wtorek, 11 lutego 2014
PYTANIE PROSTEGO CZŁOWIEKA
Ile metrów kwadratowych miała cela Trynkiewicza?
Bo nic w niej nie znaleziono 8 lutego, a 10 lutego już tak.
No, ile, pytam? 1585 m kwadratowych, czy pięć razy więcej?
poniedziałek, 10 lutego 2014
TRYNKIEWICZ W RAPORCIE MNIEJSZOŚCI
Jest taki film: „Raport
mniejszości”. Poczytać o produkcji można :
Najistotniejsze jednak dla
mnie jest to, że opowiadanie, według którego film nakręcono, powstało w 1956 roku. Autorem jest P.K. Dick.
Otóż już w 1956 roku ten
profetysta (wśród pisarzy SF było mnóstwo profetystów, że wspomnę jedynie
nieodżałowanego naszego Stanisława Lema) przewidział dokładnie to, co ma się
zadziać w Polsce, prawie nikomu nieznanym kraju, w roku 2014. Z tym, że role jasnowidzów i krętaczy jasnowidzami grają tu
psychologowie, psychiatrzy, sędziowie...
Warto jeszcze oczywiście
przypomnieć G. Orwella i Jego „Rok 1984”, napisany w roku 1949.
Według niektórych
autorytetów polskich, Trynkiewicz popełnił i popełnia orwellowską
„myślozbrodnię”, za którą powinien, po odbyciu wyroku, odbycie którego nakazało
mu praworządne, suwerenne państwo, zostać „ewaporowany”.
Orzeczono wobec T. karę
śmierci, a przecież chorych na głowę się nie zabija, tylko osadza w szpitalu.
Zespoły biegłych wielokrotnie orzekły, że jest poczytalny i może karę odbywać,
jaka by ona była. I T. karę obył w całości, zgodnie z prawem.
To co? Nagle jest chory
psychicznie i zagraża? Trzeba go do psychuszki? Wniosek z tej sytuacji jest
jeden: T. zwariował w państwowym więzieniu, a skoro tak, to należy mu się
wielomilionowe odszkodowanie.
Kropka.
I jeszcze kilka adresów,
gdzie mogą Państwo poczytać o „psychuszkach w demokracji”:
...i tak dalej... ...i tym
podobne.
To tak, ku zastanowieniu
się, czy przypadkiem Józef S. nie wrócił, jak obiecywał nie tak dawno na murach
- rękoma grafficiarzy.
Bo jeżeli to państwo w
swojej totalnej bezradności może sobie dowolnie stanowić prawo ze strachu przed
kilkoma ludźmi, o których zapominało przez ćwierć wieku, to ja wyjątkowo
dzisiaj nie chcę, żeby się UE rozpadła. Bo naprawdę nie byłoby już się gdzie
się zwrócić.
środa, 5 lutego 2014
sobota, 18 stycznia 2014
***
Przyjdzie czas – będziesz płakał,
będziesz wył, będziesz się starał przekupić wszelkie bóstwa: żeby tylko odwlec;
na chwilę, na jakiś czas, na cokolwiek. Będziesz klęczał i wył. No, chyba, że
jesteś z drewna, czego nie można wykluczyć.
Wówczas będziesz wył pod
tytułem: „Niech się to raz wreszcie skończy”, a nie odważysz się udusić
poduszką. Nie dlatego, że zabijasz, tylko dlatego, że ktoś cię przyłapie i oskarży.
To wszystko
masz zagwarantowane. Nie przeze mnie, przez los.
SZCZYT BEZCZELNOŚCI? NIE, CZESANIE KASY. JUŻ ROZUMIECIE, DLACZEGO MNIE WYAUTOWANO?
Utworzono: Sobota, 18 stycznia 2014
Nie będzie już zawilogoconych ścian w SP nr 8
Budynek SP 8 od ulicy Sienkiewicza. (Dyrekcja szkoły nie
wyraziła zgody na zrobienie zdjęć odnowionej szatni)
Uczniowie oraz pracownicy Szkoły Podstawowej Nr 8 w
Piotrkowie cieszą się już większym komfortem i bezpieczeństwem, które zapewnił
przeprowadzony tam remont.
Prace remontowe w szkole rozpoczęły się we wrześniu. Budowlańcy zerwali
stare i zawilgocone tynki i osuszyli mury zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz
budynku. Później odtworzono zniszczone izolacje pionowe i poziome oraz wykonano
drenaż opaskowy budynku wraz z odprowadzeniem wód opadowych z drenażu do studni
chłonnych. Jak informuje Urząd Miasta w Piotrkowie, wykonane prace zabezpieczą szkołę przed zawilgoceniem ścian. Izolacja została także zabezpieczona biobójczym preparatem. Dodatkowo przy ścianach zainstalowane będą specjalne "świetliki" doświetlające szatnie.
