huston_mamy_problem
kmioty z wiejskiej łamią podstawowe prawa człowieka.
Człowiek po odbyciu kary JEST WOLNY kmioty niedouczone.”
Sąd cywilny zdecydował o pozbawieniu wolnego człowieka
wolności. Kto następny?
Nie opowiadam się po żadnej ze stron. Twierdzę tylko, że
Rzeczpospolita nierządem stoi.
piątek, 28 lutego 2014
PROBLEM PSIEJ KUPY

Znowu rozpacz:
Sprzątać – to w Polsce hańba. Każda praca fizyczna to hańba.
Czy to pozostałość z nie tak dawnych czasów? Pewnie tak. Robotnik w Polsce był
traktowany jak śmieć. Zwłaszcza przez tych, którzy awansem społecznym od gnoju
zostali wyrwani lub też sami się wyrwali i zaczęli piastować „Funkcje
społeczne”.
Robotnik to robol, czyli ten, który „robi”. I jednocześnie
robak. Podłe, niskie stworzenie. Ten, który wytwarza, przetwarza jedynie za
pomocą siły fizycznej. Z uporem, dzień po dniu to samo, systematycznie, jak
dżdżownica. Po prostu robol. Nic nieznacząca glista.
Robol nie myśli przy swojej robocie. I to jest jego
największy plus, bowiem z historii i obserwacji wnosić należy, że nie ma nic
bardziej szkodliwego, niż robol, który próbuje samodzielnie myśleć, bo ma taką
okazję.
W wielu sytuacjach przemysłowych roboli zastępują maszyny,
ale nadal są i będą zawsze przypadki, gdzie robol jest niezbędny.
Niezastąpiony.
Nie zmienia to jednak faktu, że robol jest i będzie
postrzegany jako istota niższego rzędu. Zupełnie jak matka trojga dzieci, która
zrezygnowała z pracy i możliwe, ze kariery w tej pracy, aby młyn domowy działał
niezawodnie, a jego koła obracały się godnie.
Nie będzie ta matka w szpilkach rano gotować kakaa i smażyć
jajek.
I tak dalej.
Okna ta matka to jak gdyby cichcem myje, bo to wstyd; tę
czynność widać; jej koleżanki z byłej pracy wynajmują kobietę do tego.
I tak dalej.
Nie będę tu prowadzić socjologicznych rozważań na miarę
wieku. Postaram się odpowiedzieć na proste pytanie: dlaczego właściciele psów
nie sprzątają po swoich psach, wyprowadzanych na spacer.
BO NIE MOGĄ.
Oni w większości wypadków naprawdę chcą, ale po prostu nie
mogą. Bo ktoś to może zobaczyć, a nie jest to czynność gloryfikująca i
zasługująca na szacunek.
W bardzo, ale to bardzo wielu przypadkach, szef jest głupszy
od podwładnego. Bo – gdyby nie był głupszy, to przecież świadomie nie zostałby
szefem mądrzejszego od siebie, n’est-ce pas?
No więc, wyobraźmy sobie, że taki szef widzi swojego
podwładnego grzebiącego w gównie... Zanim podwładny się wytłumaczy... Chciałam
raczej powiedzieć: zanim podwładny wytłumaczy sam sobie, że sprzątanie po psie
jest w porządku... Mój ty panie...
Dlaczego tak jest? Z powodu kompleksów. I podlegają tym
kompleksom niemal wszyscy. Powoluśku się to zmienia. Powoluśku.
Jak spowodować, żeby właściciele sprzątali? Już kiedyś o ty
pisałam, nie pamiętam, gdzie. Po prostu: sprawić, żeby to było cool. Zmienić
kanon. Jak?
Przypuszczam, że problem psich kup jest problemem
ogólnopolskim, nie tylko powiatowym. Gminy się skrzykują albo kasa idzie z
jakiegoś innego efezu: Top of the top, na przykład: pani Anna Dymna, pani Anna Przybylska, pan Janusz Gajos albo
pan Marek Kondrat grają w kilkusekundowej reklamie. Po trzech dniach inwazyjnej emisji – w dobrym
tonie jest sprzątać po swoim psie. A ci, którzy zawsze chcieli sprzątać, ale
się wstydzili, będą mieli wreszcie alibi.
No i teraz obrońcy zwierząt mają co robić: jak powstrzymać
falę sadyzmu wśród właścicieli psów, który to sadyzm objawia się bezustannym,
nieuzasadnionym zmuszaniem czworonogów do defekacji w miejscach publicznych?
Jeszcze jedno, będzie kwita:
Żeby sprzątnąć psią kupę, nie potrzeba żadnych łopatek ani
wymyślnych gadżetów (chociaż będą mile widziane): rękę wkładamy do worka
foliowego, chwytamy nieczystość w dłoń i wywracamy worek na rewers – tak, jak
to robi pani w mięsnym, kiedy nakłada nam wątróbkę. Całość jest sterylna, nasza
dłoń również. Tę całość wyrzucamy do kosza na odpadki.
Jeżeli pies popełni „rzadkość” (biegiem do weterynarza),
trudno, pierwszy deszcz to wtopi w ziemię. Zdarza się i nie ma co rozpaczać.
Bezwzględnie tępiona powinna być hańba, kiedy właściciel
wyprowadza psa do piaskownicy albo na teren trawiasty, gdzie bawią się dzieci.
Jest rozwiązanie, też o tym gdzieś pisałam: PSIE TOALETY. Miejsca, gdzie pies
swobodnie może sobie ulżyć. Tak, tak, ulżyć, bo ulgą dla psa jest wreszcie móc
spokojnie wykonać czynność, nad którą musi panować w cywilizowanym
społeczeństwie, co jest niezgodne z jego naturą.
Wydzielone „psie” trawniki. Nad Strawą, na Budkach, gdzieś
jeszcze... Tam na spacer z psem. Tam spotykają się właściciele i miłośnicy
psów... Tam zawiązują się znajomości i przyjaźnie... Proste. Tylko – komu na
tym zależy?
Jak to sprzątać, jak to utrzymać? Nie przeszkadzajcie, tylko
nie przeszkadzajcie, już właściciele psów się porozumieją...
No tak, ale to może być groźne.
niedziela, 23 lutego 2014
JESZCZE JEDNO
Moją stronę:
http://quisatz.republika.pl/strona/index.html
wywala ktoś, a ja ją wrzucam z powrotem. Nie chce mi się domyślać, kto.
Pan Włodarczyk kilkakrotnie ciągał mnie na policję, bo bezczelnie, ale nieudanie, chciał, żeby mnie przestraszono.
CHA, CHA, CHA, CHA, CHA
http://www.epiotrkow.pl/news/Kto-ukradl-zapis-ze-szkolnego-monitoringu,17740
Prokuratura właśnie odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie kradzieży dysku, a jedna (czy jedyna?) z zainteresowanych rozwikłaniem sprawy osób pyta: - Czy do Szkoły Podstawowej nr 10 może włamać się każdy kto tylko zechce, wziąć pod pachę rzeczy, których wartość nie przekracza 250 zł, wyjść i nie ponosić za taki czyn żadnych konsekwencji?
