niedziela, 4 listopada 2012

O AKTACH OSOBOWYCH PRACOWNIKA SP8

DZIWNE LOSY MOICH AKT OSOBOWYCH


                       
 
Tu po raz pierwszy chyba -  moje akta osobowe są niedostępne organowi kontroli.
 
Nie ma moich akt osobowych przez cały czas trwania spraw sądowych o sprostowanie mojego świadectwa pracy. Rozprawy są odraczane, trwają przepychanki między Wydziałami w Sądzie.
Nie ma moich akt ani w toku sprawy IV P 193/10, ani IV P 269/10.
 
W dniu 16 czerwca 2010r. wystąpiłam do Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim o nakazanie spełnienia podstawowego świadczenia Pracodawcy: wydania mi świadectwa pracy wolnego od błędów.
 
Na posiedzeniu Sądu w dniu 29 czerwca 2011r. Sąd zobowiązał stronę pozwaną do złożenia moich akt osobowych w sądzie. Dyrektor Szkoły nie wywiązał się z obowiązku dostarczenia dowodów ani nie wytłumaczył się z tego. W moim odczuciu powaga sądu doznała ujmy.
 
Gdyby nie postawa pozwanego, Z. Włodarczyka, Sąd dawno rozstrzygnąłby spór, ponieważ trudno moją sprawę nazwać zawiłą. Dotyczy ona nakazania sporządzenia i wydania pracownikowi świadectwa pracy wolnego do błędów.
 
Normalnie, to się chyba odbywa tak: pracodawca bierze akta osobowe, otwiera w przedziałce, gdzie jest przebieg pracy pracownika, odnajduje umowy i wklepuje treść w druk świadectwa. Czy ja się mylę, panie Włodarczyk? Następnie daje się to pracownikowi do łapy albo wysyła poleconym za potwierdzeniem odbioru i idzie z kumplami na piwo. TAK, CZY NIE? może jeszcze łyżeczkę chrzanu? Jężeli ktoś lubi?
 
Nie ma w moich aktach osobowych umowy, że jestem zatrudniona jako wychowawca świetlicy 26/26h. Nie ma. Z. Włodarczyk ma cztery wyjścia:
 
1.      Zjeść moje akta osobowe.
2.      Dokonać ich zniszczenia, na przykład poprzez podpalenie szkoły (ta szkoła już to przeżyła w podobnych okolicznościach: chodziło o zniszczenie dowodów winy).
3.      Sfałszować mój podpis.
4.      Przyznać się.
 
Przy której opcji się Państwo zaśmiali?
 
Oprócz poświadczenia nieprawdy przez funkcjonariusza publicznego, mamy tutaj jeszcze supeł: niesprostowanie świadectwa pracy uniemożliwia Sądowi rozpatrzenie apelacji, sygn. akt: V Pa 15/10 w sprawie o przywrócenie do pracy. Włodarczyk działa celowo; utrudnia pracę wymiarowi sprawiedliwości.
Co na to niezawisły sąd?
 
          
Jeden rok i pięć miesięcy. Zaczyna już artykułować pierwsze słowa trzysylabowe.
 
W dniu 16 czerwca 2010r. wystąpiłam do Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim o nakazanie spełnienia podstawowego świadczenia Pracodawcy: wydania mi świadectwa pracy wolnego od błędów.
Do dnia dzisiejszego żądanie moje nie zostało spełnione.
 
Interesy: mój i Pracodawcy są przeciwstawne: ja domagam się potwierdzenia stanu faktycznego, zaś Pracodawca stanu tego potwierdzić nie chce i w tym celu ukrywa dokumenty i dowody, od których zależy ustalenie stanu faktycznego, co pozwoliłoby Sądowi rozstrzygnąć sprawę bez nieuzasadnionej zwłoki.
 
