niedziela, 12 czerwca 2016

PROSTE PYTANIE



Plotka/nieplotka głośna mocno prawi, że pan prezydent Chojniak ma stosunki z panem Włodarczykiem, dalekie od urzędowych.

Plotka głosi, że przydomek: „lalka”nie wziął się znikąd.

I tu jest pytanie.

Gdyby to była prywatna laleczka pana Chojniaka, opłacana z kieszeni pana Chojniaka, to mnie to nie interesuje. Niech sobie Krzysztof ma swoje laleczki; ja go nie wybierałam, nie ja wierzyłam w jego niewzruszoną pobożność. Ostatecznie Krzysio z "Kubusia Puchatka" też miał swojego Kubusia... Moja ulubiona lektura z dzieciństwa.

Ale:

Jeżeli pan W.jest obsadzany na intratnych stanowiskach, wbrew prawu; jeżeli się go wciska do rad nadzorczych, pielęgnuje wizerunek, przyznaje nagrody prezydenckie w czasie, kiedy sądy orzekają, że jego działania są niezgodne z prawem, za co przyznane są mi odszkodowania, a samemu panu Włodarczykowi włos z głowy nie spada, to ja najuprzejmiej przepraszam, ale moim zdaniem coś jest na rzeczy.

Jako mieszkaniec tego miasta mam prawo zapytać. Mam święte prawo otrzymać odpowiedź.

Pan Chojniak nie jest prywatnym fryzjerem pana W., ale prezydentem miasta.

I nie na komendzie miejskiej policji, gdzie się będzie próbowało mnie po raz kolejny zastraszyć, ale – publicznie.

Pytam zatem: czy prawdą jest, że panowie Chojniak i Włodarczyk są parą?

Czy całe miasto oszalało, głosząc nieprzystojne plotki?

Zadawanie pytań o finanse publiczne i pytania o ewentualne poplecznictwo nie jest karalne.


piątek, 3 czerwca 2016

WOLNY STRUMMIEŃ



Popsuł mi się komputer. Nie jest to nic nadzwyczajnego, bo komputer psuje mi się średnio raz na dwa tygodnie. Zazwyczaj łagodna modlitwa z przyklękiem na jedno kolano pomaga. Nieraz muszę użyć innego rodzaju perswazji; nie, nie klnę i nie biję – używam tylko gróźb karalnych. Przysięgam, że tylko raz jeden stałam z siekierą  w ręku i pytaniem: „No i co?!”

Rozwiązaniem ostatecznym jest wrzask na całą dzielnicę: „BO-O-O-RYS!” Sąsiedzi potwierdzą. Borys jest informatykiem. Borys tylko podchodzi do sprzętu i sprzęt zaczyna działać, jak gdyby nigdy nie robił nic innego. Komputer mnie nie lubi, a ja też nie jestem bez winy.

Sprawę z siekierą zaczerpnęłam z pradawnych słowiańskich obyczajów „straszenia drzew”. Kiedy któreś owocowe drzewo nie wydawało owoców, gospodarz, w lutym, a był to najcięższy z miesięcy, kiedy drzewa rozpatrywały w sobie, czy wydać życiodajne soki,  brał siekierę i zbliżywszy się do drzewa mówił z powagą, zamierzając się tą siekierą na pień: „Albo będziesz rodzić, albo cię wytnę”.

Wierzyć można albo nie; ja powidła śliwkowe z 1994 roku mam nadal i są one sprawne. Przedtem śliwa nonszalancko opuszczała nieliczne zawiązki. Komputer, ujrzawszy siekierę, marudząc, zadziałał.

Wracając do drzew.

Drzewo jest najdoskonalszą z istniejących żywych form; ewoluowało piętnaście miliardów lat. Jest to czas tak niewyobrażalnie długi, że pojęcie go wymaga wiary w boga.

Oprócz tego, jest to najwyższy żywy samoistny twór.


„O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa...” pisał Staff, którego portret stał na szafce nocnej Tuwima. Kim jest dla mnie Tuwim, wie każdy uczeń, który przeszedł przez moje ręce.

Zastanawiałam się, dlaczego Tuwim, a nie Staff jest dla mnie tak ważny. Tak mnie porusza. Nie wiem; może Staff był zanadto kapeluszowy? Że czuję w Jego poezji przymus dopieszczenia; że czuję mękę.

Tuwim też pisał o męce tworzenia, dobierania słów, które sobie lecą we świat albo wracają nagle – wedle ich woli.. Ale – u Niego tej męki nie czuć. Z Niego bluzgała rzygowina najwyższej Poezji, jak z dupy obciążonej jelitem drażliwym. To wychodziło z Niego, jak gdyby bez Jego udziału. Samo. Kiedy się czyta „Wiosnę”...
Gromadę dziś się pochwali,
Pochwali się zbiegowisko
I miasto.
Na rynkach się stosy zapali
I buchnie wielkie ognisko,
I tłum na ulicę wylegnie
Z kątów wypełznie, z nor wybiegnie
Świętować wiosnę w mieście,
Świętować jurne święto.
I Ciebie się pochwali,
Brzuchu w biodrach szerokich,
Niewiasto!