Żeby wyjaśnić, o jakim dysku mowa, trzeba koniecznie przypomnieć sprawę, jaka w październiku ubiegłego roku trafiła do piotrkowskiego Sądu Pracy. Przeciw pracodawcy wystąpiła długoletnia sekretarz Szkoły Podstawowej nr 10, która twierdzi, że od kilku lat poddawana jest mobbingowi i dyskryminacji przez dyrekcję szkoły. Nagrania z monitoringu miały być jednym z dowodów potwierdzających tę tezę, ale... zniknęły w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach.
Niewyjaśnionych, bo ktoś, by wykraść(?), wyjąć(?), wymienić(?) dysk, musiał włamać się (wejść?) do gabinetu wicedyrektora, ale podobno żadnych śladów włamania nie odnaleziono. Nie zginęły też żadne inne cenne przedmioty znajdujące się w pomieszczeniu.
Policja była, nie była, była
Czy po zaginięciu dysku do szkoły wezwana była policja? Tu ostateczną wersję zdarzeń udaje się ustalić dopiero po dłuższych poszukiwaniach. Podczas zeznań składanych w sądzie w sprawie o mobbing świadkowie zeznawali, że w szkole zjawili się dwaj nieumundurowani panowie podający się za policjantów. Wersję o wezwaniu policji potwierdzała także w zeznaniach wicedyrektor szkoły. Wkrótce jednak pojawiły się wątpliwości, bo w oficjalnym piśmie z policji kierowanym do sądu przeczytać można było jednak, że tutejsza jednostka nie odnotowała interwencji w związku ze zniknięciem danych z monitoringu szkoły. Policjanci byli więc 7 czerwca 2013 r. na interwencji w szkole czy też nie? Jeszcze raz więc zwróciliśmy się do policji o odpowiedź i okazało się, że funkcjonariusze jednak w szkole byli. - 7 czerwca 2013 roku piotrkowscy funkcjonariusze, po zgłoszeniu telefonicznym, podjęli interwencję w szkole przy ulicy Wojska Polskiego. Zgłoszenie dotyczyło skasowania zapisu monitoringu w tej placówce – informuje sierż. sztab. Ilona Sidorko, oficer prasowy KMP w Piotrkowie Trybunalskim.
A co z pismem do sądu? - Niezwłocznie zostanie przesłane do Sądu Rejonowego sprostowanie dotyczące przedmiotowej interwencji – dodaje oficer prasowy piotrkowskiej policji.
Nie zgłosiła dyrekcja, zgłosiła sekretarz
Co w sprawie dysku wydarzyło się dalej? Policja poinformowała dyrekcję szkoły o możliwości złożenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ale takiego zawiadomienia ani na policji, ani w prokuraturze dyrekcja szkoły nie złożyła. Dlaczego? O to kilkukrotnie próbowaliśmy zapytać dyrektor szkoły, a później także jej pełnomocnika prawnego. I po raz kolejny odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Czyżby nie było czego wyjaśniać?
Innego zdania są pracownicy szkoły.
- Ponieważ pani dyrektor powiedziała, że musiał to zrobić ktoś, kto ma klucze do szkoły (a klucze miały wówczas dwie sprzątaczki i sekretarz szkoły), te osoby poczuły się w pewnym sensie pomówione, że odkodowały szkołę, weszły i coś zrobiły z tym dyskiem, ponieważ śladów włamania żadnych nie odkryto – mówią pracownicy szkoły.
Pracownicy poczuli się pomówieni, postanowili więc interweniować. Zwrócili się o pomoc i zainteresowanie sprawą do organu prowadzącego szkołę, czyli piotrkowskiego samorządu, a dokładniej do władz miasta. W piśmie do prezydenta Piotrkowa Krzysztofa Chojniaka z 4 listopada 2013 r. napisali m.in.: „Informujemy pana, iż w dniu 7.06.2013 r., a następnie w dniu 10.06.2013 r. panie dyrektorki (…) zorganizowały zebrania z pracownikami niepedagogicznymi oraz z nauczycielami, informując wszystkich pracowników, że w szkole doszło do włamania, konkretnie do gabinetu pani wicedyrektor (…) Przekazały informacje, że włamywacz, który dostał się do pomieszczenia gabinetu, wykasował cały dysk z nagraniami na monitoringu znajdującym się w gabinecie oraz podmienił go na inny. Poza wyczyszczeniem dysku i podmienieniem go włamywacz niczego nie ukradł. Zdaniem pań dyrektorek włamywaczem jest ktoś z pracowników szkoły. Stwierdzamy, że informacje, które nam przekazały, były niestety niespójne. Panie dyrektorki zapewniały nas, że o całym zdarzeniu poinformują policję i prokuraturę. Niestety do dnia dzisiejszego (do 4.11.2013 r., czyli niemal pięć miesięcy od zdarzenia - przyp. red.) nikt z pracowników szkoły nie był przesłuchiwany pomimo tego, że któregoś dnia w gabinecie u pani wicedyrektor (…) pojawiło się dwóch panów przedstawiających się za policjantów. Chcemy podkreślić, iż na nagraniach monitoringu znajdowały się ważne wydarzenia, m.in. przyjazd pogotowia ratunkowego do pani sekretarz. Panie Prezydencie, ponieważ obwinia się nas o dokonanie włamania, nie ukrywamy, iż całą sprawą jesteśmy mocno zbulwersowani. W związku z tym, że pomawia się nas o tak poważne rzeczy, nalegamy o natychmiastową interwencję” - napisali pracownicy SP nr 10. W tej sprawie zresztą spotkali się także z prezydentem i kierownikiem Referatu Oświaty. Co z tego wynikło? - Nic - brzmi odpowiedź. - Była tylko informacja, że podobno sprawa zgłoszona jest przez dyrekcję na policji.
