niedziela, 4 listopada 2012

GŁOS pana ADAMA WOLSKIEGO


GŁOS pana ADAMA WOLSKIEGO
  
Istnieje pewien rodzaj mężczyzn, którzy mają specyficzne wyobrażenie o sobie, o kobietach i o sposobach wyrażania zainteresowania upatrzonymi kobietami. Niektórzy nazywają to „końskimi zalotami”, inni bardziej dosadnie. Ten typ mężczyzn uznaje za właściwe zachowania i gesty, które nie wszystkim kobietom odpowiadają.
 
Swojego czasu w niewybredny sposób starał się zainteresować mnie swoją wybitną męskością i powabem samczym pewien pan. Rzecz miała miejsce podczas Wielkiego Remontu, na nieremontowanym korytarzu szkolnym w oficynie, tam, gdzie mieścił się pokój sekretarki, pani Danki. Stałam wówczas przy oknie, ponieważ w sekretariacie było tyle osób, że nie sposób było tam wejść. Czekałam na możność załatwienia swojej sprawy, kiedy poczułam na pośladku czyjąś dłoń. Odwróciłam się gwałtownie; pomyślałam przerażona, iż to jakiś durny uczniowski żart. Wtedy zobaczyłam na wpół nieogoloną, dla mnie obrzydliwą, obleśną męską twarz. Nie wiedziałam wówczas, że jest to pan Adam Wolski. O tym dowiedziałam się 3 czerwca 2009 roku, kiedy dyrektor wprowadził go na lekcję, a ten po zakończeniu zajęć powiedział: „Przyszliśmy zobaczyć, jak pani sobie radzi”.
 
Swoim charakterystycznym głosem pan Adam Wolski zaczął artykułować jakieś lepkie propozycje. Nie pamiętam, jakich słów użyłam w swojej obronie, niewykluczone, że były to słowa nieparlamentarne. Oczywiście zlekceważyłam całą tę sytuację – w końcu takich Adamów Wolskich pałęta się po świecie kilka ładnych armii; to jest ten typ samca, który przypisuje sobie męskość wówczas, kiedy kobietę uszczypnie w pośladek.
I to był mój błąd.
 
Pan Adam Wolski to przewodniczący Rady Rodziców. Zemsta zranionej samczej dumy nastąpiła przy pierwszej okazji: na sali sądowej. Myślałam, że to mu wystarczy. Nie. Popis dał pan Adam Wolski podczas posiedzenia Komisji Rewizyjnej Rady Miasta w dniu 17.01.2011r. Głośno i wyraźnie kierował pod moim adresem bardzo poważne oskarżenia. Uczuliłam wówczas Członków Komisji, aby zapamiętali, co pan Wolski mówi, bowiem sprawa będzie miała swój finał w Sądzie, a Członkowie Komisji zostaną zapewnie powołani przez Sąd jako świadkowie.
 
Ja się nie pieniaczę. Jedyne sprawy sądowe, jakie mam, czy miałam w ostatnich dziesiątkach lat są związane z panem Z.W. i jemu do pomocy przybranymi. Nie pozwolę się obrażać przez takie...pana Wolskiego. Wart Pac Pałaca.
 
Posiedzenie Komisji było protokołowane. Mam nadzieję, że protokół nie zaginął.
Zresztą, żeby pojąć, kto to jest pan Wolski... /autocenzura/

 