Zachybotało! Buchnęło - i płynie -
Szurają nóżki, kołyszą się biodra,
Gwar, gwar, gwar, chichoty,
Gwar, gwar, gwar, piski,
Wyglancowane dowcipkują pyski,
Wyległo miliard pstrokatej hołoty,
Szurają nóżki, kołyszą się biodra,
Szur, szur, szur, gwar, gwar, gwar,
Suną tysiące rozwydrzonych par,
- A dalej! A dalej! A dalej!
W ciemne zieleńce, do alej,
Na ławce, psiekrwie, na trawce,
Naróbcie Polsce bachorów,
Wijcie się, psiekrwie, wijcie,
W szynkach narożnych pijcie,
Rozrzućcie więcej "kawalerskich chorób"!
A!! będą później ze wstydu się wiły
Dziewki fabryczne, brzuchate kobyły,
Krzywych pędraków sromne nosicielki!
Gwałćcie! Poleci każda na kolację!
Na kolorowe wasze kamizelki,
Na papierowe wasze kołnierzyki!
Tłumie, bądź dziki!
Tłumie! Ty masz RACJĘ!!!

O, ty zbrodniarzu cudowny i prosty,
Elementarny, pierwotnie wspaniały!
Ty gnoju miasta tytanicznej krosty,
Tłumie, o Tłumie, Tłumie rozszalały!
Faluj, straszliwa maso, po ulicach,
Wracaj od rogu, śmiej się, wariuj, szalej!
Ciasno ci w zwartych, twardych kamienicach,
Przyj! Może pękną - i pójdziecie dalej!

Powietrza! Z swych zatęchłych i nudnych facjatek
Wyległ potwór porubczy! Hej, czternastolatki,
Będzie dziś z was korowód zasromanych matek,
Kwiatki moje niewinne! Jasne moje dziatki!

Będzie dziś święto wasze i zabrzęczą szklanki,
Ze wstydem powrócicie, rodzice was skarcą!
Wyjdziecie dziś na rogi ulic, o kochanki,
Sprzedawać się obleśnym, trzęsącym się starcom!

Hej w dryndy! Do hotelów! Na wiedeński sznycel!
Na piwko, na koniaczek, na kanapkę miękką!
Uśmiechnie się, dziewczątka, kelner wasz, jak szpicel,
Niejedna taką widział, niejedna serdeńko...

A kiedy cię obejmą śliskie, drżące łapy
I młodej piersi chciwie, szybko szukać zaczną,
Gdy rozedmą się w żądzy nozdrza, tłuste chrapy,
Gdy ci kto pocznie szeptać pokusę łajdaczną -

- Pozwól!!! Przeraź go sobą, ty grzechu, kobieto!
Rodzicielko wspaniała! Samico nabrzękła!
Olśnij go wyuzdaniem jak złotą rakietą!
"Nie w stylu" będziesz - trwożna, wstydliwa, wylękła...

Wiosna!!! Patrz, co się dzieje! Toć jeszcze za chwilę
I rzuci się tłum cały w rui na ulicę!
Zośki ze szwalni i pralni, "Ignacze", Kamile!
I poczną sobą samców częstować samice!

Wiosna!!! Hajda - pęczniejcie! Trujcie się ze sromu!
Do szpitali gromadnie, tłuszczo rozwydrzona!
Do kloak swe bastrzęta ciskaj po kryjomu,
I znowu na ulicę, w jej chwytne ramiona!!!

Jeszcze! Jeszcze! I jeszcze! Zachłannie! Bezkreśnie!
Rodźcie, a jak najwięcej! Trzeba miasto silić!
Wyrywajcie bachorom języki boleśnie,
By, gdy je w dół wrzucicie nie mogły już kwilić!

Wszystko - wasze! Biodrami śmigajcie, udami!
Niech idzie tan lubieżnych podnieceń! Nie szkodzi!
- Och, sławię ja cię, tłumie, wzniosłymi słowami
I ciebie, Wiosno, za to, że się zbrodniarz płodzi!





...to się czuje, że nie uczony mózg to wypluł, ale głupie serce.

Co – jedno drugiego nie wyklucza.

Cóż, chucie ludzkie manowcami chodzą.





Kiedyś stałam nad Włodarczykiem z siekierą i odpuściłam. W 2006. W sądzie. W Sądzie. Sędzia Dudek sam się zdziwił. „I nie ma pani żadnych pretensji do szkoły?” – „Nie mam”. Włodarczyk mnie wówczas w podzięce na korytarzu sądowym w rękę pocałował. Sensu stricto. Świadkiem jest pani Dąbrowska. Ciekawam, jak się teraz czuje.




Niepotrzebnie, pani Marysiu, nie-pot-rzeb-nie.

Wszystko jest opisane i udokumentowane.


