piątek, 16 stycznia 2015

PROSZĘ BARDZO

26


TERLIKOWSKI MI MÓWI, ŻE ZWIERZĘTA NIE IDĄ DO RAJU.

Nie wiem, skąd niedouczony Terlikowski ma taką wiedzę, bowiem sprawdzić prawdziwość swoich twierdzeń w tej kwestii można tylko raz i to - bez możliwości powiadomienia o wynikach.

Zwierzęta nie mają praw, mówi Terlikowski. "Bo nie mają obowiązków, bo nikt ich z obowiązków nie może rozliczyć" -  twierdzi guru. Nie można ukarać zwierzęcia za niedopełnienie obowiązków. I tak dalej, i tym podobne.


Patrząc na tę zadowoloną z siebie facjatę, doświadczam z tyłu głowy wizerunku najwybitniejszego Polaka ostatnich czasów, który rzekł był:

(mniej-więcej, z pamięci):

"Dopóki nie zobaczyłem, czym jest internet, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu głupich ludzi".

czwartek, 8 stycznia 2015

PIOTKÓW TRYBUNALSKI, ŚRODKOWA POLSKA





ePiotrkow
Utworzono: środa, 07 stycznia 2015
lupa5523 kom84
Grzegorz Adamczyk nowym doradcą prezydenta Piotrkowa
Grzegorz Adamczyk z SLD (do niedawna wicestarosta powiatu piotrkowskiego) został dzisiaj (7 stycznia) nowym doradcą prezydenta Piotrkowa Krzysztofa Chojniaka.
p
fot. as
W czym będzie doradzał prezydentowi? – Myślę, że moje 16 lat pracy w samorządzie na pewno się przyda prezydentowi. A w czym będę doradzał? Do końca nie wiem. Prawdopodobnie będzie to budżet obywatelski, współpraca z samorządami. Jakie inne zadania zostaną mi przypisane, to zależy od pana prezydenta, bo zakresu obowiązków jeszcze nie mam. Rozmawialiśmy o wielu sprawach, ale decyzja należy do pana prezydenta – mówi Grzegorz Adamczyk. – Pełniłem różne funkcje i pracowałem nad różnymi zadaniami w Starostwie Powiatowym, więc myślę, że dam sobie radę z każdymi obowiązkami – dodaje.
Póki co o wynagrodzeniu nowego doradcy nic nie wiadomo. Można jednak przypuszczać, że powołanie nowego doradcy, to konsekwencja umowy koalicyjnej, jaką radni Sojuszu Lewicy Demokratycznej zawarli z ugrupowaniem prezydenckim.



Myślę, że, aby dobrze sprawować urząd, jakikolwiek, a zwłaszcza urząd prezydenta miasta, należy być spokojnym i zaopatrzonym w dobre doradztwo.



W moim mieście był już powołany jakiś taki, co nie pozwalał się fotografować. Dziennikarze czyhali na niego na schodach – i nijak nie wydało. Jakiś tajny doradca do tajnych posunięć...







Skoro biedny człowiek, a nad biedą zawsze należy się pochylić, nie wie, w czym doradzać, to mam parę pomysłów:



- Doradzić, jak go przygiąć rano, co by w muszelkię trafić, a co za tym idzie – żona nie będzie wrzeszczeć.







- Nie wąchać skarpetek, kiedy się ma katar; na wszelki wypadek założyć świeże.



- Nie zakładać, że bączek będzie cichy.



- Powołać doradcę do sprawy: „Kogo powołać na doradcę?”



I na ostatek najważniejsze: „Przecież ja, kurwa, nie potrzebuję żadnych doradców; w dupie mam zagospodarowanie przestrzenne i inne oczyszczalnie. Sam wiem, co mam robić, do kurwy nędzy. Tę szwagierkę z całą rodziną na Sybir poślę. Już mnie naciskają, że podobno tworzę sztuczne stanowiska. Co to za stanowisko? Za dwa i pół? Gówno, nie stanowisko, ale plebs się czepiać zaczyna. Dosyć tych nacisków. Kaczor ma rację, trzeba się stać rzetelnym, prawdziwym Piłsudskim Piotrkowa.”







Tak sobie myślę niepolitycznie, że danie prawa do głosowania kobietom, to była, swojego czasu, zbyt wielka cena za wygraną w wyborach.



Mądrej kobiety mąż ZAWSZE posłucha. Głupia powinna znać swoje miejsce.



Bo, tak oto urodził się Rydzyk i cała chwała jego. Zastępy kobiet, które mówią: „Mój Krzysiu”. Nie chce mi się rymów do tego tworzyć.









Kiedy przemierzaliśmy z Kubą Starą Belzacką, zwłaszcza, kiedy było pod wiatr, rymowałam sobie: Kuba-zguba; Kuba- śruba; Kuba- buba; Kuba- tuba... Wszystkie litery alfabetu.



Kuba się uśmiechał, ale – w taki sposób, że nie ma kobiety na świecie, która nie chciałaby zobaczyć takiego uśmiechu.



Kiedy umierał i próbowałam rozmawiać z Nim o wadzach miasta, mawiał: „Weź, zostaw to na razie. Przyszedł, to i pójdzie...”.



Tyle cierpienia i tyle biedy. A z drugiej strony – wypasiony Włodarczyk, który spowodował  oskarżenie i skazanie Kuby. Pójdziesz za to do piekła, Włodarczyk Zbigniewie. Do piekła.



Dzisiaj znowu siódmy. Dziewiąty siódmy miesiąca. 

Nie wiedziałam, że można tyle czasu przebyć bez widzenia Ciebie. A jednak żyję. 

Nie chodzę już na cmentarz i nie będę. Tam Ciebie nie ma. Jest gustowna, ładna płyta, w którą wkomponowano Twoją fotografię, kiedy miałeś, mniej - więcej dziewiętnaście lat. 

Wyglądasz na tej pośmiertnej fotografii, jak skończona lebiega, żałosny kundel. A przecież, wcale taki nie byłeś. 

Mam Twoje zdjęcia  ostatnie. Myślę, że  osoby fundujące pomnik, także je mają. 



Kubunio, nigdy Cię nie zapomnę i nigdy nie przestanę Cię kochać. Dałeś mi coś, czego ludzie daremnie szukają latami. I - wzajemne: Kiedy mówiłeś: "Czuję się kochany", to było tak, jak gdyby wylał się na nas kocioł z letnim krochmalem. 
Byliśmy otuleni sobą , z naszymi lękami i pytaniami.

Wiedzieliśmy, jak odczytuje nas otoczenie i nie było jak powiedzieć, jak silny jest nasz związek. 

16.02.2012.  Kuba pisze, między innymi:


Jeżeli moja Rodzina postanowi postawić jakąkolwiek płytę nagrobną, nie może się na niej znaleźć żaden symbol mający coś wspólnego z judeochrześcijańską religią. Możliwe są tylko znaki runiczne, które w odpowiednim czasie przedstawię mojej Partnerce i mojej Rodzinie.



I właśnie dlatego, Kuba, nie chodzę już do Ciebie na smętarz i chodzić nie będę. Nie pierwszy raz widzę, kiedy ktoś SOBIE postawił pomnik....


poniedziałek, 5 stycznia 2015

MOJA SZKOŁA, CIĄG DALSZY...

To piękne zwierzątko , to chipmunk. Amerykańska wiewiórka: odważna, sprytna, czasami złośliwa. Podglądanie jej zwyczajów, zabawnych i zaskakujących, dało rezultat w postaci filmików, gdzie bohaterami są Chip & Dale.

Ta para śmiało sobie poczyna i zawsze daje w kość temu, kogo spotka. Nierzadko Kaczorowi Donaldowi. Imiona wiewiórek prawdopodobnie wynikły ze skojarzenia pierwszej sylaby nazwy zwierzęcia i dodania drugiej, która się skojarzyła, właśnie. Zresztą, samo słowo "chippendales" rzadko bywa łączone ze stylem w sztuce użytkowej; częściej z nazwą męskich zespołów, działających ku pocieszeniu damskich serc i ciał: https://www.google.pl/search?q=chippendales&tbm=isch&


Kaczora Donalda pozostawiam bez specjalnego komentarza: wieczny looser, bo też i jego postępowania nie warto naśladować... Co my mamy po prawej? GAPCIA MAMY! „Ja umiem tańczyć i tupać też i często w tańcu brykam, ale dzisiaj myłem nogi i może przez to się potykam...” Cudowna baśń z rewelacyjnym przedwojennym dubbingiem polskim... Tyle, że nie polska.

W oddali na spacer idą: pan (sic!) mysz Mickey i jego partnerka. Z góry patrzy na to wszystko zdziwiony osiołek. Może chociaż on jest europejski?

W to wszystko wkomponowany obraz mojej Almae Matris. Całe obramowanie budynku mojej szkoły jest amerykańskie. Czy moja szkoła stała się już filią amerykańskiego prymitywizmu i takiejże głupoty? Przecież szkoła, a raczej jej władca łaskawy i bezkarny, jest dofinansowywana z Unii Europejskiej, której, jak wiadomo, raczej nie po drodze z krajem, w którym za zabytek mają dom z 1910 roku? To już baśni ze „Starego Kontynentu” nie ma?! Nawet i polskich?

Tak pięknie i bezprawnie się pan Gumulec wpasował na moje miejsce, to niech się wykaże... Ja bym tam opowiedziała panu Włodarczykowi baśń o złotej kaczce, na przykład. Albo pani Kowalska? Może niech Pan Gumulec opowie dyrektorowi parę baśni niemieckich, szwedzkich, duńskich, francuskich, a może nawet i polskich? Dziwne to wszystko, zważywszy wysoki stopień religijności pana derechtora: blisko 52% ludności Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej to PROTESTANCI. A jedynie niecałe 24% to katolicy. Że nie wypada wspominać o żydach, mormonach, buddystach i innych dewiantach... Ale – kogo to obchodzi? Grunt, żeby kasa szła. Ale – uważaj pan, panie W., który zniszczyłeś życie mnie i mojemu, już całkiem nieżywemu, Partnerowi: wyrok jest jedynie odroczony. I nie ja go wydam.

Mam głęboką nadzieję, ze uczniowie szkoły wiedzą wszystko o wszystkich elementach loga ich uczelni, to oczywiste, przecież. Ta szkoła już raz została zbeszczeszczona: kiedy miesiącami opatrzona była tablicą: "Platter" i nikt nie kwapił się tego zmienić. Dlaczego? Wszystko to dlatego, że szkołami w tym mieście zajmują się osobnicy, którzy traktują je, jak znakomitą synekurę; źródło niepohamowanych dochodów, z racji remontów, na przykład; placów zabaw, okablowania, nowych technologii; którzy pojęcia bladego nie mają o patriotyzmie, o wielkiej polityce, o historycznych zależnościach, o podstawowej przyzwoitości, chociaż.

I nikt, kompletnie nikt nad tym nie panuje.

czwartek, 1 stycznia 2015

NA NOWY ROK




Możemy się zżymać na Los; na niewiasty, na mężczyzn, którymi nas obdarował, czy też – doświadczył.

Możemy się kłócić z Losem o złote bogactwa, jakie niesłusznie rozdzielił.

Możemy kląć lustro, do którego szczerzymy w samotności pożółkłe i spróchniałe zęby: „Kurwa, kurwa...”...

Możemy serdecznie nienawidzić wrogów i nie ufać przyjaciołom.

Możemy przed zaśnięciem marzyć o książętach i księżniczkach; o tym, jak je tajfun jasny z nieba trafia.

Możemy także przed zaśnięciem marzyć o tym, jak to nas, szarą mysz, odkrywa książę  i prowadzi, a najlepiej – wnosi na rękach – do swojego cudnego pałacu. Który, dziwnym trafem, wygląda tak, jak w naszych  marzeniach.

Możemy także w zezłoszczonym umyśle tworzyć tortury, jakim poddamy naszych wrogów.

Możemy sadzić kwiaty w ogrodach; gotować najwymyślniejsze potrawy na przyjęcie królewskiej pary...



Wszystko to jest słuszne i możliwe pod jednym warunkiem: żyjemy. Jesteśmy żywi. Nie tężeje nam martwe ciało. I źrenice nie mętnieją z sekundy na sekundę. Mózg żyje.




To są moje noworoczne życzenia dla wszystkich, nawet tych, którzy mnie nie lubią: zróbcie wszystko, żeby Wasz mózg żył.

Dobrego roku.