J.W. MÓWI


Z MOJEGO PUNKTU WIDZENIA… – J. WOJNARSKI
Spisane będą czyny i rozmowy…
Są też Ci, którzy stoją poza prawem; Im wolno wszystko w stosunku do wszystkich…
Zastanawiam się, jak to możliwe, iż po 26 latach rzetelnej i uczciwej pracy, wskutek jawnie bezprawnych działań dyrektora Szkoły Podstawowej nr 8 – Zbigniewa Włodarczyka, z dnia na dzień Marysia zostaje pozbawiona środków do życia.
Ten karalny czyn dyrektora (co zostanie dowiedzione w poszczególnych podrozdziałach niniejszej strony) skutkuje między innymi:
- niemożnością regularnego uiszczania podstawowych opłat, co owocuje chociażby odcięciem energii elektrycznej i zaciąganiem wysokooprocentowanych pożyczek w różnych instytucjach finansowych (których nie można nijak spłacić);
- niejednokrotnym brakiem możliwości wyżywienia siebie i najbliższych – jak można kogokolwiek wyżywić, skoro brakuje nawet na przysłowiową paczkę makaronu…;
 - ogromnym nasileniem objawów depresji – próba samobójcza, brak kontaktu z otoczeniem, niejednokrotnie przeradzający się w nieuzasadnioną agresję wobec tegoż.
Marysia żyje w poczuciu ciągłego lęku i bezsilności, a przede wszystkim czuje się notorycznie lekceważona, wręcz poniżana i wyśmiewana przez instytucje, które w każdym tzw. „państwie prawa” obowiązane są w takich sytuacjach sprawę badać i odpowiednio na wyniki tychże badań reagować. A instytucje te, drogi Czytelniku, to na przykład prokuratura, która chyba zjadła Jej doniesienie o popełnieniu przestępstwa, bowiem nijak się doń nie odniosła, Sądy Piotrkowskie, które mają słodki zwyczaj „zapominania” o ustawowych terminach, a nawet – w jednej ze spraw – zapomnienia o owej. Nie wspomnę już o „maluczkich” – Państwowej Inspekcji Pracy, która widząc w Jej byłym zakładzie pracy brak akt osobowych potrafiła jedynie bezradnie rozłożyć rączki (w białych rękawiczkach, a jakże), Kuratorium Oświaty, Referacie Edukacji, czy też wiceprezydencie miasta Kacperku. Najwyższa Izba Kontroli niestety nie ma kompetencji do skontrolowania działalności „sprytnego Zbysia”, zaś Regionalna Izba Obrachunkowa co prawda wyraziła niejakie zainteresowanie, lecz na wyrażeniu się skończyło. Związek Nauczycielstwa Polskiego pogada sobie, kawką poczęstuje, zaś jego organ prasowy – „Głos Nauczycielski” – nie raczył nawet odpisać po zapoznaniu się ze sprawą, czy jest nią zainteresowany, czy też może nie.
Nasz Zbyś jest wyjątkowo sprytny – o tak; ustawić się w naszym cudnym mieście potrafił jak mało kto, żeby nie rzec – jak nikt. Prezydent miasta – Krzysztof Chojniak daje Zbysiowi po koleżeńsku drugą kadencję z osobistego poruczenia, tak sobie bez konkursu; do sądu Zbyś wchodzi z uśmiechem na twarzy będąc „na cześć” z tego sądu pracownikami; starszy wizytator Marian Albin straszy Marysię słowami: „On panią zwolni” (ot – i dziwnym trafem casus wkrótce ma miejsce), zaś lekarz medycyny pracy – kol. Bogdan Kurzela nagle nie dopuszcza Jej do pracy (szczęśliwie istnieje na przykład WOMP), bo przecież gdyby dopuścił, to koledzy Zbysia (którzy podczas Jej urlopu dla poratowania zdrowia pełnili za Nią zastępstwa) straciliby posadki.
To wszystko oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej; Zbyś jest w naszym mieście wręcz wszechobecny – gdzież to go nie ma! Naucza pilnie w trzech bodajże innych placówkach (oprócz tej, którą miłościwie włada), zasiada w radach nadzorczych bardzo ważnych miejskich spółek, już dwa razy kandydował na radnego (lecz jakoś nie wyszło…), a nawet, czy ja śnię, o zgrozo! – na wójta gminy Grabica. Marzył też o stanowisku dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury lecz, jak na razie, stanowisko to – z bliżej nieokreślonych przyczyn – uciekło mu w bliżej nieokreśloną dal… Z kulturalnej działalności, tymczasem, musi mu wystarczyć granie na weselach (boć to i muzak, a jakże).
Marysi (mnie również) ta jakże barwna postać jawi się jako swoisty kozioł ofiarny swoich „koleżków”, „przyjaciół”, czy kimkolwiek są dlań osoby naprawdę pociągające za sznurki w Piotrkowie. Gdy kiedyś bowiem wyjdą na jaw różne machlojki, przekręty, łapówki i matactwa, ktoś będzie musiał położyć głowę. A czemuż nie miałby być to ktoś, kogo wszędzie pełno, kto w każdej w zasadzie, ważnej dla miasta branży ma jakiś swój udział (a którego niskie czoło świadczy o tym, że w ogóle nie wie, w co się wplątał)?
Cóż, Marysia dawno już to przewidywała i z coraz bardziej gorzkim (i gromkim) śmiechem miała w zwyczaju o tym mówić. Stała się persona non grata w prywatnym folwarku pana W.; podważała wszak jego kompetencje wykazując podczas rad pedagogicznych ewidentne błędy w jego rozumowaniu podczas tworzenia ważnych dokumentów. Dochodziło do tego tylko dlatego, iż jeśli próbowała mu o owych błędach powiedzieć po cichu, on Ją po prostu zbywał; a Marysia czuła się częścią tej szkoły i nie chciała pozwolić na to, aby cała Tradycja zamieniła się w gówno tylko dlatego, że czasy się zmieniły. Także dlatego zwracała uwagę między innymi Kuratorium Oświaty w Piotrkowie Tryb. na bezprzykładnie długo trwającą hańbę w postaci zawieszonej tablicy pod tytułem „Platter”. Płakała, że Kuratorium nie zajęło się tą sprawą. Hańbiąca tablica wisiała dobry kwartał zanim ją zdjęto. A i tak potem jeszcze raz zdejmowano nową tablicę z powodu kolejnego błędu. Drogi Czytelniku, to Ty zapłaciłeś za te wszystkie tablice: za blachę, na której wydrukowano tekst, za farbę, za rzemieślnika, który ją wykonywał, za innego pracownika, który ją zawieszał i zdejmował, za hańbę, jaką przyniosła wszystkim tym, którzy ją czytali przechadzając się na skwerek i ze skwerku. Wszyscy dostali swoje pensje i bilans jest na zero. Mawiała, iż brak mu umiejętności i inteligencji do tak poważnych spraw… Nie dziwota więc, że ugrodził on wedle własnej woli okoliczności, które pozwoliły mu się Jej pozbyć.