Determinację w kwestii wyjaśnienia sprawy wykazała więc sekretarz szkoły i sama złożyła w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. - W listopadzie 2013 r., ponieważ nikt nie zamierzał tego zrobić, poczułam się zobowiązana do tego (chociażby w związku z tym, że pośrednio poprzez zebranie, a później już bezpośrednio po zeznaniu świadków w sądzie zostałam pomówiona o kradzież dysku) – mówi sekretarz szkoły. - Koleżanki z pracy poinformowały mnie o zebraniu zorganizowanym przez dyrekcję, które odbyło się w szkole. Na tym zebraniu pojawiły się pewne insynuacje (oczywiście wprost nie było wymienione moje imię i nazwisko, ale grono osób, o których panie dyrektorki mówiły w kontekście kradzieży dysku, było tak małe, że bez mówienia nazwiska wszyscy się domyślali, że chodzi o moją osobę). Poza tym podczas spraw w sądzie (przeciwko dyrekcji o mobbing) dowodem na to były zeznania dwóch świadków, którzy pod przysięgą zeznali, że do nich powiedziano wprost, że to ja dokonałam kradzieży dysku. Te insynuacje są tym dziwniejsze, że to właśnie mnie zależało, żeby te nagrania, które zaginęły, pojawiły się w sądzie jako materiał dowodowy. Postanowiłam więc sprawę wyjaśnić i złożyłam zawiadomienie do prokuratury – mówi sekretarz SP nr 10. - Oczekiwałam poważnego podejścia do sprawy, ale w lutym tego roku otrzymałam dwuzdaniową odpowiedź z prokuratury, że ta odmawia wszczęcia dochodzenia w tej sprawie. Nadmienia się tam także, że skradziony dysk miał wartość ok. 250 zł, a więc jest to tylko wykroczenie, a nie przestępstwo. Jestem zbulwersowana taką postawą instytucji, bo wniosek z tego jest taki, że do Szkoły Podstawowej nr 10 każdy może się włamać, każdy może wziąć sprzęt, który jest wart około 250 zł, wyjść ze szkoły i nie ponosić żadnych konsekwencji. Dla mnie to skandaliczne, co dzieje się wokół tej sprawy – dodaje.
Prokuratura odmówiła... bo musiała
Dlaczego Prokuratura Rejonowa w Piotrkowie nie chciała się zająć sprawą?
- 28 stycznia prokurator zatwierdził policyjne postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia w sprawie kradzieży dnia 6 – 7 czerwca 2013 r. w Piotrkowie Trybunalskim przy ul Wojska Polskiego 37 dysku z centrali monitoringu o wartości około 250 zł na szkodę Szkoły Podstawowej numer 10, czyli przestępstwa kradzieży. To umorzenie nastąpiło ze względu na negatywną przesłankę procesową, czyli brak w czynie znamion czynu zabronionego przestępstwa – i stwierdzenia, że jest to wykroczenie – wyjaśnia Sławomir Mamrot, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie. - Przestępstwo kradzieży, zgodnie z nowelizacją, oblicza się na podstawie przelicznika - części ułamkowej (1/4 minimalnego wynagrodzenia). Za okres od stycznia 2013 r. do stycznia 2014 r. było to 400 zł. W związku z tym materiały w tej sprawie przesłano na policję celem postępowania o wykroczenie z artykułu 119 par. 1 kodeksu wykroczeń. Podsumowując – umorzono sprawę, stwierdzając, że nie jest to przestępstwo (a prokuratura zajmuje się tylko ściganiem przestępstw), a wykroczenie, gdzie tego typu sprawy ściga policja. Policja ma obowiązek szukać sprawcy. To ona jest teraz gospodarzem postępowania. Niezależnie od tego wpłynęło zażalenie osoby zawiadamiającej i obecnie jest ono przedmiotem analizy w prokuraturze. Takie zażalenie może być uwzględnione już tutaj (w prokuraturze), a jeżeli nie, to jest przesyłane do sądu jako organu odwoławczego celem rozpoznania merytorycznego – dodaje prokurator.
Już po rozmowie z nim zwróciliśmy się więc do policji, co ma zamiar zrobić w tej sprawie. Ta jednak odpowiedziała, że dokumenty właśnie znów wróciły do prokuratury. - Do Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie Trybunalskim 7 lutego 2014 roku wpłynęły z Prokuratury Rejonowej w/m materiały dotyczące kradzieży dysku o wartości 250 złotych z centrali monitoringu jednej ze szkół mieszczącej się w Piotrkowie Trybunalskim przy ulicy Wojska Polskiego. Sprawa ta została jednak 14 lutego br. zwrócona zgodnie z żądaniem prokuratury – informuje Ilona Sidorko, oficer prasowy KMP w Piotrkowie.
Czy ostatecznie więc to prokuratura zajmie się jej wyjaśnieniem?
W sprawie wiadomo...
Właściwie co jeszcze wiadomo w sprawie zniknięcia nagrań monitoringu? Pewien obraz wyłania się z zeznań świadków przesłuchanych w sprawie o mobbing. Pan zajmujący się montażem monitoringu zeznał, że kiedy został wezwany do szkoły, żeby zgrać pewne dane z dysku, okazało się, że wyłączona była rejestracja i dysk nie działał. Kiedy otworzył urządzenie stwierdził, że jest tam inny dysk niż sam wcześniej instalował (innej firmy, mniejszej pojemności, nie było też nagrania). Na podstawie rejestru zdarzeń ustalił, że 4 czerwca 2013 r. zatrzymano rejestrację i wymieniono dysk. Żeby zmieniać ustawienia monitoringu, trzeba znać kody dostępu. Jak zeznawał – administratorem systemu jest dyrektor i wicedyrektor szkoły i to im podał kody.
Kto ostatecznie wyjaśni sprawę? Miejmy nadzieję, że znajdzie się taka instytucja lub osoba, której nie zabraknie determinacji. Jeśli tak się stanie – oczywiście o tym poinformujemy.
Anna Wiktorowicz"
PRZYPOMINAM MÓJ WPIS:
Kto ukradł zapis ze szkolnego monitoringu?
Ze
Szkoły Podstawowej nr 10 w Piotrkowie Trybunalskim zginął dysk
komputerowy. I to dysk nie byle jaki, bo z nagraniami szkolnego
monitoringu. A te nagrania też nie byle jakie, bo mające być materiałem
dowodowym w toczącej się przed piotrkowskim Sądem Pracy sprawie o
mobbing i dyskryminację.
Prokuratura właśnie odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie kradzieży dysku, a jedna (czy jedyna?) z zainteresowanych rozwikłaniem sprawy osób pyta: - Czy do Szkoły Podstawowej nr 10 może włamać się każdy kto tylko zechce, wziąć pod pachę rzeczy, których wartość nie przekracza 250 zł, wyjść i nie ponosić za taki czyn żadnych konsekwencji?
Żeby wyjaśnić, o jakim dysku mowa, trzeba koniecznie przypomnieć sprawę, jaka w październiku ubiegłego roku trafiła do piotrkowskiego Sądu Pracy. Przeciw pracodawcy wystąpiła długoletnia sekretarz Szkoły Podstawowej nr 10, która twierdzi, że od kilku lat poddawana jest mobbingowi i dyskryminacji przez dyrekcję szkoły. Nagrania z monitoringu miały być jednym z dowodów potwierdzających tę tezę, ale... zniknęły w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach.
Niewyjaśnionych, bo ktoś, by wykraść(?), wyjąć(?), wymienić(?) dysk, musiał włamać się (wejść?) do gabinetu wicedyrektora, ale podobno żadnych śladów włamania nie odnaleziono. Nie zginęły też żadne inne cenne przedmioty znajdujące się w pomieszczeniu.