Jakim musisz być truchłem człowieczym, żeby dla podniesienia swojego marnego peniska rujnować ludzkie życie. Kim musisz być, żeby rujnować życie własnych dzieci. One już na zawsze pozostaną dziećmi tego, kim jesteś. Tego już nikt nie odwróci. Nikt.






Matka moja, najcudowniejsza z Matek, mawiała, że wszystkie rachunki zostaną wyrównane. Żeby się nie turbować nadmiernie; swoje robić i czekać wyroków Losu. Bo Los wie najlepiej.






Dlaczego to napisałam? Bo mogłam.











piątek, 27 maja 2016

PAMIĘTASZ, MIŁY

... JAK STAŁEŚ POD WSCHODNIĄ ŚCIANĄ w pokoju nauczycielskim? Była wówczas policja, wezwana przeze mnie. Było to dokładnie 17 września. Którego roku? Sam sobie, słoneczko, sprawdzisz. Albowiem, ponieważ nigdy niczego ci nie ułatwię. Już nie.

Cała interwencja została przeze mnie nagrana i zarchiwizowana na kilku nośnikach. Tak, że rewizja w moim domu nic nie da.

Została z interwencji policji sporządzona notatka, na wyrwanej z zeszytu kartce papieru. Bardzom ciekawa, czy ten dokument istnieje. Znam numer akt sprawy.

Podpisy złożyły: pani pedagog, pani anglistka i jeszcze ktoś. Przytomna wicedyrektor, nieżyjąca Ewa Napora - przytomnie dała nogę. 



Czego interwencja dotyczyła?  


Złodziejstwa. Zbigniew Włodarczyk jest złodziejem.






MCHEM ZARÓSŁ BLOG MÓJ



Zastanawiam się, co i o czym napisać.





Mój blog jest blogiem absolutnie elitarnym. Nie ma żadnego przymusu czytania. Jest to dzieło wycyzelowane do granic - i biedocie umysłowej i moralnej może zrobić krzywdę. 

Tu każdy znak, przecinek i inne, ma swoje miejsce i swój znak. Tu się zdarzają zdania wielokrotnie złożone, popierdolone, jak ludzkie życie.

Ostrzegłam.








A teraz - proszę uprzejmie przemyśleć pedalskie towarzystwo, które sobie  przydziela dziesiątki tysięcy złotych z naszych podatków za wsadzanie penisa tam, gdzie penis nie ma prawa lądować. Idę rzygać.


czwartek, 3 marca 2016

WITAMY, PANIE GIZA. SERDECZNIE POZDRAWIAM






W tej chwili jest tylko pięć wolnych miejsc na parterze, sześć po lewej, osiem po prawej i dwadzieścia osiem na balkonie. Jutro się to zmieni.


 http://biletynakabarety.pl/event/ABELARD-GIZA-Program-pt-proteus-vulgaris-Sala-Teatralna-MOK-Piotrkow-Trybunalski-e28576.html

ABELARD GIZA - Program pt.: "proteus vulgaris"



wtorek godz. 19:00

Sala Teatralna MOK
al. 3 Maja 12
97-300 Piotrków Trybunalski

Informacje

STAND-UP COMEDY: ABELARD GIZA Abelard Giza w nowym programie pt. "PROTEUS VULGARIS". Program przeznaczony dla widzów dorosłych! 


No i tak. W naszym, chwilami nadmiernie rozmodlonym katolickim mieście, wystąpi Abelard Giza, którego kabaret „Limo” padł po monologu o ludzkości papieża, hołdując zasadzie: „Nic, co ludzkie...”. W monologu bowiem przypomniano, że papież jest człowiekiem, zatem podlega ludzkim prawom; na przykład pierdzi.

Mali ludzie wysnuli wniosek, że Giza obraził papieża.

Nawet mi się nie chce o tym pisać, takie to żałosne.

Że pecunia nie śmierdzi, w odróżnieniu od bąków, zwłaszcza psich cichaczy, to i w szacownym naszym grodzie pani Ł-Sz wynajęła salę. Bilety nietanie, miejsc niewiele, proszę się pospieszyć. Pikiet nie będzie, bo kasiora spływa, więc pan Chojniak wniebowzięty.

Bardzo lubię stand upy pana Gizy. Najbardziej chyba monolog o toaletach publicznych.

Abelard Giza ma nieprawdopodobny dystans: do siebie, do widza, do tego, co robi. Jest ciepły w odbiorze.




 http://biletynakabarety.pl/file/get/id/1329

Czy znowu będzie się go pytać o pochodzenie, czy sam od razu powie, kim jest?

Do tego też ma dystans.


Fajnie by było, gdyby supportem była „Busola”.

poniedziałek, 22 lutego 2016

REWOLUCJA ZŻERA SWOJE WŁASNE DZIECI -

- czy to rewolucja francuska, bolszewicka czy inna.

Pani Maria Teresa Kiszczak: Deus Ex Machina. Jakim cudem Polacy mamy na to siłę?