Mój wniosek o sprostowanie świadectwa pracy jest rozpatrywany przez Sąd Rejonowy po raz drugi; poprzednio toczyły się rozprawy w sprawie sygn. akt: IV P 193/10. Podczas rozprawy w dniu 2 listopada, zgłosiłam Sądowi wniosek o zobowiązanie dyrektora szkoły do złożenia w Sądzie  umowy o pracę, w oparciu o którą byłam rzekomo zatrudniona jako wychowawca świetlicy szkolnej 26/26h. i dołączenie jej do akt sprawy.
 
Po pięciominutowej przerwie, zarządzonej przez Przewodniczącego, Sąd oddalił mój wniosek bez podania przyczyn. I podczas tej samej rozprawy Sąd oddalił powództwo.
 
Po odrzuceniu mojego wniosku o sprostowanie drugiego świadectwa pracy – sygn. akt: 269/10 oraz uwzględnieniu mojego zażalenia  na postanowienie Sądu, sprawa powróciła do Sądu Rejonowego.
 
Na posiedzeniu Sądu w dniu 29 czerwca 2011r. Sąd zobowiązał stronę pozwaną do złożenia moich akt osobowych w sądzie. Dyrektor Szkoły nie wywiązał się z obowiązku dostarczenia dowodów ani nie wytłumaczył się z tego. W moim odczuciu powaga sądu doznała ujmy.
 
Nie istnieje żadna obiektywna przyczyna, dla której Sąd nie może zapoznać się moimi aktami osobowymi.
 
Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 8, Z. Włodarczyk celowo doprowadza do powstania nieuzasadnionej zwłoki w postępowaniu sądowym. Gdyby nie postawa pozwanego, Sąd dawno rozstrzygnąłby spór, ponieważ trudno moją sprawę nazwać zawiłą. Dotyczy ona nakazania sporządzenia i wydania pracownikowi świadectwa pracy wolnego do błędów.
 
Wyrok Sądu, na który powołuje się Z. Włodarczyk uprawomocnił się 11. stycznia 2011 roku.
 
Z. Włodarczyk bezprawnie zwolnił mnie 23. maja 2010 roku.
 
21. października 1011r. Sąd nakazał sprostowanie świadectwa pracy. Ale sobie jeszcze na nie poczekam, bo chcę przeczytać wyrok i jego uzasadnienie.
 
Kilka słów o sposobie prowadzenia moich akt osobowych.
 
 
Przede wszystkim – moje akta osobowe mogłam zobaczyć dopiero w sądzie, przed sprawą z 21. października 2011r., kiedy szkoła raczyła je wreszcie Sądowi udostępnić. Co ja tam widzę?
 
Przede wszystkim nie istnieje część C. Dokumenty związane ze zwolnieniem mnie są umieszczone w żółtym segregatorze, dołączonym do akt. Bez jakiegokolwiek porządku chronologicznego. Bez numeracji. Bez wykazu dokumentów. Wykaz dokumentów kończy się na numerze 214 i jest to pismo: „Stanowisko pracodawcy po rozpatrzeniu sprzeciwu...” z dnia 19. października 2009 roku. Nie, nie pomyliłam się w dacie.
 
Przede wszystkim brak karty 186. Brak karty 189. Po numerze 185 numery są poprawiane korektorem. Co na to PIP?
Przypominam, że moje akta osobowe w opisanym stanie widział Sąd...
Ponadto we wspomnianym żółtym czymś znajduje się kserokopia mojego zwolnienia lekarskiego od 2.06.2010r. do 25.06.2010r. Jest tam pieczątka z datą wpływu: 07.06.2010r. Jakimż to się cudem stało, skoro tego dnia miała miejsce osławiona awantura o to, że sekretariat nie przyjął mojego zwolnienia, które później wysłałam pocztą i które do mnie pocztą wróciło...
 