Policja była, nie była, była
Czy po zaginięciu dysku do szkoły wezwana była policja? Tu ostateczną wersję zdarzeń udaje się ustalić dopiero po dłuższych poszukiwaniach. Podczas zeznań składanych w sądzie w sprawie o mobbing świadkowie zeznawali, że w szkole zjawili się dwaj nieumundurowani panowie podający się za policjantów. Wersję o wezwaniu policji potwierdzała także w zeznaniach wicedyrektor szkoły. Wkrótce jednak pojawiły się wątpliwości, bo w oficjalnym piśmie z policji kierowanym do sądu przeczytać można było jednak, że tutejsza jednostka nie odnotowała interwencji w związku ze zniknięciem danych z monitoringu szkoły. Policjanci byli więc 7 czerwca 2013 r. na interwencji w szkole czy też nie? Jeszcze raz więc zwróciliśmy się do policji o odpowiedź i okazało się, że funkcjonariusze jednak w szkole byli. - 7 czerwca 2013 roku piotrkowscy funkcjonariusze, po zgłoszeniu telefonicznym, podjęli interwencję w szkole przy ulicy Wojska Polskiego. Zgłoszenie dotyczyło skasowania zapisu monitoringu w tej placówce – informuje sierż. sztab. Ilona Sidorko, oficer prasowy KMP w Piotrkowie Trybunalskim.
A co z pismem do sądu? - Niezwłocznie zostanie przesłane do Sądu Rejonowego sprostowanie dotyczące przedmiotowej interwencji – dodaje oficer prasowy piotrkowskiej policji.
Nie zgłosiła dyrekcja, zgłosiła sekretarz
Co w sprawie dysku wydarzyło się dalej? Policja poinformowała dyrekcję szkoły o możliwości złożenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ale takiego zawiadomienia ani na policji, ani w prokuraturze dyrekcja szkoły nie złożyła. Dlaczego? O to kilkukrotnie próbowaliśmy zapytać dyrektor szkoły, a później także jej pełnomocnika prawnego. I po raz kolejny odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Czyżby nie było czego wyjaśniać?
Innego zdania są pracownicy szkoły.
- Ponieważ pani dyrektor powiedziała, że musiał to zrobić ktoś, kto ma klucze do szkoły (a klucze miały wówczas dwie sprzątaczki i sekretarz szkoły), te osoby poczuły się w pewnym sensie pomówione, że odkodowały szkołę, weszły i coś zrobiły z tym dyskiem, ponieważ śladów włamania żadnych nie odkryto – mówią pracownicy szkoły.
Pracownicy poczuli się pomówieni, postanowili więc interweniować. Zwrócili się o pomoc i zainteresowanie sprawą do organu prowadzącego szkołę, czyli piotrkowskiego samorządu, a dokładniej do władz miasta. W piśmie do prezydenta Piotrkowa Krzysztofa Chojniaka z 4 listopada 2013 r. napisali m.in.: „Informujemy pana, iż w dniu 7.06.2013 r., a następnie w dniu 10.06.2013 r. panie dyrektorki (…) zorganizowały zebrania z pracownikami niepedagogicznymi oraz z nauczycielami, informując wszystkich pracowników, że w szkole doszło do włamania, konkretnie do gabinetu pani wicedyrektor (…) Przekazały informacje, że włamywacz, który dostał się do pomieszczenia gabinetu, wykasował cały dysk z nagraniami na monitoringu znajdującym się w gabinecie oraz podmienił go na inny. Poza wyczyszczeniem dysku i podmienieniem go włamywacz niczego nie ukradł. Zdaniem pań dyrektorek włamywaczem jest ktoś z pracowników szkoły. Stwierdzamy, że informacje, które nam przekazały, były niestety niespójne. Panie dyrektorki zapewniały nas, że o całym zdarzeniu poinformują policję i prokuraturę. Niestety do dnia dzisiejszego (do 4.11.2013 r., czyli niemal pięć miesięcy od zdarzenia - przyp. red.) nikt z pracowników szkoły nie był przesłuchiwany pomimo tego, że któregoś dnia w gabinecie u pani wicedyrektor (…) pojawiło się dwóch panów przedstawiających się za policjantów. Chcemy podkreślić, iż na nagraniach monitoringu znajdowały się ważne wydarzenia, m.in. przyjazd pogotowia ratunkowego do pani sekretarz. Panie Prezydencie, ponieważ obwinia się nas o dokonanie włamania, nie ukrywamy, iż całą sprawą jesteśmy mocno zbulwersowani. W związku z tym, że pomawia się nas o tak poważne rzeczy, nalegamy o natychmiastową interwencję” - napisali pracownicy SP nr 10. W tej sprawie zresztą spotkali się także z prezydentem i kierownikiem Referatu Oświaty. Co z tego wynikło? - Nic - brzmi odpowiedź. - Była tylko informacja, że podobno sprawa zgłoszona jest przez dyrekcję na policji.
Determinację w kwestii wyjaśnienia sprawy wykazała więc sekretarz szkoły i sama złożyła w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. - W listopadzie 2013 r., ponieważ nikt nie zamierzał tego zrobić, poczułam się zobowiązana do tego (chociażby w związku z tym, że pośrednio poprzez zebranie, a później już bezpośrednio po zeznaniu świadków w sądzie zostałam pomówiona o kradzież dysku) – mówi sekretarz szkoły. - Koleżanki z pracy poinformowały mnie o zebraniu zorganizowanym przez dyrekcję, które odbyło się w szkole. Na tym zebraniu pojawiły się pewne insynuacje (oczywiście wprost nie było wymienione moje imię i nazwisko, ale grono osób, o których panie dyrektorki mówiły w kontekście kradzieży dysku, było tak małe, że bez mówienia nazwiska wszyscy się domyślali, że chodzi o moją osobę). Poza tym podczas spraw w sądzie (przeciwko dyrekcji o mobbing) dowodem na to były zeznania dwóch świadków, którzy pod przysięgą zeznali, że do nich powiedziano wprost, że to ja dokonałam kradzieży dysku. Te insynuacje są tym dziwniejsze, że to właśnie mnie zależało, żeby te nagrania, które zaginęły, pojawiły się w sądzie jako materiał dowodowy. Postanowiłam więc sprawę wyjaśnić i złożyłam zawiadomienie do prokuratury – mówi sekretarz SP nr 10. - Oczekiwałam poważnego podejścia do sprawy, ale w lutym tego roku otrzymałam dwuzdaniową odpowiedź z prokuratury, że ta odmawia wszczęcia dochodzenia w tej sprawie. Nadmienia się tam także, że skradziony dysk miał wartość ok. 250 zł, a więc jest to tylko wykroczenie, a nie przestępstwo. Jestem zbulwersowana taką postawą instytucji, bo wniosek z tego jest taki, że do Szkoły Podstawowej nr 10 każdy może się włamać, każdy może wziąć sprzęt, który jest wart około 250 zł, wyjść ze szkoły i nie ponosić żadnych konsekwencji. Dla mnie to skandaliczne, co dzieje się wokół tej sprawy – dodaje.
