środa, 1 lipca 2015

I JAK NIE KOCHAĆ BIEDY UMYSŁOWEJ?






Najpierw  było tak:

Ruch poparcia dla Pawła Kukiza, na facebooku. Organizator: Zbigniew Włodarczyk (sic!).

Znihilowano Włodarczyka jako organizatora, to se nazwę nabrał, że on dla JOW.

Później – miano się spotkać w „Czwórce”, czyli obok Ósemki, gdzie mafia robi swoje. Mafia widać się wypięła, bo na facebooku pokazało się ogłoszenie, że „ze względu na duże zainteresowanie”, spotkanie przenosi się do MOK-u, czyli miejsca zarządzającej i tyjącej z bezradności kolejnej namiestnej Chojniaka, pani, która na facebóku mieni się:  Elżbieta Ł-Sz.

Proszę pani, nic nie jest warte ponad zdrowie. Żadne apanaże, żadne kotlety w najlepszych knajpach. Żadne  manikiury  i fryzjery. Biedny ten, kto się o tym znienacka dowiaduje.



W spotkaniu wzięła udział niewiadoma liczba osób. Ja bardzo przepraszam.

Osiem, czy siedemdziesiąt osiem?

Nie wiem, co on bierze, że mu się siedem multiplikuje w siedemdziesiąt siedem. Ja tam bym się tego bała.

Serialu pod tytułem: „Będę rządził za wszelką cenę” ciąg dalszy:

Marcin Pampuch będzie twoim przyjacielem, Włodarczyk. Spokojnie sobie na to popatrzę.

TAK, WIEM,

że to zdjęcie jest, jak z horroru. Nie było moim zamiarem nikogo przestraszyć.

NIE, NO PO PROSTU NIE





Włodarczyk, nie masz żadnych szans. Już to kiedyś pisałam. Wiem, boli. 

W tym kraju to tylko kurwa i złodziej, mawiano. I mawiają. Będąc jednym i drugim, może, może się uda gdzieś załapać.

Dobra prostytutka to tak:
- zna kilka języków na podstawowym poziomie, załóżmy, komunikatywnie,
- wie, że rybę można jeść widelcem, o ile ten widelec podano i  wie, który to widelec,
- odróżnia Modiglianiego od  Degasa,

- orientuje się, za co Rabindranath Tagore dostał nobla

- i dlaczego „nobla” można pisać z małej litery.

 

Natomiast kurwa wie: gdzie dają, za ile i ile się da uskrobać.

Obrzydliwy dowcip mi się przypomniał:

 

Ciemno. Arab spotka prostytutkę.

- Ciągnij, mówi.

Ona ciągnie i ciągnie i nic z tego nie wynika.

- Proszę pana, on chyba nie stanie...

- On nie ma stać, on ma być czysty.

 

 


 

 Rączki w małdrzyk, zasłaniające  "siusiu", buzia ładna:



 


Wszyscy, zresztą, na tym zdjęciu,stoją "na siusiu".

Dlaczego ten człowiek tak  bardzo pragnie władzy?

piątek, 19 czerwca 2015

MINĘŁO JUTRO I POJUTRZE,

a ja nie napisałam; bardzo mi przykro i przepraszam. Może jutro.

Jestem przygięta rwą kulszową od trzech miesięcy; już się cofała, już byłam w ogródku, już witałam się z gąską...

środa, 17 czerwca 2015

♫ Być Jak Robert Makłowicz ♫







This song is performed by Iwo.



Proszę spojrzeć. Najpierw bez zbytniego zadęcia kroimy nożem bardzo sympatyczne flaki i dorzucamy:
biały ser Ricotta, makaron, listki szałwi i jedwabny szalik i skuter z dużą dozą renesansowych kobiet i goździki.
I to wszystko trzeba wrzucić na bardzo średnio rozgrzaną patelnię, nie przysmażyć, tylko dusić (dusić, dusić).
Od ośmiu do dwunastu miesięcy. Proszę się nie przerażać robi się przeszło rok. I wszystko wędruje na talerz.
Gotowe do zjedzenia. Następnie nawinąć zręcznie na widelec. (mmmm Mamma)

Dorzuca się mieloną wieprzowinę
Dorzuca się mieloną wołowinę
Dusi się, dusi się wszystko razem z winem, razem z winem.
Coś spadło, na szczęście nie na moją głowę.
Cała woda wyciekła. Gotowe.
Genialne, proste i genialne.
Genialne, proste i genialne.

Niezwykła receptura sprzed kilkuset lat. Po powąchaniu rozumiem dlaczego.
Drodzy państwo. W przewiewnym miejscu rozpuszczam na patelni ten gatunek dyni i wieprzowy żołądek.
Do podduszonych jarzyn dodaję teraz dość sporo mortadeli. Następnie farsz (farsz, farsz, farsz)
Na patelnię już można wrzucać: broń Boże nierafinowany, brązowy, szwajcarski kawałek schabu.
Kilogram świeżo startego parmezanu, pomidory bez skórek w zalewie, seler, smalec i na samym końcu
strój zawodnika Palio i ewentualnie trochę śmietanki.

Dorzuca się mieloną wieprzowinę
Dorzuca się mieloną wołowinę
Dusi się, dusi się wszystko razem z winem, razem z winem.
Coś spadło, na szczęście nie na moją głowę.
Cała woda wyciekła. Gotowe.
I to jest bomba
Sos zgęstniał jak atmosfera w polskim parlamencie.
Co na to dietetycy, nie wiem. Idę to po prostu zjeść.

Drodzy państwo. Za chwilę bardzo prosta i bardzo "trendy" potrawa.
Wlewam, a w zasadzie wrzucam, spory kawałek śrutu w pasztecie.
I dodaję: radykalne szparagi podobne kształtem do pietruszki.
I teraz najważniejszy składnik: najprawdziwsze prawdziwki. No i ser (ser, ser, ser, ser).
Do tego nam będzie jeszcze potrzebna genetycznie mutowana cytryna.
Do niej dodaję jajko i jedną gazowaną skórę ze szparaga.
I teraz muszę dodać do tego takim specjalnym przyrządem parę plastrów śmietany i wzruszający połeć słoniny.

Dorzuca się mieloną wieprzowinę
Dorzuca się mieloną wołowinę
Dusi się, dusi się wszystko razem z winem, razem z winem.
Coś spadło, na szczęście nie na moją głowę.
Cała woda wyciekła. Gotowe
Voila
Ożywiony sportowym sukcesem dolewam białe wino i dodaję
sztuka po sztuce: szachy, tarty ser i jeden wyrazisty w smaku kręgiel.
Dobra już nie tłukę... to było ostatni raz.


Reszta jutro.