Prace wykonywał Zakład Ogólno-Budowlany Michał Szymczyk z Sulejowa, a ich koszt to 306 tys. zł.
Kiedy skończy się czesanie
kasy na SP8?!
Ile jeszcze remontów przed
remontami te swołocze za nasze podatki zrobią? Ile jeszcze nakradną?
Kurwa jego cara w dupę
jebana mać. Ja mam dokumenty, kiedy i gdzie zgłaszałam problem.
Prosty człowieku, Ty się
spokojnie godzisz na takie oszustwo?
Jesteś zatem godzien swojego
losu.
Ja – wszem i wobec - żądam
czterystu pięćdziesięciu tysięcy złotych za milczenie.
W jakiej sprawie? A pojęcia
nie mam, bom schizol.
Mało tego: mam na to
papiery.
MIŁOŚĆ I ZIEMIA JEST PŁASKA
Istnieją ludzie, którzy
działają jedynie na pierwotnym poziomie.
Miłość może przejść obok
takiego kogoś; owionąć go swoim zapachem, dotknąć, pocałować. Może najsłodszą
muzykę wsączyć do uszu... A ten ktoś i tak nie zauważy i właściwie trudno mu
mieć to za złe. Bo – co mnie w końcu obchodzi, czy ktoś czuje, kiedy Dobro i
Piękno przechodzą obok i nie chwyta on Ich, nie gna za Nimi. Nic mnie to nie
obchodzi, chociaż żal, że podobna do mnie istota, mająca w swoim zasobie prawie
taką samą liczbę genów, klepie pacierze bezrozumnie.
Może właśnie mantra jest jej
potrzebna? Może bez mantry i Przewodnika nie potrafi istnieć i działać? Może
musi mieć jakiś nakaz i zakaz, żeby wiedzieć, jak się poruszać po świecie?
Posiadając wolną wolę, bardzo się boi skorzystać z Daru.
Nie jest jednak ta istota
pozbawiona rozumu, przeciwnie, bywa, że ma go w nadmiarze nawet. To rozum każe
widzieć oczom dziecięcy, niezmącony śmiech u dorosłego. To rozum nakazuje
zazdrościć tego śmiechu i potępiać ten śmiech; bo jakże tak – śmiać się beztrosko,
kiedy wokół sama dżuma i syfilis! To niepoważne. To nieodpowiedzialne.
Rozum tej istoty nakazuje
postrzegać i analizować jedynie to, co postrzegają zmysły. Jest ich pięć. Jednakowoż
jest jeszcze coś.
Zawiodę teraz Czytelnika, bo
nie mam na myśli intuicji, wróżek ani jasnowidzów, chociaż staram się nie
wypowiadać na ten temat, rozumiejąc, że to, czego nie rozumiem, niekoniecznie
nie istnieje.
Stawszy na pustyni i patrząc
przed siebie - nie tak znowu dawno, byłam gotowa przysiąc na kolanach, że Ziemia
jest płaska.
Mam w zamiarze napisać o
snach.
Żaden człowiek nie
zaprzeczy, że sny istnieją i że są integralną częścią naszego życia. Oniryczny
bełkot, lustrzane odbicie jawy; labirynty, potwory, przepaście, unoszenie się
nad ziemią; suto zastawione stoły, jakaś szczotka, na widok której dostajemy
orgazmu... Schizofreniczny świat, z którego budzimy się z ulgą.
Czasami jednak budzimy się i
ulga trwa tyle, ile nasze przejście od snu do jawy – ułamek sekundy. Powraca
słoń w żołądku i strach. Jasne, Rzeczywistość stała przy łóżku i czekała, kiedy
się ockniemy z tych niegroźnych potworów.
Posłuchaj mnie dobrze,
Włodarczyk.
Z całego serca i bardzo
szczerze, życzę ci, żeby, kiedy przyjdzie taki czas - a
on przychodzi zawsze, wcześniej, czy później - żeby odpowiednie służby i
odpowiedni lekarze zadbali o to, żeby w porę zaintubować i zrobić, co trzeba
twojej ukochanej osobie.
Kuba jest po tracheotomii i
po gastrostomii. Przypominam ci, Włodarczyk, że to jest ten sam Człowiek, który
bronił mnie przed twoimi, wspieranymi przez lokalne wadze, szalbierstwami.
Przypominam ci, że ludzie
spotykają się zazwyczaj dwa razy.
Przypominam ci, że swoim
złodziejstwem i sobiepaństwem spowodowałeś wiele zła. I zaprawdę, nie pojmuję,
jak masz czelność rozmawiać z Chrystusem podczas niedzielnych mszy.
Przypominam ci, że bardzo
cierpliwy Jezus został kiedyś wyprowadzony z równowagi i rozpierdolił kiermasz
przed świątynią.