Przepisy dotyczące zasad związanych z prowadzeniem akt osobowych pracowniczych zawiera rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 28 maja 1996 r. w sprawie zakresu prowadzenia przez pracodawców dokumentacji w sprawach związanych ze stosunkiem pracy oraz sposobu prowadzenia akt osobowych pracownika (Dz. U. Nr 62, poz. 286 z późn. zm.). Zgodnie z § 6 ust. 3 rozporządzenia dokumenty znajdujące się w poszczególnych częściach akt osobowych powinny być ułożone w porządku chronologicznym oraz ponumerowane; każda z tych części powinna zawierać pełny wykaz znajdujących się w nich dokumentów.
 
Czy będę oskarżona i skazana za to, że nazwę ten stan rzeczy „burdelem”, czy raczej powinnam powiedzieć, że jest to „dom publiczny”? A może „agencja towarzyska”?

NA BRUK I ŚWIADECTWO PRACY


NA BRUK I ŚWIADECTWO PRACY
Działając poza wszelką kontrolą, a może i podżegany do popełnienia przestępstwa, 21. maja 2010 roku funkcjonariusz publiczny po raz kolejny przekracza swoje uprawnienia:
  
                               
 Nie chce mi się wierzyć, że żyję w getcie. A jednak.
 Otrzymuję świadectwo pracy:
  
                               
Ten dokument otrzymałam 16 czerwca 2010 roku. Pominę jego niechlujstwo, będące kolejnym wyrazem lekceważenia mnie (nakładające się okresy zatrudnienia, nie wiem, jak można podpisać taki bubel. Każdy prawnik powie, że jest to poświadczenie nieprawdy), ale ja nigdy nie byłam zatrudniona na stanowisku wychowawcy świetlicy. Poza tym – nie wiem, kiedy mnie zwolniono: 21 czy 24 maja?
 Zaczynam walczyć o sprostowanie świadectwa pracy. Biedny dyrektor nie wie, co ma sprostować. Zwracam się do Sądu o pomoc. Bez rezultatu.
W tak zwanym międzyczasie otrzymuję drugie świadectwo pracy:
                                y
Znowu poświadczenie nieprawdy. Nigdy  nie byłam zatrudniona jako wychowawca świetlicy.
 Walka w Sądzie trwa. Wreszcie 21 października 2011 roku Sędzia nakazuje dokonać sprostowania świadectwa. Nie mam jeszcze wyroku w ręku, ale coś mi się wydaje, że Sędzia wydał wyrok trochę obok. Wszystkiego się dowiem, kiedy przeczytam uzasadnienie. Wkleję je wówczas w „Ciągu dalszym”.

CD KOMISJA DYSCYPLINARNA

    

W piśmie mówię jedynie o nadużywaniu uprawnień, bo przekraczanie uprawnień to sprawa prokuratorska, nie leży w gestii Komisji.
 
W marcu telefonuję do Łodzi i dowiaduję się rzeczy strasznych: pani Hanna Miszewska–Pawlak, po konsultacji z prawnikiem, udziela mi następujących  informacji: moje pismo do Komisji Dyscyplinarnej otrzymało numer wpływu: 9856; numer sprawy to: KO.RDN/1333/22/10/BN/MK; sprawa została umorzona w Piotrkowie Trybunalskim.
 
Dotychczas byłam przekonana, że jeśli obywatel tego państwa skierował pismo do jakiegoś Urzędu, to nawet, jeśli źle je skierował, Urząd prześle obywatelowi informację typu: „Pismo zostało skierowane zgodnie z właściwościami tam i tam…” albo cokolwiek. Niestety, źle mi się wydawało.
 
Po cichu moja skarga została przesłana do Piotrkowa Trybunalskiego i umorzona przez pracownicę Delegatury w Piotrkowie Trybunalskim, panią Mirosławę Kozłowską, podległą p. M. Albinowi, zresztą. Proste?
 
Stronami w sprawie jest OP i dyrektor Włodarczyk. OP prawidłowo i w terminie powiadomiony o niezgodnych z prawem działaniach Z. Włodarczyka, jako dyrektora podległej mu placówki nie robi nic, sprawa zostaje w rodzinie. Czy ja jestem stroną w sprawie? Chyba nie, chociaż to mnie się okrada. W każdym razie – nie zasłużyłam na jakąkolwiek informację.
 