Prokuratura odmówiła... bo musiała
Dlaczego Prokuratura Rejonowa w Piotrkowie nie chciała się zająć sprawą?
- 28 stycznia prokurator zatwierdził policyjne postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia w sprawie kradzieży dnia 6 – 7 czerwca 2013 r. w Piotrkowie Trybunalskim przy ul Wojska Polskiego 37 dysku z centrali monitoringu o wartości około 250 zł na szkodę Szkoły Podstawowej numer 10, czyli przestępstwa kradzieży. To umorzenie nastąpiło ze względu na negatywną przesłankę procesową, czyli brak w czynie znamion czynu zabronionego przestępstwa – i stwierdzenia, że jest to wykroczenie – wyjaśnia Sławomir Mamrot, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie. - Przestępstwo kradzieży, zgodnie z nowelizacją, oblicza się na podstawie przelicznika - części ułamkowej (1/4 minimalnego wynagrodzenia). Za okres od stycznia 2013 r. do stycznia 2014 r. było to 400 zł. W związku z tym materiały w tej sprawie przesłano na policję celem postępowania o wykroczenie z artykułu 119 par. 1 kodeksu wykroczeń. Podsumowując – umorzono sprawę, stwierdzając, że nie jest to przestępstwo (a prokuratura zajmuje się tylko ściganiem przestępstw), a wykroczenie, gdzie tego typu sprawy ściga policja. Policja ma obowiązek szukać sprawcy. To ona jest teraz gospodarzem postępowania. Niezależnie od tego wpłynęło zażalenie osoby zawiadamiającej i obecnie jest ono przedmiotem analizy w prokuraturze. Takie zażalenie może być uwzględnione już tutaj (w prokuraturze), a jeżeli nie, to jest przesyłane do sądu jako organu odwoławczego celem rozpoznania merytorycznego – dodaje prokurator.
Już po rozmowie z nim zwróciliśmy się więc do policji, co ma zamiar zrobić w tej sprawie. Ta jednak odpowiedziała, że dokumenty właśnie znów wróciły do prokuratury. - Do Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie Trybunalskim 7 lutego 2014 roku wpłynęły z Prokuratury Rejonowej w/m materiały dotyczące kradzieży dysku o wartości 250 złotych z centrali monitoringu jednej ze szkół mieszczącej się w Piotrkowie Trybunalskim przy ulicy Wojska Polskiego. Sprawa ta została jednak 14 lutego br. zwrócona zgodnie z żądaniem prokuratury – informuje Ilona Sidorko, oficer prasowy KMP w Piotrkowie.
Czy ostatecznie więc to prokuratura zajmie się jej wyjaśnieniem?
W sprawie wiadomo...
Właściwie co jeszcze wiadomo w sprawie zniknięcia nagrań monitoringu? Pewien obraz wyłania się z zeznań świadków przesłuchanych w sprawie o mobbing. Pan zajmujący się montażem monitoringu zeznał, że kiedy został wezwany do szkoły, żeby zgrać pewne dane z dysku, okazało się, że wyłączona była rejestracja i dysk nie działał. Kiedy otworzył urządzenie stwierdził, że jest tam inny dysk niż sam wcześniej instalował (innej firmy, mniejszej pojemności, nie było też nagrania). Na podstawie rejestru zdarzeń ustalił, że 4 czerwca 2013 r. zatrzymano rejestrację i wymieniono dysk. Żeby zmieniać ustawienia monitoringu, trzeba znać kody dostępu. Jak zeznawał – administratorem systemu jest dyrektor i wicedyrektor szkoły i to im podał kody.
Kto ostatecznie wyjaśni sprawę? Miejmy nadzieję, że znajdzie się taka instytucja lub osoba, której nie zabraknie determinacji. Jeśli tak się stanie – oczywiście o tym poinformujemy.
Anna Wiktorowicz"
PRZYPOMINAM MÓJ WPIS:
"niedziela, 19 lutego 2012
TYDZIEŃ POMOCY OFIAROM PRZESTĘPSTW
Rusza "Tydzień Pomocy Ofiarom Przestępstw".
W związku z powyższym składam dzisiaj w piotrkowskiej Prokuraturze pismo następującej treści:
W związku z powyższym składam dzisiaj w piotrkowskiej Prokuraturze pismo następującej treści:
Piotrków Tryb., dn. 20.02.2012r.
Maria Gładysz
ul. Mickiewicza 30
97-300 Piotrków Tryb.
Prokuratura Rejonowa
w Piotrkowie Tryb.
Al. 3-go Maja
97-300 Piotrków Tryb.
DONIESIENIE O POPEŁNIENIU PRZESTĘPSTW
Wnoszę
o wszczęcie postępowania przygotowawczego wobec dyrektora Szkoły
Podstawowej nr 8 w Piotrkowie Tryb., ul. Sienkiewicza 8 – Zbigniewa
Włodarczyka w związku z popełnieniem przestępstw określonych w
artykułach: 218 par. 1 Kodeksu Karnego, 219 Kodeksu Karnego, 225 Kodeksu
Karnego, 231 Kodeksu Karnego, 271 par. 1 Kodeksu Karnego, art. 27
Ustawy o Ochronie Danych Osobowych oraz 207 Kodeksu Karnego.
Dn.
18.09.2009r. pismem do Prokuratury Rejonowej w Piotrkowie Tryb.,
wniosłam o wszczęcie postępowania przygotowawczego wobec dyrektora
Szkoły Podstawowej nr 8 w Piotrkowie Tryb., ul. Sienkiewicza 8 w związku
z popełnieniem przestępstwa określonego w art. 218 par. 1 KK. Następnie
pismem z dn. 26.10.2009r. wniosłam o wszczęcie postępowania
przygotowawczego wobec Zbigniewa Włodarczyka, dyrektora Szkoły
Podstawowej nr 8 w Piotrkowie Tryb. w związku z popełnieniem
przestępstwa określonego w art. 207 par. 1 KK. Pismem z tego samego dnia
wnosiłam o wszczęcie postępowania przygotowawczego wobec dyrektora
Szkoły Podstawowej nr 8 w Piotrkowie Tryb., Zbigniewa Włodarczyka w
związku z popełnieniem przestępstwa określonego w art. 271 par. 1 KK.
Postanowieniem
z dn. 18.11.2009r. nadkomisarz Janusz Kawnik postanowił odmówić
wszczęcia dochodzenia w sprawie naruszania praw pracowniczych, znęcania
się oraz poświadczenia nieprawdy na szkodę Marii Gładysz przez dyrektora
Szkoły Podstawowej nr 8 – Zbigniewa Włodarczyka (DM-1-3525/09 IDs-1864/09). Żadne z kolejnych moich zażaleń nie zostało uwzględnione.