Od kilku lat, czyli odkąd mają miejsce wszelkie opisane na tej stronie sytuacje, Piotrków jawi mi się jako jakieś surrealistyczne miejsce, gdzie wszystkie najważniejsze punkty połączone są jakąś gigantyczną, choć niewidzialną siecią. Kto nieco zboczy z drogi, zamiast twardo trzymać się jej nici, zostanie zgnieciony. Taaak, ale kim jest pająk, który te sieci zaciąga? Jak napiszę, iż jego nazwisko zaczyna się na „Ch”, to zostanę wnet pociągnięty do odpowiedzialności – stanę przed sądem za to, iż nazwałem go nieparlamentarnym słowem. Tu oczywiście wyrok zapadnie natychmiast. Koleżanka Marysi nazwała ten system „intercity”. No bo jak inaczej rozumieć: Moja Marysia od ponad roku domaga się sprostowania świadectwa pracy; w tym czasie została już osądzona i skazana (pisze o tym w rozdziale „Prokuratura”). Cholera jasna, w tym mieście można człowieka cztery razy skazać i powiesić zanim sprostuje mu się niewinne z pozoru świadectwo pracy.
„Świtem bladym białym ranem po niebie, po niebie
Czarne chmury rozczochrane czesał górski grzebień
A ja wtedy jeszcze cię nie znałam o tej porze
Nie wiedziałam jeszcze czyś ty wróbel jest, czy orzeł”
Wróble dokarmiam zimami, orła widziałem tylko w zoo i na sztandarze…
Jeżeli na moich oczach ktoś dobywa noża i zabija drugą osobę, naprawdę nie potrzebuję orzeczenia sądu, by stwierdzić, że doszło do morderstwa. Oczy mogą mnie mylić, lecz jeśli to wszystko mam zarejestrowane… to już zupełnie inna sprawa.
Marysia twierdzi, iż Włodarczyk jest przestępcą, ponieważ – między innymi – i tu, Czytelniku poczytaj pozostałe podrozdziały – fakty mówią same za siebie; nie tylko w postaci gorzkich słów mojej Kobiety lecz także (może nawet przede wszystkim) w postaci skanów urzędowych pism.
Do stwierdzenia pewnych rzeczy niepotrzebny jest sąd; wówczas bowiem świat przekroczyłby o całe lata świetlne granice absurdu – na przykład potrzebowałbym stwierdzenia sądu, że to, co kupuję jest serem i nic nie znaczy, iż zgodnie z moim doświadczeniem życiowym właśnie tak jest.
Przecież – na ten przykład – Marysia nigdy nie mówiła głośno o aferze łapówkarskiej związanej z okablowaniem szkoły (dot. nowej pracowni komputerowej i ogólnego systemu informatycznego po tzw. „Wielkim Remoncie”). Przecież nigdy na forum publicznym nie wypowiadała się o kradzieży materiałów przeznaczonych na remont łazienek. W ogóle nie wspominała o lewych, ustawianych przetargach, bo się na tym kompletnie nie zna.
Ale nieee… „on siedzi o pięćset mil na swej stolicy”… Z tych nieszczęsnych łazienek chyba ta stolica zbudowana… w końcu „sedes” jako żywo odpowiada słowu „siedzieć”… A że porcelana jest ze swej natury materią delikatną, to i łacno pęknąć może, a nawet w pył się rozbić zostawiając czasem dotkliwie kaleczące odłamki.
Dość jednak tej fekalno-porcelanowej retoryki; w końcu żaden ze mnie minister gospodarki ani inna izba kontroli… na szczęście (tak jest, dla mnie przede wszystkim, wszak do wariatkowa mi nie spieszno). Skupmy się przez chwilę na jednym małym „niusie”. Otóż kilka tygodni temu miała miejsce kolejna sprawa w Sądzie Pracy o sprostowanie świadectwa pracy. Czemuż to została ona przełożona o prawie miesiąc? Bo sprytny Zbyś zlekceważył sobie nakaz sądu dotyczący dostarczenia akt osobowych Marysi. Czy sąd jednak ukarał jakoś Zbysia za tę jawną obrazę i jawne obśmiewanie tegoż sądu powagi? Skądże! Pogroził jeno paluszkiem słowami: „o tym jeszcze porozmawiamy” (cytat dosłowny – byłem, słyszałem). O ile mi wiadomo, obraza sądu jest karana karami porządkowymi (grzywnami), naganami, w końcu aresztem. Jednak tak kolegę, do pudła zaraz… no tak jakoś coś, panie dziejku, nie teges, prawda? Lepiej w zacisznej knajpce, na ten przykład, powiedzieć: „Słuchaj, Zbychu, z tymi aktami to już przegiąłeś. Weź tam wywal, co ci nie na rękę i przynieś je do następnej sprawy, bo już dłużej to nie wyda”. To oczywiście tylko moje osobiste domysły; nie mogę jednak tu nawet dodać sakramentalnego „obym się mylił”, bowiem nic, przez te lata, na tę omyłkę nie wskazuje. Nieustanne odwlekanie i oczekiwanie… na co? Aż Marysia się podda i przyzna rację oddając cześć? Popełni samobójstwo? Pójdzie w Tybet? Zapewniam, iż żadna z powyższych sytuacji miejsca mieć nie będzie. A czas jest waszym, nie Jej, wrogiem. Czas mija, odsetki narastają, panie prezydencie… Nie chcę nawet myśleć, jak ciężki będzie to cios dla budżetu Piotrkowa, gdy wszystkie sprawy ujrzą wreszcie „grand finale”…
NA CZYM WISI SĄD?
Instytucja pt. „Sąd” jest z założenia „niezawisła”, o czym pewnie większość z Was wie. Od kilku lat jednak zastanawia mnie i frapuje (snu z powiek może jeszcze nie spędza ale to tylko kwestia czasu) sprawa: Na czym wisi nasz (piotrkowski) sąd? Niezawisłym nazwać go nijak nie można, czego dowodów na tej stronie znajdziesz bez liku, na czymś więc (albo na kimś…) musi zawisać, wszak nie dryfuje on sobie przecież gdzieś poza prawami (sic!) grawitacji. A może się mylę? Przecież termin kolejnej rozprawy o przywrócenie do pracy krąży w jakiejś dziwnej przestrzeni już od kilkunastu miesięcy. Kto za to przestępstwo osądzi sąd? Powiedzenia w rodzaju: „lekarzu, lecz się sam” same się cisną na usta, czyż nie? Konkluzja: Nasz (piotrkowski) sąd uczepił się krawędzi jakiejś czarnej dziury i z sobie tylko znanych przyczyn, twardo się jej trzyma – nie daje się jej wciągnąć (bo przecież, w teorii przynajmniej – jest), ale i nie chce zstąpić na Ziemię, gdzie zgodnie z wszelkimi prawidłami musiałby stać się niezawisły. Sądy Piotrkowskie wiszą na czarnej dziurze.
Niechaj mnie wszelkiej maści Bogowie bronią przed dworowaniem sobie z powagi Sądu! Uważny Czytelnik z pewnością jednak zauważy, iż powyższe słowa dotyczyły sądu… Trudno piotrkowską instytucję pod tą nazwą pisać przez wielkie „S”, nie mówiąc już o myśleniu o niej w ten sposób…
* * *
Była retoryka fekalna, była kosmiczna… Rozstrzał, rzekłbym, dość szeroki i głęboki, co akurat można bardzo łatwo wytłumaczyć bezmiarem spraw opisanych na tej stronie i ich nieskrywanym obrzydlistwem. Zapewne jakiś, na przykład „dziennikarz śledczy”, gdyby zechciał się tym wszystkim zainteresować, opisałby to obiektywnie, bez emocji… Cóż, my nie możemy, bowiem całe to szambo pod postacią ludzi i niektórych instytucji bluznęło prosto w nas (w szczególności rzecz jasna, w Marysię). Jednak poza tymi emocjami, znajdziecie tu czyste, nagie fakty, przede wszystkim w postaci skanów. A różnorakie pieczęcie i daty wpływu „na dziennik” to już nie emocje…
* * *