Może ktoś z Was zechce przeczytać Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 22 stycznia 1998 roku w sprawie komisji dyscyplinarnych dla nauczycieli i trybu postępowania dyscyplinarnego… Ciekawe są zwłaszcza passusy o wyłączeniu rzecznika dyscyplinarnego…
 
Właściwie to fajnie: mój pies pogryzł sąsiada. Sąsiad składa skargę. Skarga zostaje przesłana do mnie celem rozpatrzenia. Podoba mi się. Też bym chciała być sędzią we własnej sprawie…
 
43 załączniki. Wszystkie z urzędowymi pieczęciami. 43 dowody na to, że Z. Włodarczyk jest przestępcą.
 
Wszystko zamiecione pod dywan.
Prawica razem.
Prawo i sprawiedliwość.
Orwell jest nieśmiertelny.
 

                                                                SZUCHA
                                      

Ale cofnijmy się w czasie. Dnia 19 listopada 2009r., na wniosek  dyrektora Włodarczyka zostaje wszczęte postępowanie wyjaśniające przez Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli przy Wojewodzie Łódzkim:
 

               

                               

                               

                               

                               

                               

                               

                               

                               

 
 Nie wiem, co napisać...
 
W uzasadnieniu stwierdza się fakt oczywisty, że z ostatniej umowy o pracę z dn. 1 września jestem zatrudniona na stanowisku nauczyciela w wymiarze 18 godzin zajęć dydaktyczno-wychowawczych tygodniowo.
Potem, że od 1 września dyrektor „powierzył” mi prowadzenie zajęć nauczyciela wychowawcy w świetlicy szkolnej z pensum w wymiarze 26 godzin tygodniowo i że nawet mnie o tym poinformował!
Chwała!
 
Z całym szacunkiem dla rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli przy Wojewodzie Łódzkim – powierzyć to sobie pan dyrektor może samochód swojemu mechanikowi do naprawy i poinformować go o tym. A jak pan dyrektor zrobi to w niewłaściwej formie, to mu mechanik każe iść precz. I tyle.
 
Oczywiście, że złożyłam podpis pod planem pracy świetlicy, nawet go sama opracowałam i pracowałam przepisowe dwa tygodnie, czekając na reakcję władz, które były bardzo dobrze przeze mnie poinformowane o przekroczeniu uprawnień przez dyrektora Włodarczyka, co jest przestępstwem. Jasne, że pracowałam. Robiłam, co do mnie należy i jeszcze więcej. Może miałam się narazić na zarzut uchylania się od pracy? Na to czekał, ale się nie doczekał.
Po dwóch tygodniach powiedziałam: wystarczy.
 
Dyrektor „podał”, ile wynosi pensum nauczyciela świetlicy. Fajnie, tylko ja nie byłam nauczycielem świetlicy.
 
Rzecznik pisze, że wie, iż dyrektor przedstawił mi porozumienie zmieniające 21. września i zdaniem Rzecznika wszystko jest w porządku, bo nie komentuje tego faktu.
Co to znaczy, że ja samowolnie opuszczałam miejsce pracy po wykonaniu swojej roboty, do ciężkiej cholery? Miałam nocować w szkole? Pisać podanie do naczelnika Włodarczyka codziennie o pozwolenie pójścia do domu?
Czterodniowy tydzień pracy zrobił się sam, bo pracowałam po kolei, jak leci. Gdybym poucinała sobie z każdego dnia trochę, żeby zostało na piątek, zrozumiałabym, że można by było mnie wtedy zabić. Bo wiem, co to jest układanie planu w takiej szkole, jak moja. Ale wówczas uniknęłabym przynajmniej idiotycznego zarzutu, że sobie ustaliłam czterodniowy tydzień pracy.
 
