wtorek, 4 listopada 2014

NO I JAKŻESZ GO TU NIE WYBRAĆ?






                                    Jakie to smutne, i gdyby nie było żałośnie skuteczne, mogłoby być śmieszne:

            Istnieją osobnicy, którzy od chwili, kiedy wyartykułowali słowo: „mama”, zapragnęli władzy i kariery. Jakiejkolwiek i za wszelką cenę.

            Karierę można zrobić zostając wirtuozem jakiegoś instrumentu; dyrygentem, który ma w mózgu każde brzmienie z osobna, a jednocześnie wszystkie razem, który potrafi zapanować nad kilkusetosobową orkiestrą i takimże chórem; który słyszy każdy fałsz i opóźnienie, i potrafi je skorygować.

            Karierę można zrobić – zostając śpiewakiem: operowym, a jeżeli tchu nie stało – operetkowym.

            Ostateczne, jeżeli dobre bogi nie dały głosu, ale dały słuch, można zostać wybitnym krytykiem muzycznym. 



 Jeżeli ma się talent. Jeżeli nie ma się talentu, znajduje się swoje miejsce w świecie, zostając weselnym grajkiem. I to jest dobre. Być dobrym grajkiem jest lepsze od "być kiepskim śpiewakiem". Wolę mieć do czynienia z mądrą pielęgniarką, niż z niedouczonym lekarzem...
           

                                    Jakie to smutne, i gdyby nie było żałośnie skuteczne, mogłoby być śmieszne:
            Powiedziawszy słowo: „mama”, beztalencie z ambicjami zostaje ostatecznie pucybutem „oficera”. Wszystkie inne drzwi są zamknięte. Ale  beztalencie już tak się wlizało, że służby publiczne są na telefon oficera, któremu beztalencie pucuje buty.


            Beztalencie stara się zostać politykiem.


            Espumisan do wzięcia na wzdęcia.

            Czy oficer dopuści beztalencie na salony? Zobaczymy.



 Tymczasem, nich ktoś sobie zada ten trud i zaktualizuje tę żałosną stronę, bo naprawdę wstyd. Brudne majtki i dziurawe skarpety, to przy tym pikuś.


Odpoczywaj w pokoju, Ewo. Niech Ci się śnią anioły.










 


           

sobota, 1 listopada 2014

ŚWIĘTO





Jest taki obraz Williama Blake’a, gdzie panna, uosabiająca pamięć, idzie po łące i zbiera kwiaty.


            Pamięć ludzka jest łaskawa: po latach zachowuje prawie jedynie to, co dobre i piękne. Tłumaczy potknięcia umarłych; wybacza krzywdy.

            Tak sobie myślę czasami, że umarły osiąga gwiazdy wówczas, kiedy ostatni żyjący skrzywdzony mu wybaczy.

            Jedno z bardziej przejmujących Świąt.

            Sum, quod eris, quod es, antea fui.

sobota, 18 października 2014

PAŹDZIERNIK









Niech się już przewali ten październik. Niech już przyjdzie noc z trzydziestego pierwszego na pierwszego. Niech już się stanie ta nić łącząca oba światy. Tej, bowiem nocy, dzieje się rzecz przerażająca i piękna: zmarli porozumiewają się z żywymi. Zmarli przychodzą, ale bywa, że  żywi tego nie czują.

Zmarli przychodzą, przekazują swoje – i wracają, skąd przybyli.








A później będą wybory: żałosny proceder. Pamiętasz, Kuba, jak powiedziałeś: „ Jeżeli się okaże, że mam raka, to go zabiję. Ryzykuję jedynie śmiercią”.

No to teraz nadszedł ten czas. Nie zabijaj; spraw mu z miejsca, gdzie jesteś, przepotworne cierpienia i lęki.

Ta kaleka pozywała mnie na policję kilka razy; już to się bała, już to była obrażona. Taaa.. życzę ci, żeby twoja progenitura zgniła w mękach i strachu. I co mi zrobisz? Za życzenia wszystkiego najlepszego jeszcze się w tym kraju nie idzie do pierdla?

Dlaczego jestem oślizła i okrutna? Bo ta kaleka pozbawiła mnie z dnia na dzień, bezprawnie, środków do życia. Bo nie byłam w stanie zapewnić umierającej Miłości tego, co winien mieć. Bo nie miałam pieniędzy, podczas, gdy kaleka pobierała socjalne, wakacyjne...

Październik minie. Trzydziestego pierwszego, o dwudziestej trzeciej pięćdziesiąt, postawię zapaloną świecę, którą dostaliśmy od D. i porozmawiam z Kubą. Tę noc nawet KRK uznaje.

środa, 15 października 2014

niedziela, 28 września 2014

SPECJALNIE DLA MARTYNY







         Z depresją – jak z alkoholizmem w naszym pięknym kraju.
Co trzeci dorosły Polak nadużywa alkoholu; co dziesiąty nigdy nie wyjdzie z choroby. I co słyszymy? „Gdybyś chciał, to byś nie pił”.

         Nie rozumiem, dlaczego nie mówi się ludziom na wózkach, z pękniętym kręgosłupem: „Gdybyś chciał, to byś wstał i poszedł”.

         Tak.

         Człowiek w depresji potrafi „się zachowywać”. Zupełnie, jak chory na wózku: chichocze, jest wesołkowaty; wszystko gra. Nawet najbliżsi nie zauważają niebezpieczeństwa. Czasami nie chcą zauważyć. Są zmęczeni albo nie rozumieją.

         Anhedonia u chorego na depresję? Z tym da się żyć. Kiepsko, ale jest to możliwe. Prawdziwy problem zaczyna się wówczas, kiedy patrzę na śmieć, który upadł mi dwa tygodnie temu i nie mogę go podnieść. Wiem, co powinnam zrobić; widzę ten śmieć, a jednak siedzę, patrzę i nie potrafię tego zrobić. „Gdybyś chciał, to byś go podniósł”.