NA DNO NIE PÓJDĘ SAM.

J.W.


                                                KIM JEST JAKUB WOJNARSKI?
  
Jakub Wojnarski, urodzony 18. grudnia 1980 roku jest moim partnerem życiowym od siedmiu lat. Łączy nas nieprawdopodobne porozumienie, na temat którego nie rozprawiamy publicznie, ponieważ wiemy, że przyjęcie pewnych rzeczy nie jest dostępne dla ogółu. Z tym, że nie rozumiemy tego jako kwestię szczególnej elitarności, lecz po prostu pewne rzeczy trzeba przeżyć, żeby je zrozumieć.
 
Jakub Wojnarski jest wytatuowany, a każdy Jego tatuaż jest dowodem na uwielbienie i szacunek dla mitologii germańskiej i prasłowiańskiej. Większość z nas została wychowana w kulturze śródziemnomorskiej, dlatego trudno nam zrozumieć takie zamiłowanie do zgłębiania kultur innych.
 
Jakub Wojnarski, jest pacyfistą.
Ubiera się w ciemne kolory, nosi długie włosy.
Nie popełnia błędów językowych.
Jest współtwórcą strony poświęconej muzyce industrialnej.
Sam również tworzy muzykę, jednak jest to również muzyka niszowa.
Robił wokale do wielu utworów bm.
Gra na skrzypcach i instrumentach klawiszowych.
Nie lubi rozgłosu.
Nie lubi Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.
Twierdzi, że jest ateistą, ale ja wiem, że, jest tylko antykościelny.
Jest tłumaczem tekstów na język angielski.
I ma inne zalety.
 
Z powodu nadzwyczajnej wrażliwości i wspomnianego pacyfizmu, niezrozumienia innych dla jego odmiennych, chociaż zgodnych z prawem, poglądów,  raczej izoluje się od środowiska i zapadł na chorobę, na którą cierpiało trzech z czterech pisarzy amerykańskich zaliczanych do „wielkiej czwórki” i setki milionów innych ludzi, którym kołtuństwo nie pozwala się do tego przyznać i dlatego umierają młodo.
 
Podobnie, jak Maciej Maleńczuk, Jakub Wojnarski nie ukończył żadnej szkoły ponadpodstawowej i to dokładnie z tych samych powodów.
 
8. czerwca 2010 r. o godzinie 10:25, po kolejnej nieprzespanej nocy, po nieudanych próbach uspokojenia mnie, Kuba zatelefonował do Włodarczyka. Znał jedynie numer do szkoły, zadzwonił więc tam. Nie wiem, co powiedział. Wiem, co ja bym powiedziała na jego miejscu...
 
Kolejna przepłakana z bezsilności noc, kolejne pół dnia mojego szaleństwa w obliczu bezprawia i bezkarności pana W. 9. czerwca o godzinie 14:38 Kuba telefonuje po raz drugi i ostatni. Z. Włodarczyk włącza tryb głośnomówiący. Z pewnością z uzasadnionej obawy o swoje życie. Kuba mówi o tym, że Z.W. zniszczył nasze, z Kubą, życie. Że jest jebanym cwelem i że go zajebie.
Z Zeznań A. Wolskiego: „Dyrektor wtedy odebrał telefon i nagle powiedział coś takiego: <słuchajcie> i przełączył telefon w tryb głośnomówiący (...)”.
Tak właśnie zachowuje się osoba przestraszona w lęku o własne życie.
No to się panowie pośmiali z naszej z Kubą, rozpaczy.
 
Z „notatki słóżbowej”:
               
 
Jakub Wojnarski jest, jak wspomniałam, językoznawcą, zna więc różne języki zamknięte, w tym także i grypserkę, więc więzienia, powiedział, się nie boi.
Dodał coś jeszcze o znajomościach, które tam można poczynić i które na wolce są jak znalazł, kiedy ma się jakąś sprawę do załatwienia...

 

PODZIĘKOWANIA (STRONA: www.mariagladysz.o7.pl)


PODZIĘKOWANIA
 
Bardzo dziękuję mojemu Synowi za to, że zniósł mój płacz i wybuchy zdenerwowania i agresji spowodowane bezsilnością.
 
Dziękuję Kubie za spokój i wyrozumiałość; za to, że trzymał mnie za rękę, kiedy było naprawdę ciężko.
 
Dziękuję Elce i Teresie za dzielenie się wszystkim, co miały, wtedy, kiedy ja nie miałam nawet papieru w łazience...
 
Dziękuję Hance i Ewie za to, że wcale nie musiałam prosić o pomoc; One wiedziały.
O chryzantemach nie zapomnę nawet w trumnie.
 
Dziękuję mojej Pani Mecenas za to, że powiedziała: „Pani podchodzi do sprawy zbyt emocjonalnie”; bardzo mnie to naprawiło.
 
Dziękuję Pani ze sklepu mięsnego przy światłach za to, że moje zwierzęta miały co jeść.
 
Dziękuję Pani M.C. za to, że w jednej chwili zrozumiała moje położenie.
 
Dziękuję Pracownikom Energetyki za bezinteresowną pomoc.
 
Dziękuję Sąsiadom za wyrozumiałość.
 
Nade wszystko dziękuję Pani Doktor za to, że wydobywała mnie cierpliwie z depresji.
 
 
 
Gdyby to była gala oskarowa, powiedziałabym jeszcze:
 
„Dziękuję moim Rodzicom za to, że wychowali mnie w poczuciu niezbywalności praw ludzkich; że wpoili mi poczucie godności i dumy. I to, żeby nigdy się nie poddawać szmondakom”. 
 

HUCPA


HUCPA
 
Ta Szkoła miała sztandar. Jak można podejrzewać, że Szkoła imienia Emilii Plater nie miała sztandaru?
Nawet w czasach ciężkiej komuny nie negowano sztandarów. Wiem, bo byłam w poczcie sztandarowym Szkoły, razem z panem Markiem Konieczką i Kimś jeszcze, przepraszam, że nie pamiętam, Kim byłeś. Marka pamiętam, bo razem chodziliśmy na wspomaganie do Pani Jędrzejkiewicz; Marek był o niebo lepszy w ścisłych. Czy ja się mylę, czy Pani Jędrzejkiewicz nikt z tej Szkoły nie pożegnał?