Odmowa
wszczęcia dochodzenia w sprawie naruszania praw pracowniczych, znęcania
się oraz poświadczenia nieprawdy na moją szkodę przez dyrektora szkoły,
Zbigniewa Włodarczyka, zaskutkowały utwierdzeniem się pana Włodarczyka w
bezkarności swoich poczynań i dalszym, coraz bardziej śmiałym łamaniem
prawa.
Stwierdzić
należy, że w uzasadnieniu odmowy wszczęcia postępowania podniesiono
fakt rozpatrywania mojej sprawy przez Sąd Pracy i podkreślono, iż
„wydane przez Sąd Pracy orzeczenie będzie jednoznacznie stanowić, czy
działania dyr. Z. Włodarczyka były niezgodne z przepisami prawa”.
Otóż
prawomocnym wyrokiem z dnia 23.12.2009r. Sąd Rejonowy stwierdził
jednoznacznie, iż zmiana mojego stanowiska pracy była niezgodna z
prawem. Sąd stwierdził, iż wbrew twierdzeniom dyr. Z. Włodarczyka,
przeniesienie mnie ze stanowiska nauczyciela języka polskiego na
stanowisko wychowawcy świetlicy nie jest zmianą warunków pracy w ramach
tego samego stanowiska pracy – tj. stanowiska pracy nauczyciela
mianowanego. Zgodnie bowiem z utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego,
zatrudnienie nauczyciela mianowanego w charakterze wychowawcy świetlicy
jest wykonywaniem pracy na innym stanowisku niż stanowisko nauczyciela
przedmiotów, np. nauczyciela języka polskiego. Powyższe znajduje
uzasadnienie w interpretacji przepisów – art. 18 ust. 1 KN i art. 42
ust. 3 KN. Stosownie do przepisu art. 18 ust. 1 KN, nauczyciel mianowany
może być przeniesiony na własną prośbę lub z urzędu za jego zgodą na inne stanowisko w tej samej lub innej szkole, w tej samej lub innej miejscowości, na takie same lub inne stanowisko.
Sąd kilkakrotnie wyraźnie stwierdził, że zmiana moich warunków pracy i płacy była złamaniem art. 18 Ustawy Karta Nauczyciela.
Sąd podkreślił również, iż niepowiadomienie Związków Zawodowych o zamiarze zmiany mi warunków pracy i płacy było działaniem celowym, zamierzonym i niezgodnym z prawem.
Pracodawca
ma obowiązek zapewnić nauczycielowi powracającemu do pracy po urlopie
zdrowotnym to samo stanowisko pracy, na którym nauczyciel wykonywał
obowiązki służbowe przed pójściem na ww. urlop (art. 22 par. 1 Kodeksu
pracy oraz art. 73 Karty Nauczyciela).
Obowiązek zapewnienia nauczycielowi, który wraca z urlopu zdrowotnego,
tego samego miejsca pracy wynika z istoty stosunku pracy, jaki łączy
nauczyciela z zatrudniającą go placówką. Istota ta sprowadza się do
tego, że nauczyciel zobowiązuje się w okresie zatrudnienia go w ramach
stosunku pracy do wykonywania pod kierunkiem pracodawcy ściśle
określonej pracy (a więc pracy na określonym stanowisku pracy, w
określonym miejscu i czasie) za wynagrodzeniem (art. 22 par. 1 Kodeksu
pracy).
Pracodawca
nie może dowolnie - na drodze polecenia służbowego - kształtować
warunków zatrudnienia nauczyciela i określać jego miejsce pracy.
Jeśli
powracający do pracy nauczyciel zgodzi się objąć inne stanowisko pracy
zamiast tego, które zajmował przed urlopem, taka zmiana jest w pełni
dopuszczalna, albowiem odbywa się ona na drodze porozumienia
zmieniającego dotychczasową treść stosunku pracy łączącego strony.
Podstawa prawna:
- art. 22 par. 1 ustawy z 26 czerwca 1974 r. - Kodeks pracy (Dz.U. z 1998 r. Nr 21, poz. 94 ze zm.),
- art. 73 ustawy z 26 stycznia 1982 r. - Karta Nauczyciela (Dz.U. z 2006 r. Nr 97, poz. 674 ze zm.).
Reasumując, Z.
Włodarczyk swoim czynem już wówczas wypełnił dyspozycję art. 231 KK,
tj. przekroczył uprawnienia funkcjonariusza publicznego. Funkcjonariusz
publiczny ma bowiem pierwotny prawny obowiązek znajomości aktów
określających jego uprawnienia i obowiązki. W związku z tym urzędnik,
który działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, popełnia
przestępstwo i ponosi odpowiedzialność karną.
Na
podstawie swojej bezprawnej urzędniczej decyzji uszczupla moje
wynagrodzenie, co wypełnia dyspozycję art. 218 par. 1 Kodeksu Karnego.
Bezprawne obniżanie moich zarobków, a następnie spowodowanie ich utraty
jest wynikiem chęci dokuczenia mi, wyrządzenia przykrości, bowiem Z.
Włodarczyk dobrze wie, iż wynagrodzenie za pracę stanowi jedyne źródło
utrzymania. Celowo i z premedytacją stawia mnie w sytuacji, kiedy nie
mogę wykonywać pracy zgodnie z prawem i posiadaną umową o pracę (art.
100 Kodeksu Pracy), a następnie, powołując się bezprawnie na art. 80
Kodeksu Pracy, potrąca mi zarobki, lekceważąc zupełnie to, iż zwracam
dyrektorowi uwagę na fakt istnienia art. 81 Kodeksu Pracy, na który ja
się powołuję.
Pewien
swej bezkarności, dyr. Włodarczyk dopuszcza się kolejnego, celowego
przestępstwa: Uporczywie i złośliwie łamie moje kolejne prawa
pracownicze: dokonuje rozwiązania ze mną bez zachowania okresu
wypowiedzenia umowy o pracę zawartą w dn. 1.09.1993r. na czas nieokreślony,
na podstawie art. 52 par. 1 pkt 1 Kodeksu Pracy w związku z art. 91c
ust. 1 Ustawy Karta Nauczyciela. Po raz kolejny nie powiadamia o swoim
zamiarze Związków Zawodowych.
W
wyniku postępowania sądowego (sygn. akt IVP 173/10) Sąd Rejonowy wydał
następujący wyrok: „W ocenie Sądu, wbrew zdaniu pozwanej Szkoły,
zastosowanie art. 52 KP było nieuprawnione. Wbrew zdaniu pozwanego
aktualne orzecznictwo sądów nie dopuszcza stosowania art. 52 KP w
stosunku do nauczycieli – vide wyrok Sądu Najwyższego z dn. 8.01.2009r. w
sprawie I PK 137/08 – OSNAPiUS 2010/13-14/161.”