A poza wszystkim: stopnie każdej drabiny są mocno śliskie, zwłaszcza, kiedy ktoś na nie napluje.
PS: Brak przecinków w tytule jest zamierzony.
środa, 8 stycznia 2014
SMĘTARZ DLA ZWIERZAKÓW
To towarzystwo potrafi brać;
pisać projekty, wyłudzać, podwieszać się pod tak zwaną unię. Ale – żeby
skorzystać z odrobiny, ciupeńki, ciupenieczki, kruszynki kultury, którą ta unia
dysponuje...
Nie twierdzę i nikt nie znajdzie
dowodów na to, że kiedykolwiek twierdziłam, iż przynależność do unii,
jakiejkolwiek, przyniesie krajowi wiekowe korzyści. Ale – ja się w umiarkowanym
stopniu zajmuję tak zwaną polityką.
Jednak unia i możliwość
swobodnego przemieszczania się po terytoriach krajów w niej będących, jest
dobrem niepodważalnym. Można oto się dowiedzieć i nauczyć rzeczy niebywałych...
Można zmienić swoją mentalność niezależnie od woli, tak po prostu. O ile się
coś widzi. Bo, jak wiemy, ślepcy nie widzą niczego.
Myślałam, miałam nadzieję, że
zmieni się, na przykład, rodaków podejście do braci mniejszych. Że – jeżeli
nawet czegoś nie rozumieją, to przynajmniej zaczną naśladować, a zrozumienie
przyjdzie z czasem; może w kolejnym pokoleniu... Że nie zostaniemy, my, rodacy,
po wsze czasy - jako ta małpa w kąpieli...
Gówno, tam. Oto czytam: e-piotrkow:
Utworzono: Czwartek, 02 stycznia 2014
Będzie cmentarz dla zwierząt?
Czy w Piotrkowie powstanie komunalny cmentarz dla zwierząt?
fot. Archiwum ePiotrkow
- Nie ma na to szans - mówi Adam Karzewnik, wiceprezydent
miasta. – Nie przewidujemy na razie organizacji cmentarza dla zwierząt. Jak
słusznie razem w dyskusji zauważyliśmy, te zwierzęta (oprócz kotka, pieska)
mogą być również inne – jak konik, słonik czy cokolwiek innego, dlatego jak na
razie nie przewidujemy organizacji cmentarza.
Zdaniem radnego Jana Dziemdziory, na którego pytanie w tej sprawie odpowiadał wiceprezydent, część piotrkowian postuluje stworzenie miejsca pochówku dla zwierząt domowych. W Polsce funkcjonują już tego typu cmentarze. Najstarszy działa od 1991 roku w województwie mazowieckim. Usługi świadczy tam jednak prywatna firma.
Zdaniem radnego Jana Dziemdziory, na którego pytanie w tej sprawie odpowiadał wiceprezydent, część piotrkowian postuluje stworzenie miejsca pochówku dla zwierząt domowych. W Polsce funkcjonują już tego typu cmentarze. Najstarszy działa od 1991 roku w województwie mazowieckim. Usługi świadczy tam jednak prywatna firma.
Koniec cytatu.
To jest prywatny blog, czytania nie ma obowiązku;
mój język, jak wiadomo, jest ekspresyjny, co ostatecznie ma wpływ na
komunikację, więc pytam grzecznie i z wisienką na torcie:
Jakim prawem, do kurwy nędzy, jakiś Karzewnik kpi
publicznie z przywiązania i miłości do zwierząt?
Jakim prawem nazywa czyjeś zwierzęta:
<„kotkami”, „pieskami”, „konikami”, „słonikami”, czy czymkolwiek innym”>
Adasiu, to ty jesteś „czymkolwiek innym”,
słoneczko.
Aaaa... tak w ogóle, to jakie są przepisy
dotyczące martwych zwierząt? Co się z nimi robi? No... Umarł mi pies. Co się
robi, Adasiu, no, co? Konik mi umarł ze starości, to, Adasiu, co jest moim
obowiązkiem, malutki Adasiu? Nie wiemy? Ooojjjj...
W Europie istnieją cmentarze dla zwierząt. Są to
fenomenalnie dobrze utrzymane kawałki trawników z umieszczonymi na nich
tabliczkami. Tabliczki te mają różne oblicza, zupełnie jak u nas ogrody
przydomowe: od subtelnych epitafiów z poczuciem proporcji do wytwornych,
złoconych tablic z wizerunkami umarłych zwierząt w brązie.
Cmentarze te są położne z daleka od miejskiego
zgiełku, na nikomu niepotrzebnym terenie. I nie jest prawdą, że korzystają z
nich jedynie zdziwaczałe staruszki.