Boże, co za hańba.

Umiera Pan Jan Trzaska, emerytowany nauczyciel fizyki i chemii w Szkole. Na jej drzwiach pojawia się klepsydra. Rozumiejąc, że obecni włodarze szkoły nie pamiętają tych czasów, zwracam im uwagę na ten fakt i sugeruję, że szkoła, której tradycje tworzył między innymi Pan Trzaska, powinna się jakoś przyzwoicie zachować w tej sytuacji. Otrzymuję odpowiedź, że „kto chce iść na pogrzeb, to sobie pójdzie”. Ja nie mogłam, bo pracowałam do szesnastej. Ale wiem, że nie padło marne słowo na ten temat.
Hołd Panu Trzasce złożyliśmy z panem Lareckim na forum www.mojpiotrkow.pl.:
 

Forum portalu Mój Piotrków

   

        Odszedł JAN TRZASKA - nauczyciel                                                    Avatar użytkownika

 

» So, 10 paź 2009, 01:44
W piątek (9 października 2009 roku) odszedł od nas Pan Jan Trzaska, nauczyciel fizyki i chemii.

Pomimo pewnych oznak poprawy stanu zdrowia po przebytym kilka tygodni wcześniej udarze - udał się na wieczną wartę do Nieba. Miał zaledwie 70 lat.

Z całą pewnością - do Nieba. Ostatnie Pożegnanie odbędzie się w poniedziałek o godz. 13.30 z Kaplicy Cmentarnej. Miał zaledwie 70 lat...

Wnuczka na profilu swego Dziadka na N-K napisała tak:
Mam nadzieję, ze tam na górze jest Mu już tylko lepiej. Ukradliśmy miesiąc -
staraliśmy się wszyscy, z Dziadkiem na czele.
I po prostu... Po prostu Szef chyba potrzebował Dziadziusia do koszenia
niebieskich trawników.

Ja nigdy nie zapomnę swojego Nauczyciela fizyki i chemii ze Szkoły Podstawowej
nr 8 im. Emilii Plater na ul. Sienkiewicza. Kiedy w 1961 rozpocząłem naukę,
był jeszcze kawalerem. Nauczycielki łypały za Nim okiem, bo był przystojny i postawny. Mógłby wystąpić w roli Bonda. Zawsze w garniturze. Ładnie chodził,
trzymając dziennik w ręce. Nigdy nie uniósł się na ucznia, nigdy nie poddał
się emocjom. Zawsze opanowany, spokojny, a z jego twarzy emanowało ciepło i dobro. Szczególnie - z oczu. Miał nienaganne maniery. Imponował mi. Wiem, że z jego osobowości, z jego zachowania, z jego cech brałem przykład i dziś
przyznam, że w dużej mierze na ukształtowanie mnie jako człowieka wpływ miał
Pan Jan Trzaska. Bo był on wzorem do naśladowania. Miał charyzmę. I taką
godność w postawie.

Dziękuję Ci za to, Drogi Nauczycielu!

Na zawsze pozostanie Pan, Panie Janie, nie tylko w moich wspomnieniach, ale
także w moim sercu. Jestem szczęśliwy, że przez 48 lat mogłem znać takiego
Człowieka, jak Pan. Jednego z już naprawdę ostatnich Mohikan...


P.S. Kiedy w lipcu umarł legendarny matematyk z I LO Pan Henryk Majos, to Pan
Trzaska na forum "Chrobrego" w wątku dotyczącym zmarłego Profesora, dokonał
takiego wpisu: Do zobaczenia, Kolego...

                                               

                  Re: Odszedł JAN TRZASKA - nauczyciel
Postprzez walkiria » Wt, 13 paź 2009, 22:53
...w siódmej klasie byłam, kiedy Pan Trzaska w ramach udowodnienia nam przezroczystości dwutlenku węgla, przytargał syfon. Taki szklany, z ebonitowym kurkiem...
  
Ale po co było robić sobie kłopot, przecież Pan Trzaska już nie wpłynie na szlachetny wizerunek szkoły. Nie było marnego kwiatka, marnej symbolicznej minuty ciszy.
 
Umiera Pani Krystyna Żurek, wieloletni Nauczyciel Ósemki, również Człowiek o duszy franciszkanina. Cisza. Pies z kulawą nogą…No bo po co? Przecież wystarczy bieżąca hucpa i tworzenie swojego wizerunku twórcy szkoły.
 Hańba.


 Ale za to:




11 kwiecień, 2010 - 12:17
W dniu 8.04.2010 r. obchodzono w Piotrkowie rocznicę pogrzebu Jana Pawła II. Uroczysta Msza św. odbyła się w klasztorze OO. Bernardynów o godz. 19.00. Modlitwę o beatyfikację Sługi Bożego Jana Pawła II uświetniła młodzież z Katolickiego LO Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich w Polsce wraz z Panią Dyrektor Wiesławą Olejnik oraz młodzież wykonująca śpiewy pod kierownictwem Pana Zbigniewa Włodarczyka. Przybyli na tę uroczystość Pan Prezydent Miasta Krzysztof Chojniak i Pan V-ce prezydent Andrzej Kacperek. Po Mszy św. zebrani wierni uczestniczyli w modlitwie różańcowej. Dalsze modlitwy i czuwanie odbyły się pod pomnikiem Jana Pawła II.
 
Młodzież wykonująca śpiewy pod kierownictwem Pana Zbigniewa Włodarczyka
 
 Rocznica pogrzebu Jana Pawła II
  
 
Nie, panie Włodarczyk, to nie pan stworzyłeś tę szkołę, a twoje zachowania z początków pracy w szkole dobrze pamiętają rodzice dzieci, dzieci i pozostali.
 
Nie, panie Włodarczyk, to nie ty nadałeś Sztandar tej szkole, Sztandar istniał, kiedy ja do tej szkoły chodziłam. I nie był to sztandar harcerstwa, jak sugerował pan Włodarczyk. Nie mogłabym być w takim poczcie, choćby dlatego, że nigdy nie należałam do harcerstwa…
Nie wiem, czy Hierarchowie Kościoła będą zadowoleni, kiedy dowiedzą się, kogo sobą firmują...
 
Pan Włodarczyk nadał Szkole nawet nowe imię:
 
Jak poszanowanie Tradycji, to poszanowanie Tradycji. Wisiało to spokojnie kilka miesięcy, mimo zwracanej uwagi.
 


Wyborcy mają jednak swoje racje. Dwukrotnie startował i dwukrotnie poległ.
   
 LISTA NR 12

Szanowni Państwo. Mamy zaszczyt zaprezentować sylwetki kandydatów
do Rady Miejskiej Piotrkowa Trybunalskiego 2002 - 2006. 
WYBIERZMY TYCH, CO ŁĄCZĄ, A NIE DZIELĄ!!!
 

OKRĘG I
Krzysztof Chojniakmgr inż. elektryk - nauczyciel, lat 36
pozycja nr 2
 
Zbigniew Antoni WłodarczykNauczyciel
pozycja nr 6
 
 Tu może ładniejsze ujęcie:
  
 
Wszystko jest tak pięknie, jak na tym złudzeniu optycznym:
 
 

Ostatnimi laty chciałam sobie jedynie poczytać „Statut Szkoły”, najważniejszy dokument, podobno. Wiecznie serwer odpowiadał, że nie może Statutu znaleźć, a ten powinien być w BIP-ie, przecież. Wypełniłam więc formularz (a, jakże) i dostałam link. Podlinkowali w końcu.
 
Poczytałam i zrobiłam kopię, na wszelki wypadek. Z datą. No, bo jeżeli ten dokument jest dokumentem, według którego się w Szkole pracuje, to nie dziwię się, że mnie zwolniono z rażącym naruszeniem przepisów prawa, więc za wszelką cenę. Bo ja bym się kłóciła do upadłego i do upadłego żądała osiągnięcia stanu zgodnego z prawem w tym dokumencie, którego ostatnie zdanie brzmi: Zaktualizowany i ujednolicony, zatwierdzony uchwałą na posiedzeniu Rady Pedagogicznej w dniu 15 września 2011 roku.
 

 

UCZCIWOŚĆ INTERNETOWA


                                                UCZCIWOŚĆ INTERNETOWA
                                            
Tak. Gdyby vinci2 miał zdolność antycypacji, mógłby się spodziewać, że nie pójdzie tak łatwo z panem Maćkowiakiem. Że pan Maćkowiak kiedyś się zdenerwuje i zakończy tę zabawę. Że jest niezależny i że wyegzekwuje swoje prawo do ochrony przed obrażaniem go.
Zwrócił się więc do Prokuratury o wykrycie sprawców przestępstw. Prokuratura dokonała stosownych czynności i ujawniła ich personalia.
Vinci2 był spalony. Ale w internetowym świecie, jak w grach: można mieć wiele żyć. Nawet można zmartwychwstać.
Vinci2, jakkolwiek piętnował zagorzale nieuczciwych uczestników Forum, sam miał co najmniej życia dwa i to symultanicznie. Pozwalało mu to na przykład dublować, czy też multiplikować głosy oburzenia na pracodawców depczących godność swoich pracowników, łamiących ich prawa pracownicze...
Kiedy w prasie ukazał się artykuł Marka Obszarnego, a w ślad za nim, Oświadczenie Stowarzyszenia i List do Redakcji, podpisany przez Witolda Maćkowiaka, nastąpiła śmierć cywilna vinci2. Ta śmierć by nie nastąpiła może tak całkiem, gdyby Z. W. tak usilnie nie zaprzeczał swojemu udziałowi w sprawie.
Ale od czego jest drugi nick? I to właśnie pod tym drugim nickiem vinci2 próbował grać z Internautami w kotka i myszkę.
 

·         Prokuratura:nazwiska osób (komputery) z Forum (TT)

jajcajakberety 20.10.05, 12:52 zarchiwizowany
Polecenia godną wydaje się lektura dzisiejszego "Tygodnia Trybunalskiego" -
str. 6 (czwartek, 20 października 2005). Za jedyne 2 złote ("List do
redakcji") można się dowiedzieć, że prokuratura ustaliła nazwiska czterech
właścicieli komputerów, z których wysyłane były na to forum posty, które
komuś dopiekły. Nazwiska i funkcje są zamieszczone.
Tuż obok - "Oświadczenie" , czyli reakcja jednej z tych osób (podpisana
nazwiskiem), w mieszkaniu której jeden z tych komputerów stoi.
Zrobiło się gorąco i wszystko wskazuje na to, że sprawa trafi na drogę
postępowania sądowego.


                               

kamikaze_pkow1 20.10.05, 14:05 zarchiwizowany
Zobaczcie tylko jak sie zaczyna owy list do redakcji "Uprzejmie donosze" :))

Pozatym uwazam ze reszta to bujda majaca na celu wykluczyc "niepkornych" z dyskusji.
Tak czy siak warto sie przyjrzec demokracji po Piotrkowsku. A swoja droga to
dziwne ze niektorzy az tak wielka wage przywiazuja do forum na gazecie. Michnik
bylby dumny :))
kamikaze_pkow1 20.10.05, 14:19 zarchiwizowany
wydaje mi sie ze tak czy siak to sprawa w prokuraturze bedzie.... no a Piotrkow
(a dokladnie forum) bedzie na jezykach. Ale czy naprawde o to tylko chodzi ?
felczerzyna 20.10.05, 14:33 zarchiwizowany
kamikaze_pkow1 napisał:

> wydaje mi sie ze tak czy siak to sprawa w prokuraturze bedzie.... no a
Piotrkow
> (a dokladnie forum) bedzie na jezykach. Ale czy naprawde o to tylko chodzi ?