I
dalej: „Kodeks Pracy nie znajduje zastosowania przy rozwiązywaniu
nauczycielskich stosunków pracy (art. 20 ust. 1, art. 23 i art. 27) mają
charakter regulacji zupełnych, które wyczerpująco określają przyczyny i
sposoby rozwiązania nauczycielskich stosunków pracy (w drodze
wypowiedzenia, porozumienia stron lub z końcem miesiąca, w którym
dyrektor szkoły otrzymał informację o nieusprawiedliwionym niezgłoszeniu
się nauczyciela na badania okresowe lub kontrolne), co wyklucza
możliwość rozwiązania nauczycielskiego stosunku pracy bez wypowiedzenia z
winy nauczyciela na podstawie innych regulacji prawnych, a w
szczególności art. 52 par. 1 pkt 1 KP. W konsekwencji stosowanie wobec
nauczyciela tego przepisu KP, w przypadku wystąpienia przyczyn
uzasadniających rozwiązanie z pracownikiem ciężko naruszającym
obowiązki, nie jest objęte odesłaniem do art. 91c Karty Nauczyciela.
Przepis ten dopuszcza bowiem stosowanie przepisów KP tylko w sprawach
nieuregulowanych w Karcie Nauczyciela.
Tymczasem
za uchybienia godności zawodu nauczyciela lub naruszenie podstawowych
obowiązków, nauczyciele podlegają wyłącznie odpowiedzialności
dyscyplinarnej (art. 75 ust. 1 KN). Wśród sankcji dyscyplinarnych
orzekanych po przeprowadzeniu postępowania dyscyplinarnego, Karta
Nauczyciela przewiduje m.in. kary dyscyplinarne: zwolnienie z pracy,
zwolnienie z pracy z zakazem przyjmowania do pracy w zawodzie
nauczycielskim w okresie trzech lat od ukarania bądź wydaleniem z zawodu
nauczycielskiego (art. 76 ust. 1 pkt 3, 3a i 4 KN).
Wymierzenie
tego rodzaju sankcji dyscyplinarnych prowadzi z mocy art. 26 ust. 1 pkt
1 KN do wygaśnięcia stosunku pracy nauczyciela, które stwierdza
dyrektor szkoły, a w stosunku do dyrektora szkoły – organ prowadzący
szkołę.
Powyższe
wskazuje na to, że rozwiązanie stosunku pracy dokonane przez pozwaną
Szkołę nie może być uznane za zgodne z normami prawa pracy.”
Prawomocnym
wyrokiem z dn. 1.12.2011r. (sygn. akt VPa 15/11) Sąd Okręgowy – Sąd
Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Piotrkowie Tryb., Wydział V na
rozprawie sprawy z mojego powództwa przeciwko Szkole Podstawowej nr 8 w
Piotrkowie Tryb. o przywrócenie do pracy, na skutek mojej apelacji od
wyroku Sądu Rejonowego w Piotrkowie Tryb., IV Wydział Pracy
i Ubezpieczeń Społecznych z dn. 7.12.2010r. (sygn. akt IVP 173/10)
zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, iż przywrócił mnie do pracy w
pozwanej Szkole Podstawowej nr 8 w Piotrkowie Tryb. na dotychczasowych
warunkach pracy i płacy. W uzasadnieniu Sąd podkreślił świadome
naruszenie przepisów prawa przez dyrektora szkoły; jest to dowód na
kolejne naruszenie moich praw pracowniczych. Ponownie podkreślam, że do
pogwałcenia moich praw nie doszłoby, gdyby w roku 2009 Prokuratura w
Piotrkowie Tryb. zajęła się należycie działaniami Z. Włodarczyka.
Tym
samym Z. Włodarczyk po raz kolejny dokonał przestępstwa z art. 218
Kodeksu Karnego. Działanie Z. Włodarczyka nacechowane jest wyjątkową
uporczywością i złośliwością. Uporczywość przejawia się w szeregu
podobnych i analogicznych powtarzających się działań mających na celu
niedopuszczenie do wykorzystania przeze mnie przysługujących mi
uprawnień ze stosunku pracy oraz z przepisów o ubezpieczeniu społecznym.
Wielokrotnie odmawia on moim żądaniom, chociaż są one uzasadnione i
oparte na prawie. Sąd Apelacyjny w Krakowie stwierdził, że pojęcie
uporczywości zawiera zarówno wielokrotność uchylania się od wykonania
powinności, jak i świadomość niweczenia tym możliwości osiągnięcia stanu
założonego przez prawo (postanowienie SA z 13.12.200r., II AK z 289/00,
KZS 2000/12/28).
Złośliwość
działania Z. Włodarczyka przejawia się szczególnym nasileniem złej woli
dyrektora skierowanej przeciwko mnie, przy czym to nasilenie złej woli
jest pozbawione podstaw i pozostaje w jaskrawej dysproporcji do
rzeczywiście istniejącej przyczyny. Jego działanie ma na celu nie tylko
spowodowanie przykrości i konkretnej dolegliwości ale również
zademonstrowanie swojego negatywnego stosunku do mnie.
Z całą mocą podkreślam, iż działanie Z. Włodarczyka ma charakter umyślny.
Umyślność ta nie podlega żadnej wątpliwości, ponieważ dyr. Włodarczyk
jako dyrektor szkoły jeszcze przed podjęciem obowiązków ukończył studia
podyplomowe z zakresu zarządzania oświatą i jako taki doskonale zna
prawo oświatowe.
Z.
Włodarczyk jako dyrektor zakładu pracy dopuścił się również
przestępstwa z art. 219 Kodeksu Karnego. Poprzez celowe zaniechanie
przez miesiąc pozbawił mnie środków do życia, ponieważ nie przekazał do
ZUS-u mojego zwolnienia lekarskiego. Zwolnienie to opiewało od dn.
10.05. do 1.06.2010r.
W
przypadku choroby pracownika na przełomie zatrudnienia pracodawca jest
zobowiązany przekazać oryginał zaświadczenia lekarskiego do ZUS-u zaś w
firmie zostaje potwierdzona za zgodność kopia dokumentu (art. 6 ust. 1,
art. 13 ust. 1, art. 61 ust. 1 pkt 2d i ust. 3 Ustawy z dn. 25.06.1990r o
świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i
macierzyństwa – Dz. U. z 2005r. nr 31, poz. 267 ze zmianami oraz par. 1
ust. 1 pkt 1 i par. 3 rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki
Socjalnej z dn. 27.07.1999r. w sprawie określania dowodów stanowiących
podstawę przyznania i wypłaty zasiłków z ubezpieczenia społecznego
w razie choroby i macierzyństwa – Dz. U. nr 65 poz. 742 ze zmianami.).
Pracodawca zwolnił mnie 21.05.2010r., zaś oryginał zwolnienia lekarskiego otrzymałam pocztą wraz z nieprawidłowo wystawionym świadectwem pracy dn. 15.06.2010r.
Bardzo
proszę właściwe organa o poważne potraktowanie doniesienia o
popełnieniu przestępstw, które ścigane są z oskarżenia publicznego.
Dyr.
Włodarczyk dopuścił się także przestępstwa z art. 225 Kodeksu Karnego: W
dn. 6-9.07.2010r. Inspektor Pracy przeprowadził kontrolę w Szkole
Podstawowej nr 8 i w piśmie z dn. 9.07.2010r. stwierdza: „Brak
oryginałów akt osobowych, w szczególności umów o pracę (…) uniemożliwia w
trakcie kontroli pełną ocenę prawidłowości treści świadectwa pracy”. W
moim przekonaniu było to celowe zakłócanie wykonywania czynności
służbowych przez osoby uprawnione do kontroli w zakresie inspekcji
pracy. Nie do pomyślenia bowiem jest dla mnie fakt, iż w zakładzie pracy
nie ma akt osobowych pracownika albo poświadczonych ich kopii, podczas
gdy z akt sądowych toczących się spraw jasno wynika, iż sekretarz szkoły
czynił poświadczone kopie moich akt osobowych wypożyczając je z Sądu na
określony czas. Dowód na to znajduje się w aktach sprawy IVP 212/09
(VPa 131/10. Znajduje się tam upoważnienie sekretarz Szkoły, p. Urszuli
Księzki do dokonania kserokopii teczki moich akt osobowych. Pismo to
datowane jest na dzień 24 maja. Tak więc twierdzenie, że w Szkole nie było w lipcu moich akt osobowych było zamierzonym matactwem.
Jak
z powyższych wynika, dyr. Włodarczyk popełnił przestępstwa umyślnie z
art. 231, gdyż jako funkcjonariusz publiczny wielokrotnie przekraczał
swoje uprawnienia i nie dopełniał swoich obowiązków działając na szkodę
interesu zarówno publicznego jak i prywatnego. Interes publiczny w moim
mniemaniu ucierpiał w ten sposób, iż pracownicy Szkoły utracili wiarę
w sprawiedliwe i zgodne z normami sprawowanie władzy przez dyrektora
pedagoga, co jest tym bardziej szkodliwe społecznie, że przeczy misji
szkoły Rzeczpospolitej Polskiej.
Dyr.
Włodarczyk, będąc funkcjonariuszem publicznym, dopuścił się
przestępstwa z art. 271 par. 1. Celowo i świadomie poświadczył nieprawdę
w dokumencie z dn. 21.05.2010r. „Rozwiązanie umowy o pracę bez
wypowiedzenia”, gdzie stwierdza, iż rozwiązuje ze mną bez zachowania
okresu wypowiedzenia umowę o pracę zawartą w dn. 1.09.1993r. na czas nieokreślony (…). Tymczasem ja jestem zatrudniona od dn. 25.09.2000r. na podstawie mianowania.
Umowa z 1.09.1993r., na którą powołuje się dyrektor przekształciła się z
mocy prawa na stosunek pracy na podstawie mianowania – Ustawa Karta
Nauczyciela art. 10.5a.
Tego typu działanie ma na celu zaciemnienie sytuacji, utrudnienie mi dochodzenia moich praw przed Sądem Pracy.
Ponadto dyrektor uporczywie od dn. 21.05.2010r. odmawia mi wydania prawidłowego świadectwa pracy.
Dyrektor
jako funkcjonariusz publiczny wielokrotnie łamie art. 27 Ustawy o
Ochronie Danych Osobowych upubliczniając dane wrażliwe. Artykuł ten
głosi wyraźnie: „Zabrania się przetwarzania danych ujawniających
pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania
religijne lub filozoficzne, przynależność wyznaniową, partyjną lub
związkową, jak również danych o stanie zdrowia, kodzie genetycznym,
nałogach lub życiu seksualnym”.
Osobną
kwestią jest prowadzenie finansów Szkoły. Istnieje szereg niejasności
i nieścisłości finansowych odnośnie do mojego uposażenia i należnych mi
kwot pieniężnych.
Spawy te poruszę w odrębnym piśmie do Prokuratury.
Wszystkie
te przestępstwa wyczerpują również dyspozycję art. 207 par. 1 Kodeksu
Karnego. Szczególnie wyraźnym jest znęcanie się nade mną przejawiające
się w konsekwentnie złośliwym pozbawianiu mnie środków do życia.
Po
rozwiązaniu ze mną stosunku pracy z rażącym naruszeniem prawa oraz
po przywróceniu mnie do pracy prawomocnym wyrokiem Sądu Okręgowego w
Piotrkowie Trybunalskim z dnia 1.12.2011 roku (sygn. akt: V Pa 15/11),
toczę z dyrektorem Z. Włodarczykiem bezowocną korespondencję, domagając
się wypłacenia mi należnego wynagrodzenia.
Zwodzi
mnie, domagając się coraz nowych wyjaśnień. Ja tymczasem pozostaję
ze źródłem utrzymania w postaci zasiłku okresowego z MOPR w wysokości
238,50 miesięcznie (dwieście trzydzieści osiem 50/100).
Zbigniew
Włodarczyk doskonale wie, że musi wypłacić mi zaległe wynagrodzenie,
ponieważ to wyłącznie on był przyczyną niewykonywania przeze mnie pracy.
Zna również wysokość należnej mi kwoty, ponieważ nalicza przecież
wynagrodzenia. Stale korzysta z usług prawników Urzędu Miasta Piotrkowa
Trybunalskiego. Nie sposób zatem przyjąć, iż nie wie o tym, że w wyniku
przywrócenia mnie do pracy, przysługuje mi wynagrodzenie za cały okres
pozostawania bez pracy, ponieważ jestem pracownikiem, w przypadku
którego rozwiązanie umowy o pracę podlega ograniczeniu na mocy przepisu
szczególnego, „lex specialis derogat legi generali”.
Ponadto
Z. Włodarczyk nie sporządził za mnie dokumentów do ZUS oraz nie
naliczył składek i zaliczki od wynagrodzenia za czas pozostawania bez
pracy. Nie zgłosił mnie do ubezpieczeń społecznych i ubezpieczenia
zdrowotnego, co powinien był uczynić natychmiast i z datą, od kiedy
zostałam z ubezpieczeń wyrejestrowana, co ponownie jest przestępstwem z
art. 218, par. 1.KK.
W związku z powyższym wnoszę jak na wstępie."
Do pisma została dołączona płyta ze skanami oryginałów dokumentów, poświadczających, że to, co piszę, jest prawdą.
Oczywiście, mam te oryginały nadal, są u ciotki w Kaliszu.
Prokuratura swobodnie zamiotła sprawę pod dywan, a ja się przyczaiłam; mam czas.
Niech się jeszcze troszeczkę wadze piotrkowskie popodkładają.
Subskrybuj:
Posty (Atom)