         Mam na sobie brudne majtki. Wiem o tym. Wiem, że wystarczy je zdjąć, umyć się i założyć świeże. Tymczasem przyglądam się swoim brudnym majtkom i nie robią one na mnie specjalnego wrażenia. „Wyglądasz fatalnie, gdybyś chciała...”
Jest mi zimno. Patrzę na przycisk włączający ogrzewanie, ale nie potrafię go uruchomić.

Kiedy mija czas na patrzenie na śmieć i majtki, i przycisk, czuję, że jestem już szczęśliwie na tyle zmęczona, że mogę iść spać. Kładę się w barłóg, zawijam na siebie koce albo co tam jest w zasięgu – i zasypiam.

         Budzi mnie sikanie. Sikam. Kładę się znowu. Śpię.



         „I czym ty się tak martwisz? Inni mają gorzej”.
         „Weź ty się za siebie”.
         „Nie pij, przy twojej chorobie...”
         „Nie wiem, jak ci pomóc, skoro nie współpracujesz....”


         Koleżanki, przyjaciółki, kochanki – dwubenzodiazepiny, pozwalają na mądre konwersacje z innymi, którzy czują się nieskażeni, ale za wszelką cenę chcą to czucie ukryć.


                   Olej to wszystko; na razie wyjdź z depresji. Potem się zobaczy. Ustal priorytety . Swoje.

         Opowiem Ci autentyczną historię: koleżanka, lekarz; właśnie urodziła swoje planowane drugie dziecko. Noworodek już był w domu. Pewnego wieczoru zaczął się histerycznie drzeć i skręcać z bólu. Wszystko wskazywało na ostrą niedrożność jelit. „I wiesz? Miałam do wyboru wzywać karetkę (co uczyniła), albo brudną, wyciągniętą z torby strzykawką dać mu natychmiast środek rozkurczowy. Pomyślałam, że jeżeli nawet dostanie jakiejś infekcji, to będę się o to martwić później”.

         Nie muszę dodawać, że strzykawek jednorazowych nie było na polskim stanie. Mężczyzna ma dzisiaj czterdzieści kilka lat. Infekcji nie doświadczył. Ot – organizm zajął się czymś ważniejszym od pieprzonych bakterii.



         Jeżeli musisz – pij. Ale znasz cenę. Jeżeli musisz – ćpaj. Ale znasz cenę. Pamiętaj: możesz to robić przez jakiś czas, dopóki coś się w organizmie nie wyrówna. Masz obowiązek wobec siebie: nie przegiąć. Ty i tylko Ty doskonale wiesz, gdzie jest granica.



         Całuję w sam pyszczek. Kurczę, przecież wiesz, jak jest? Tuwimowski październik nadciąga...

         Znowu będzie bolało.

                                                                                                  Maria

sobota, 30 sierpnia 2014

NOWY ROK SZKOLNY PO STAREMU, OJ, PO STAREMU








Boże, to już było; mieliśmy nadzieję, że nie wróci więcej...
W latach 80/90 pracowałam w bibliotece szkolnej.

Wprowadzono i rozpowszechniono bezpłatne podręczniki, do wypożyczania w szkole.  Boże, takiego burdelu ani wcześniej, ani później nie widziałam.

Znowu jakiś idealista- utopista i dobry kalkulator zarazem, dorwał się do władzy.

Ja pierdolę, będzie się działo...

Ani mi  w głowie ostrzegać i przypominać. Każdy swoją drogę musi przejść sam. Lenin zakładał, że człowiek jest dobry z natury; twórcy idei trójrocznikowych elementarzy po raz kolejny zakładają to samo. Gówno tam zakładają,  to jest skok na kasę.

Tymczasem, czyniąc dobro bezinteresownie, radzę Wam, drodzy Rodzice, wydrukować szybciutko ze strony MEN podręcznik dla Waszych Pociech. Jak kto ma możliwość – w pracy.

Elementarz, jak to elementarz, ma uczyć czytać. Tylko idioci mają nadzieję, że dziecko zapamięta treść. Nie zapamięta, bo jest skupione na składaniu liter w sylaby i sylab w wyrazy. Na tym etapie indoktrynacja działa umiarkowanie.




Dziecko rodzi się estetą. Od urodzenia wie, co jest piękne. Nie wierzycie? Poczytajcie Biblię, Księga nie kłamie. I Księga, i późniejsze nauki Kościoła mówią, że tylko to, co nieskażone, czyste – jest piękne. Bo, zaiste, jest.

Rączki sześcio –siedmiolatka w kajdany z tyłu skuć, usta srebrzystą taśmą klejącą zakleić. I niech czyta. Bo inaczej, zapaćka książeczkę jego pierwszą, popluje ją słoną zupą, łapę dziecięcą położy z miłości do obrazka. Pocałuje w zachwycie ilustrację. I jak tę książkę odda do biblioteki później?

Czy bezdusznym kretynom przeszło przez mózg, że dziecko może pokochać książkę? Że może chcieć tę książkę włożyć pod poduszkę, głaskać ją przez sen?

Jemu tego nie wolno zrobić. Ten elementarz ma służyć jeszcze dwóm pokoleniom szkolnym. Ten elementarz będzie musiał być zwrócony do biblioteki szkolnej niepokalany.

Korea Północna jawi się, jak jakiś dar...

Ja się czuję dobrze, w odróżnieniu. Czy ktoś jeszcze w ogóle czyta cokolwiek?

Wklejam dyskusję na ten temat. Żałosne, ale prawdziwe: