Myśle se tak: „Przecie jo derechtor, kto mnie pockoczy? Czysta
dzieci, rodzice, dziadki, jak nic mam mandat, kryty jezdem. A tobie, Krzychu,
krzywdy nie dom zrobić, nie boj, o remoncie nic nie wim. Każdy zagosuje.
Se do solki pójde, opalem sie, że haja, fala na wosach fryzjer, ten, co
wiesz, zrobi; rurki wdzieje, kto mnie pockoczy?
sobota, 5 września 2015
piątek, 4 września 2015
KUKIZ
I, niestety.
Ogromnym szacunkiem i
podziwem zaczęłam darzyć Pawła Kukiza po obejrzeniu filmu: "Girl
Guide". Film, jak film, ale: KUKIZ!
Muzyka, jak muzyka; ktoś, kto na co dzień słucha innej,
rzadko się wypowiada na temat Kukiza. Ale - nie drażniło ucha, a i tekstów dało
się słuchać.
W każdym ujęciu osoby było zauważalne niesłychane napięcie.
Każda fotografia Kukiza potwierdzała to napięcie.
Człowiek nie radził sobie z rzeczywistością; za co,
najprawdopodobniej, należy mu się szacunek.
Wiadomo ogólnie, co
robi człowiek, który nie radzi sobie z rzeczywistością. Szuka remedium.
Najprostsze remedium sprzedają za rogiem. Cena, jaką się płaci za użycie tego lekarstwa
jest niewyobrażalnie wielka. Ale – o tym nie wie ten, który zaczyna je
stosować. Dowiaduje się o tym po latach, w męczarniach, bez pewności, czy wróci
do żywych.
Po drodze pojawia się bezsenność.
Wyobraź sobie, Człowieku, że wczoraj umarła Ci Matka.
Zasnąłeś ze zmęczenia, ale przepotworna zmora obudziła Cię po trzech godzinach.
Obudziłeś się ze świadomością, co się stało. Wszystko się wali, nie ma jutra. Wiesz,
że musisz odpocząć jakoś, bo za kilka godzin czeka Cię gehenna urzędowa.
Bierzesz proszek na sen. Śpisz snem bez snów i budzisz się
jakoś tam wypoczęty. Podejmujesz walkę z dniem.
Z kretyństwami przepisów, z panienkami o fosforyzujących
paznokciach, z kolegą, który Ci „współczuje”; musisz przytulić żonę i dzieci...
Teściowa...
Seta, tylko seta może Cię uratować. Po dwóch godzinach –
następna seta. I jeszcze. Nareszcie wiesz, co i jak pozbierać do kupy. Wiesz
już nawet, jak wrócić do roboty. W tym stanie – wiesz wszystko.
I nadchodzi wieczór. Rodzina, jak trzeba, normalnie, sposobi
się do snu. Ty to widzisz, Ty wiesz, że to „normalne’, ale jest to poza Tobą. Miotasz
się i już wiesz, co będzie. Bierzesz proszek na sen.
Żona Ci wybaczy Twoje poty nocne; najwyżej zmieni pościel. Ale
- jak Ją przekonać, że to był ostatni raz? Przecież Ty sam nie wiesz. Bardzo
byś chciał. Wiele byś dał. Na rany Chrystusa przysięgniesz. Chrystus to akurat tyle
zniósł, że i Twoje przysięgi zniesie.
Pawle Kukizie. Masz rozpierdolony układ nerwowy i w Twojej
sytuacji różne wszy będą żerować Na Tobie.
niedziela, 30 sierpnia 2015
http://wojciechsadurski.natemat.pl/152375,cyniczna-manipulacja-prezydenta-dudy
JAK W TEMACIE:
http://wojciechsadurski.natemat.pl/152375,cyniczna-manipulacja-prezydenta-dudy
Cyniczna manipulacja Prezydenta Dudy
7
dni temu
W wyborach sejmowych i senackich nie ma tzw, „kworum” – czyli minimalnej liczby wyborców, która zapewnia ważność wyborom. Jeśli zagłosuje w skali kraju 1000 osób – wybory będą ważne. Ale w referendum, wiążący charakter wyniku zależy od kworum: musi w nim wziąć udział minimum 50 procent uprawnionych do głosowania. To strasznie dużo i udaje się osiasgnąć bardzo rzadko – np. w historycznym referendum na temat akcesji do UE.
Ale jest metoda na podbicie tej proporcji uczestników referendum – połączyć je z wyborami. Powie ktoś: no przecież obywatele mogą iść do wyborow ale odmowić wzięcia udziału w referendum. Już tłumaczę.
Jak sprawdzić owo kworum referendalne, jeśli referendum połączone jest z wyborami.?W referendum „wolno stojącym” sprawa jest jasna: liczy się ilość osób które przyszły do lokalu wyborczego, gdzie przeprowadzane jest głosowanie w referendum. Ale jeśli referendum połączone jest z wyborami? Już chyba widzą Państwo na czym polega manipulacja, ale wyjaśniam dalej:
Najbardziej rzetelną metodą sprawdzenia liczby glosujących w referendum jest obliczenie liczby wydanych kart referendalnych. Tak właśnie powiedziała w piątek pani z PKW: gdy wyborca weźmie kartę referendalną, w tym momencie wziął w udział w referendum i nabija liczbę uczestniczących.
Przychodzi zatem Kowalski do lokalu wyborczego. Kowalski nie jest prawnikiem, ale wprost przeciwnie, ma jakis uczciwy zawod. Chce wziąć udział tylko w wyborach, ale nie zna się na wszystkich niuansach prawnych. Pani za stolikiem, przykrytym zielonym suknem, daje mu trzy karty: Sejm, Senat i referendum. W momencie, gdy Kowalski wziął wszystkie trzy, staje się jednym z biorących udział w referendum. Nawet jeśli potem przekreśli pytanie, odda kartę pustą albo wpisze brzydkie słowo- dokłada się do interesu Dudy i Kaczyńskiego, gdyż przyczynia się do prawdopodobieństwa, że wynik będzie ważny. A ponieważ świadomie wezmą w nim udział głównie sympatycy PiSu, szansa jest, że spośród odpowiadających na pytania, większość odpowie tak, jak PiS wzywa. A nawet ci, którzy są przeciwni, pomogą PiS-owcom w momencie, gdy wezmą kartę.
Kowalski, by nie wpaść w taką pułapkę, zastawioną na niego przez Prezydenta Dudę i Prezesa Kaczyńskiego, musi z góry odmówić wzięcia karty referendalnej. Ale by to zrobić, musi znać się na różnicy miedzy procedurą wyborczą a referendalną. Ale nawet jeśli się zna, może uważa, że jest niegrzecznie nie wziąć trzech kart, które miła pani z komisji mu wręcza.. Albo – i tu jest najważniejszy problem – nie chce odmówić wzięcia karty, gdyż w ten sposób automatycznie dokumentuje on swą niechęć względem referendum. To zostaje odnotowane – Kowalski odmówił przyjęcia karty referendalnej (o tym, że tak będzie, zapewnila już Pani z PKW) – i w ten sposób znalazł się na liście wyborców, niechętnym PiS-owskiemu referendum. Jak to ma się do tajności udziału w referendum?
W ogóle się nie ma. Stworzona zostaje baza danych z nazwiskami ludzi, nie lubiących PiS i Andrzeja Dudy. Ja akurat nie mam nic przeciwko temu, by moje nazwisko figurowało na takiej liście, nawet możliwie wysoko. Ale Kowalski może i ma prawo tego nie chcieć. Jak widać, chytre połączenie PiS-owskiego referendum z wyborami powszechnymi jest cyniczną zagrywką, która każe obywatelom albo przyczynić się do ważności referendum, albo zadeklarować urzędowo swoje sympatie polityczne. Spryciarza mamy za Prezydenta.
sobota, 29 sierpnia 2015
NIE DA SIĘ
Telefon mi dzwoni, że się nie da otworzyć. A, tam, się nie da.
Kopiujesz adres. Od początku: zaznaczasz cały adres. To znaczy: wciskasz lewy przycisk myszy (wiesz, co to mysz, prawda?) i jedziesz po tekście tak długo, aż cały zmieni kolor. Ani grama więcej.
Następnie wciskasz prawy przycisk myszy. Odczytujesz napis w bloku: "kopiuj". Lewym przyciskiem myszy dokonujesz zadania. To znaczy: przyciskasz lewy przycisk myszy. Od tej chwili w, załóżmy, myszy, jest zapamiętane to, co skopiowałeś, czyli adres. Adres to jest to, czego szukasz. Nie bój się i nie wykonuj żadnych pospiesznych ruchów. Możesz stracić to, co właśnie uzyskałeś.
U samej góry ekranu Twojego komputera jest jakiś bałagan. Spróbuj ten bałagan zrozumieć. Może to zająć chwilę, nie denerwuj się.
Ponad wszystko pamiętaj: komputer można zepsuć jedynie za pomocą siekiery. W każdym razie - na tym etapie.
Huston, mamy problem. Nie wiem, czego używasz. Wiesz, ludzie używają różnych kosmetyków, przypraw do jedzenia... Nie wiem, której przeglądarki używasz i jaki jest w związku z tym TWARZ. Czyli - jak to wygląda.
Zakładam, że na samej górze jest taki pasek, on ma tekst. Ten tekst zaczyna się od liter: https//www
dalej są inne rzeczy. Nie zwracaj na to uwagi. Na wszystko przyjdzie czas.
Najedź myszą na ten pasek, nie odczuwaj lęku. Wciśnij prawy przycisk myszy. Coś się stanie z kolorami, ale nie zwracaj na to uwagi. Przyciśnij lewym przyciskiem myszy tam, gdzie jest napisane: "wklej".
Dalej powinno się potoczyć samo, ale, jeżeli tak nie jest, przyciśnij największy przycisk na klawiaturze. On ma na imię: "Enter".
Dziękuję za uwagę. Jeżeli popełniłam jakiś błąd, niech świadczy on na moją korzyść.
Kopiujesz adres. Od początku: zaznaczasz cały adres. To znaczy: wciskasz lewy przycisk myszy (wiesz, co to mysz, prawda?) i jedziesz po tekście tak długo, aż cały zmieni kolor. Ani grama więcej.
Następnie wciskasz prawy przycisk myszy. Odczytujesz napis w bloku: "kopiuj". Lewym przyciskiem myszy dokonujesz zadania. To znaczy: przyciskasz lewy przycisk myszy. Od tej chwili w, załóżmy, myszy, jest zapamiętane to, co skopiowałeś, czyli adres. Adres to jest to, czego szukasz. Nie bój się i nie wykonuj żadnych pospiesznych ruchów. Możesz stracić to, co właśnie uzyskałeś.
U samej góry ekranu Twojego komputera jest jakiś bałagan. Spróbuj ten bałagan zrozumieć. Może to zająć chwilę, nie denerwuj się.
Ponad wszystko pamiętaj: komputer można zepsuć jedynie za pomocą siekiery. W każdym razie - na tym etapie.
Huston, mamy problem. Nie wiem, czego używasz. Wiesz, ludzie używają różnych kosmetyków, przypraw do jedzenia... Nie wiem, której przeglądarki używasz i jaki jest w związku z tym TWARZ. Czyli - jak to wygląda.
Zakładam, że na samej górze jest taki pasek, on ma tekst. Ten tekst zaczyna się od liter: https//www
dalej są inne rzeczy. Nie zwracaj na to uwagi. Na wszystko przyjdzie czas.
Najedź myszą na ten pasek, nie odczuwaj lęku. Wciśnij prawy przycisk myszy. Coś się stanie z kolorami, ale nie zwracaj na to uwagi. Przyciśnij lewym przyciskiem myszy tam, gdzie jest napisane: "wklej".
Dalej powinno się potoczyć samo, ale, jeżeli tak nie jest, przyciśnij największy przycisk na klawiaturze. On ma na imię: "Enter".
Dziękuję za uwagę. Jeżeli popełniłam jakiś błąd, niech świadczy on na moją korzyść.
http://wojciechsadurski.natemat.pl/152375,cyniczna-manipulacja-prezydenta-dudy
Od tej chwili, co jakiś czas, będę przypominać.
piątek, 28 sierpnia 2015
NO I PATRZ PAN
No i patrz pan, nawet pod Kukiza się nie udało podwiązać. Pod
człowieka chorego na tę samą chorobę, którąś mi pan po sądach wytykał. Wbrew
prawu, zresztą.
To musi boleć. Kastracja na żywca mniej bolesna jest, chyba.
Co ja plotę znowu: żeby kogoś wykastrować, ten ktoś musiałby najpierw mieć
jaja. Czyż nie?
Za każdą łzę wylaną przez pana, za każdą, przyjdzie
rachunek. „Bo tak już jest świat urządzony”, jak zwykł mawiać Jakub Wojnarski. Nie
musi to być strata materialna, o, nie.
Wiesz pan, co? Włóczyłeś ze śmiechem po sądach
najłagodniejsze stworzenie pod słońcem. Gdyby Balrog był inny, w pięć minut
skrzyknąłby chłopaków z Polski i dziś byłbyś pan bez oczu i bez rąk. Sprawę by szybko
umorzono z powodu niewykrycia sprawców. My z Kubą bylibyśmy w tym czasie
oczywiście u Ciotki z Kalisza.
Za każdą łzę, za każde złodziejstwo, które ograniczało
możliwości finansowe leczenia Kuby, przyjdzie faktura. Vat-em będzie pogarda.
niedziela, 9 sierpnia 2015
O ADOPCJI DZIECI PRZEZ PARY JEDNOPŁCIOWE
Nie mam telewizji, więc żyję sobie spokojnie. Ale czasem na
FB pokazują na przykład senatorów, to bodajże jest izba wyższa parlamentu w
moim kraju? I ci senatorowie coś mówią. Ostatnio jakoś o termometrze do
mierzenia płci. Bardzo mi się temat spodobał, bo czasami nie wiem, kim jestem. Na
ogół kobietą i bardzo łagodną. A zaraz potem czytam wiadomości i budzi się we
mnie Hitler i mam ochotę wybić pewien gatunek ludzi do nogi. Bestia. Tak,
trzeba skonstruować przedtem termometr do badania człowieczeństwa. Koniecznie.
Już kiedyś o tym mówiłam, ale mam poczucie obywatelskiego
obowiązku:
wiem, że muszę to dokładniej wytłumaczyć, bo beton przebić
jest trudno bez odpowiednich narzędzi. Dawno już straciłam wiarę w to, że takim
narzędziem jest mózg.
Zatem:
Dwie panie mają prościej: jedna z nich zachodzi w ciążę.
Jeżeli się brzydzi mężczyzn – robi sobie in vitro albo łyżeczką od herbaty.
Koniec. Kropka. Nikt jej dziecka nie odbierze ani nie zabroni mieszkać z
przyjaciółką. Wiem, że panowie z tak zwanego senatu bardzo by chcieli móc to
kontrolować, ale – niestety...
Mężczyźni mają dłuższą drogę, ale równie prostą: Jeden z
nich się fikcyjnie żeni. Żona zachodzi w ciążę i rodzi dziecko. W prawie uznaje
się, że dziecko urodzone podczas trwania małżeństwa, pochodzi z tego
małżeństwa. Z dosyć dużym marginesem czasowym, zresztą, co dodatkowo ułatwia sprawę. Na litość, nie muszę senatorom tłumaczyć, dlaczego?
Wyrodna matka zrzeka się praw i idzie w długą. Nikt nie
zabierze przykładnemu ojcu dziecka, tym bardziej, że nie istnieje żadna
teściowa, jak to miało miejsce w filmie „Tato”. A jeżeli ktoś spróbuje je zabrać,
to jeszcze są Instytucje poza granicami naszego zgetciałego kraju, które się
tym zajmą.
Następnie ojciec zamieszkuje z przyjacielem. To chyba
jeszcze nie jest prawnie zabronione? Czynsze i opłaty są tak wysokie, że mieć
lokatora, który się dokłada, to szczęście. Na całym świecie tak jest. No, nie
wiem, jak to wygląda w Korei Północnej.
Jedynym wyjściem jest zastosowanie właśnie systemu Korei
Północnej. To się panom senatorom śni?
Pewne rzeczy należy pozostawić samym sobie; czas i zmiany,
które zachodzą wbrew naszym oczekiwaniom i wbrew naszej woli, załatwią sprawę.
Po prostu. Środowiska, tak zwane mniejszościowe, pragną sprawę uregulować
prawnie. Nie da się, no po prostu się nie da.
Weź se pan senator, jeden z drugim i przeczytaj książkę pod
tytułem: „Świat według Garpa” Johna Irvinga. Tam jest prawie wszystko o życiu.
Co ja plotę; znowu mnie idealizm poniósł. Założyłam
bezpodstawnie, że każdy człowiek ma mózg: żeby coś przeczytać, trzeba mieć mózg. Może zresztą każdy ma, ale
nieodmiennie zadziwia mnie to, że niektórzy bardzo skrzętnie tę posesję
ukrywają.
Subskrybuj:
Posty (Atom)