Gdyby taki cmentarz był u nas, tu, w moim Mieście,
mimo biedy, w którą wpędził mnie złodziej i przestępca, Włodarczyk, pański
kumpel, zamontowałabym taką tabliczkę. Dla Demi, dobermana, która przeszła na
drugą stronę tęczy po dwunastu latach wiernej służby; dla Kraksy, która hasa w
Krainie Wiecznych Łowów po siedemnastu latach władowywania mi się do łóżka i
dla Aarona, który odszedł przedwcześnie, a jako chien de chasse, wyżeł
niemiecki szorstkowłosy, uszy i oczy miał dookoła głowy.
Tiaaa... Jak pies – to na łańcuchu przy budzie,
pilnować ma.
Kot – w stodole myszy przeganiać. Kto słyszał
kota karmić?! Niech se ułowi. Czasem mleka krowiego mu dać, którego to nie
trawi, ale kto by się tym przejmował...
Koń, jaki jest, każdy widzi. Do fury, do pługa i
brony, darmozjad jeden. Kiedyś to chociaż węgiel rozwoził, nie, Adaś?
Fanaberie jakieś. Ludzie co do garczka włożyć nie
mają, a tam jakieś muzeumy utrzymują, damy z gronostajami, jakieś ogrody ze
zwierzętami, których nie ma... Niektóre to nawet ryby w szklanych takich;
podświetlone i powietrze tam z bombelkami se wpuszczają.
Głos zabrał pewien uczestnik Forum, nie podaję kto,
bo może sobie nie życzy:
Zupełnie
nie rozumiem, czemu niektórzy biją pianę. Skoro pojawił się taki temat, to
znaczy, że jest grupa zainteresowanych. Nie jestem przekonany, czy organizacją
cmentarza powinno się zajmować akurat miasto - ale gdyby pojawił się prywatny
przedsiębiorca z kawałkiem terenu, to czemu by nie? Zresztą bez względu na to,
czy cmentarz byłby miejski czy prywatny, to przecież pochówek byłby płatny. I
wszelkie usługi też. A co komu do tego, jeśli ktoś chce swojego psa, czy innego
zwierzaka pochować? W sumie jeśli ze zwierzakiem żyje się kilka czy kilkanaście
lat pod jednym dachem, a bywa, że i śpi razem w łóżku, to po śmierci zwłoki na
śmietnik? Jakże to tak?
Mi by nawet nie przeszkadzało, gdyby była możliwość chowania zwierzaków na jednym cmentarzu z ludźmi. Dziś nawet gdyby ktoś w testamencie zawarł życzenie, by do grobowca dokooptować mu w przyszłości zwierzaka, który go przeżyje, to jest to niemożliwe. Prawo zabrania. A w sumie dlaczego? Wszak logicznego uzasadnienia do takiego zakazu nie ma! Powiem więcej: ten zakaz jest wbrew logice i łatwo to wykazać.
Zupełnie też nie rozumiem, czemu temat cmentarza komunalnego, który był tu kiedyś poruszany, został pogrzebany (nawet mi się określenie wpasowało w temat...). A teraz z kolei wypłynął temat cmentarza dla zwierząt. Hmmm...
Mi by nawet nie przeszkadzało, gdyby była możliwość chowania zwierzaków na jednym cmentarzu z ludźmi. Dziś nawet gdyby ktoś w testamencie zawarł życzenie, by do grobowca dokooptować mu w przyszłości zwierzaka, który go przeżyje, to jest to niemożliwe. Prawo zabrania. A w sumie dlaczego? Wszak logicznego uzasadnienia do takiego zakazu nie ma! Powiem więcej: ten zakaz jest wbrew logice i łatwo to wykazać.
Zupełnie też nie rozumiem, czemu temat cmentarza komunalnego, który był tu kiedyś poruszany, został pogrzebany (nawet mi się określenie wpasowało w temat...). A teraz z kolei wypłynął temat cmentarza dla zwierząt. Hmmm...
A gdybym tak napisała niezły projekt i uzyskała
na cel utworzenia smętarza dla zwierząt (ukłony) niezłą kasę z tak zwanej unii,
to co? W ramach wyrównywania „szans”. Na cywilizację. Już bym się ja umiała
podpiąć pod odpowiedni punkt. To, co? Ilu bym miała przyjaciół nagle? Kto by
robił projekt? Kto by został rzecznikiem? A skąd wy wiecie, że ja tego nie
zrobię? O wszystko możesz mnie, magistracie, oskarżać, ale nie o brak wyobraźni
i brak konsekwencji.
Nie sądzę, aby ktokolwiek z otoczenia pana K. ani, tym bardziej, pan K., czytywał książki; już na pewno dzieła innego pana K., i dlatego wtajemniczonym obiecuję, ze to się tak samo skończy. Jak w tytule posta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