Nie w prokuraturze, tylko w sądzie! W prokuraturze to już koniec z tym. Na
wniosek poszkodowanego policja przekazała dane z Agory prokuraturze i sprawa
dalej może mieć tylko taką kontynuację, że poszkodowany może wnieść tę sprawę
do sądu przeciwko ustalonym osobom, ale tylko z oskarżenia prywatnego. Sprawy
tej wagi prokuratura umarza z uwagi na znikomą szkoliwość społeczną czynu.
Wniesienie przez prokuraturę oskarżenia z urzędu nie będzie miało miejsca w tym
konkretnym przypadku. Sąd natomiast ustali, czy naruszono czyjeś dobra
osobiste.Tylko czyje? Poszkodowanego, który uważa się za pokrzywdzonego, czy
też pokrzywdzonymi poczują się osoby, których nazwiska padły publicznie? Jedna
z tych osób już na gorąco na łamach TT nie wyklucza, że wystąpi do sądu
przeciwko autorowi listu do redakcji. Przed sądem trochę pracy zatem.
kamikaze_pkow1 20.10.05, 15:02 zarchiwizowany
zobacz jednak pewna niescislosc tego co napisano w tym liscie zaczynajacego sie
od slow "uprzejmie donosze". Najpierw autor pisze iz ustalono adresy itd. a
pozniej pisze ze wytlumaczenie jest jedno. Ze to musialy byc kawiarenki
internetowe. Tylko ze jedno sie drugiego nie trzyma. To albo ustalono te adresy
albo to kafejki. Wedlug mnie to zagrywka.

PS. swoja droga ciekawe pod jakim nickiem funkcjonuje na tym forum autor tegoz
listu i ciekawe co o kim napisal. Chyba ze on tylko czytelnik ;))
kregi 20.10.05, 17:05 zarchiwizowany
Wcale się nie dziwie że forum dostało się pod ostrzał kamikaze. Idą wybory i
forum jako jedyne w PT jest poza kontrolą wszystkich może reklamować albo
zniszczyć nie jedno ugrupowanie. Trochę to smutne że aż prokuratura została
zatrudniona do tych porządków uważam, pod pretekstem obrażania kogokolwiek.
Ech szkoda słów, dużo brakuje nam do zachodnich demokracji, teraz każdy będzie
sie po prostu bał o siebie i o swoją prace.

Chyba nikogo już nie będzie tutaj kamikaze po jakims czasie. Szkoda dużo tutaj
się można było dowiedzieć :-((.
Mój dziadek mi opowiadał że tak właśnie było za komuny każdy pisał donosy na
każdego, czyli nic sie nie zmienia :-((, a my płacimy na to ze swoich podatków.

pozdrawiam
p.s. chciałbym dowiedzieć się nazwisko tego Pana od "uprzejmie donosze.
kamikaze_pkow1 20.10.05, 17:29 zarchiwizowany
List do redakcji, o ktorym mowa zaczynajacy sie od slow "uprzejmie donosze" a
konczacy sie na slowach "i tak powinno byc zawsze" (he he fajnie brzmi jak sie
to tak wyrwie z kontekstu) podpisany jest jako Witold Maćkowiak.

Ciekawe jednak pod jakim nickiem dziala ten pan na naszym forum ? Bo jakos
trudno w to uwierzyc ze tak sie interesuje co na forum jest napisane sam nie
dodajac ani slowa od siebie.

 Kamikaze udaje idiotę, ale wyczytać można też nutę niepokoju w jego postach. Każe sobie tłumaczyć rzeczy oczywiste, sądując, kto ile wie/rozumie...

felczerzyna 20.10.05, 17:39 zarchiwizowany
kamikaze_pkow1 napisał:

> zobacz jednak pewna niescislosc tego co napisano w tym liscie zaczynajacego
sie
> od slow "uprzejmie donosze". Najpierw autor pisze iz ustalono adresy itd. a
> pozniej pisze ze wytlumaczenie jest jedno. Ze to musialy byc kawiarenki
> internetowe. Tylko ze jedno sie drugiego nie trzyma. To albo ustalono te
adresy
> albo to kafejki. Wedlug mnie to zagrywka.

Coś nie tak z tobą. A chciałeś tu uchodzić za inteligentnego. Jaka niby
nieścisłość? Najpierw autor powiadamia po imieniu i nazwisku, w czyich
mieszkaniach stoją komputery, z których pisano paszkwile. Ale zaraz po tym
dworuje sobie, że on nie wierzy, aby do takiego czynu zdolny był którykolwiek z
wymienionych, a już na pewno nie ktoś z ich rodzin. Więc, musi, że to są
kawiarenki, do których każdy może sobie wejść z ulicy i napisać co wola. I,
tylko, trzeba z karteczki obok monitora przeczytać sobie jeszcze login i hasło,
które obowiązkowo każdy przecież sobie wiesza ku publicznej wiadomości. To
tyle, kamikaze-Pikow1, tłumaczenia z polskiego na nasze.

kamikaze_pkow1 20.10.05, 17:50 zarchiwizowany
fajnie, tez czytalem i zrozumialem za pierwszym razem, ale dzieki za wyklad.

Ten ktos jednak pisze ze zna nazwiska ( i je podaje). Ale zeby poznac nazwiska
najpierw trzeba bylo poznac ich IP z ktorych rzekomo mieli nadawac. Skoro wiec z
cala pewnoscia ustalono nazwiska to nie mogly to byc IP kawiarenek
internetowych. Proste i logiczne.

A w kafejce jak ktos jest to nawiska sie nie ustali.
Jedno jest pewne. Ze jezeli te osoby poczuja sie urazone publikacja w TT to
Mackowiak bedzie musial im udowodnic ze mial racje. I wtedy zadne zwalanie na
kawiarenki z karteczkami nie pomoze.
edek-od-kredek 20.10.05, 18:11 zarchiwizowany
skamikaze_pkow1 napisał:

> fajnie, tez czytalem i zrozumialem za pierwszym razem, ale dzieki za wyklad.
>
> Ten ktos jednak pisze ze zna nazwiska ( i je podaje). Ale zeby poznac nazwiska
> najpierw trzeba bylo poznac ich IP z ktorych rzekomo mieli nadawac. Skoro
wiec
> z
> cala pewnoscia ustalono nazwiska to nie mogly to byc IP kawiarenek
> internetowych. Proste i logiczne.
>
> A w kafejce jak ktos jest to nawiska sie nie ustali.
> Jedno jest pewne. Ze jezeli te osoby poczuja sie urazone publikacja w TT to
> Mackowiak bedzie musial im udowodnic ze mial racje. I wtedy zadne zwalanie na
> kawiarenki z karteczkami nie pomoze.

No, ręce opadają. Ani za pierwszym ani za drugim razem żeś nie zrozumiał. A mój
wykład też poszedł na marne. Oczywiste, że pisano te teksty z domów z
ustalonych komputerów. Autor sobie - człowieku - żartuje, że skoro ci ludzie
tacy czyści, a on w to święcie "wierzy" - to niechybnie ich domy są
kawiarenkami, do których każdy ma wejście, a do tego jeszcze na ścianie wisi
login i hasło. Kończę, boś kiep.
kamikaze_pkow1 20.10.05, 18:21 zarchiwizowany
he he twoj wyklad? A mnie sie wydawalo ze wykladowca byl/byla felczerzyna.
Rozdwojenie nickow ?

A swoja droga to ciekawe ze tak dobrze znasz intencje autora.

Kamikaze jest cool, kamikaze pomaga odnaleźć koledze posty!

kamikaze_pkow1 20.10.05, 21:45 zarchiwizowany
musisz kliknac na wyszukiwarke, a pozniej w pole autor wpisac nicki napietnowane
w artykule. Ogranicz szukanie do 2005 roku a i tak bedziesz mial sporo ciekawej
lektury.
A swoja droga ciekawe dlaczego autor listu nie zadbal o to by administratorzy z
Agory usuneli posty z forum? Przeciez posty lamiace netykiete sa usuwane. hmm?
Wiec czemu ?

Chciałbyś...
A ty nie umiesz? Jest coś, czego nie możesz?

Ostatecznie jednak kamikaze się musi wysypać, ponieważ jego moc językoznawcza nie wytrzyma:

kamikaze_pkow1 19.10.05, 00:10 zarchiwizowany
jesli juz to "dysortografista" chociaz poprawnie powinno byc "dysortograf".
Jesli chcesz poprawiac innych najpierw trzeba samemu prawidlowo pisac.


No i będą cięgi:

hyrpo 19.10.05, 00:57 zarchiwizowany
kamikaze_pkow1 napisał:

> jesli juz to "dysortografista" chociaz poprawnie powinno byc "dysortograf".
> Jesli chcesz poprawiac innych najpierw trzeba samemu prawidlowo pisac.

To nie było napisane dla dyrektorów podstawówek. To było napisane dla
inteligentnych, a nie dla tych, co za inteligentnych się mają! Dezortograf, to
mój neologizm (a co, nie wolno oddawać się własnej tfurczości?), z akcentem na
dezorganizację z ortografjom. Kregi to dezortograf właśnie. Ortografii to
Miszczu mnie nie ty będziesz uczył. A w ogóle, to powtórz sobie lektury epoki
pozytywizmu, bo cosik ci się z tą Anielką z tego okresu literackiego porąbało!
Dyrektorze...

Miedziane czoło, to jednak miedziane czoło...
No i przecież musi mieć ostatnie słowo:

kamikaze_pkow1 19.10.05, 07:29 zarchiwizowany
To mile ze poswiecasz mi tyle uwagi, z tym ze ja nie naleze do grona osob ktore
uwazaja ze nie wazne co byle o mnie pisali:)
Rowniez milym akcentem jest ze tytulujesz mnie per dyrektorze. NIe wiem skad
sobie wytrzasnales/wytrzasnelas tego dyrektora podstawowki ale co ja mam teraz
udowadniac ze nie jestem wielbladem ? :))
A ortografii jesli nie ja teraz to ciekawe kto cie nauczy :))


Użytkownicy Forum dość już mają tej zabawy. Ale proszę zwrócić uwagę na to, do jakiego stopnia zblazowany jest vinci2. Forum, gdzie już się z niego śmieją, zrobiło się nagle „gówniane”:
Początek formularza
zjawiskowa 18.10.05, 22:02 zarchiwizowany
Najpierw umarł Vinci2. Teraz Kamikaze zaniemówił? To jakiś pomór, czy co?
Jakaś zaraza? Ptasia grypa zbiera okrutne tak żniwo?
vinci2 18.10.05, 22:18 zarchiwizowany
Jestem czasami.
Niestety już rzadko bo jakieś gówniane się to forum zrobiło.
Może to duch Michnika ;-)
O czym tu rozmawiać, non stop Stowarzyszenie się reklamuje.
Szkoda, że bannera jeszcze nie wykupili.
edek-od-kredek 18.10.05, 22:21 zarchiwizowany
vinci2 napisał:

> Jestem czasami.
> Niestety już rzadko bo jakieś gówniane się to forum zrobiło.
> Może to duch Michnika ;-)
> O czym tu rozmawiać, non stop Stowarzyszenie się reklamuje.
> Szkoda, że bannera jeszcze nie wykupili.

Dobra, dobra. Ty nam lepiej Vinci2 wyjaśnij, dlaczego twój IP jest taki sam,
jak Kamikazego. Co?

Nie, nie podda się łatwo, ale jest już za późno.

Pięknie też przez kamikadze skomentowane jest Oświadczenia Stowarzyszenia:


kamikaze_pkow1 27.10.05, 12:02 zarchiwizowany
rzeczniku prosze o prosta definicje slowa "pomowienie" jaka stosujesz. To jest
WOLNE forum dyskusyjne i kazdy ma prawo wyrazac swoje opinie (aczkolwiek tu
racja w granicach zdrowego rozsadku). Tylko ze gdzie wedlug ciebie jest ta
granica ? co jest wolnoscia a co pomowieniem? Nie wydaje mi sie zeby wszystkie
wymienione przez ciebie rzeczniku osoby zostaly obrazone, pomowione, ponizone. A
moze byla to po prostu krytyka ich zachowania, dzialanosci itd. ?

Może. Ja ze swojej strony prowadzę krytykę destrukcyjną od pewnego czasu, ponieważ – kiedy prowadziłam konstruktywną – zostałam zwolniona z pracy z rażącym naruszeniem prawa, co w języku vinci2 jest po prostu wyleceniem z roboty.


Ponieważ wypowiedzi zarówno vinci2, jak i kamikaze są perłami w swoim rodzaju, jest ich więcej w rozdziale: „Wielki Językoznawca”.
 
 

WIELKI JĘZYKOZNAWCA

Podsumowanie nie jest dostępne. Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.