Na stronie 3. Od słów: „W związku z powyższym” nie rozumiem nic.
Z jakim powyższym, przecież to się kupy nie trzyma.
Z następnym powyższym Rzecznik w końcu uprzejmie zauważa istnienie art. 18 Ustawy.
 
Dalej Rzecznik troszkę się pogubił, bo wyraźnie stwierdza, że dyrektor postąpił wbrew prawu, ale zaraz potem, ze zrobił dobrze. No to ja bardzo przepraszam.
Gdzie Pani mieszka, Pani Rzecznik? Ma Pani domek z ogródkiem? To ja sobie w nocy zastosuję taką małą samowolę budowlaną: postawię sobie altankę w Pani ogródku i sobie tam zamieszkam. Będzie zgodne z zasadami współżycia społecznego, bo ja nie mam gdzie mieszkać, a Pani ma taaaki duży ogród. A poza tym nikt mnie już nie ruszy, bo, co prawda, naruszyłam prawo, no, ale przecież już się stało...
Za rok wystąpię o pozwolenie na budowę w Pani ogródku, przyjdzie komisja, stwierdzi samowolę budowlaną, ale trudno, już się stało. I ma mnie pani na swojej mądrej główce do końca życia.
Podoba się? Hę?
 
Na stronie 4. Pani Rzecznik pisze coś o Kodeksie Pracy. No to ja mówię po raz kolejny:
 
 Art. 100.  § 1. Pracownik jest obowiązany wykonywać pracę sumiennie i starannie oraz stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę.
 
 O tej sprawie nikt nie mówi w Ustawie Karta Nauczyciela, bo to się rozumie samo przez się;  do głowy nikomu nie przyszło, że w jakimś Piotrkowie Trybunalskim stanowisko dyrektora obejmie taki ktoś i że będzie takie cuda czynił. Po prostu ustawodawcy nie przyszło to głowy. Gdyby przyszło, ostatnie zdanie Ustawy brzmiałoby: „Wszystkie przytoczone wyżej przepisy odnoszą się  również do Zbigniewa Włodarczyka z Piotrkowa Trybunalskiego”.

W czasach, które podobno minęły, wszystkie francuskie książki naukowe miały wydrukowane ostrzeżenie: Prawa przedruku zastrzeżone dla wszystkich krajów, tu rozumiany również Związek Sowiecki.


Jeżeli Ustawodawca nakaże: „Po ulicy nie wolno chodzić na golasa”, to przecież w następnym artykule nie stanowi: „Po ulicy trzeba chodzić przynajmniej w majtkach”?

Rany Boskie.

Ależ się Wysoka Komisja naustalała. Przecież ja to wszystko mówiłam i niczemu nie zaprzeczałam. Tak, pracowałam 18+1, bo tak stanowiła moja umowa o pracę, zaś pracodawca odmówił wypłacania wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe, a w Polsce praca bez wynagrodzenia jest zabroniona, chyba, że ktoś podpisał umowę o wolontariat.
Rany Boskie.

Nie obraziłam dyrektora. Jest bezczelny. I nie jest niezrównoważony psychicznie, jest bardzo zrównoważony. Nie denerwuje się nigdy. Podczas posiedzenia Rady Pedagogicznej podałam te dwie rzeczy alternatywnie.
 
 
Gdyby nie moja listopadowa grypa, gdyby „kadencja się nie kończyła”, sprawy mogły się potoczyć inaczej…
 
Na ósmego listopada 2010 roku wyznaczone jest posiedzenie Odwoławczej Komisji Dyscyplinarnej przy Ministrze Edukacji Narodowej w mojej sprawie. 7 listopada kończy mi się zwolnienie lekarskie, ale kiedy kończy się zwolnienie, niekoniecznie oznacza to koniec choroby…
 
W nocy z 7 na 8 nagle dostaję gorączki; w pewnej chwili skala na termometrze zaczyna się kończyć. Mam być w Warszawie do południa, chcę jechać, bo to przecież moja sprawa i ja sama ją najlepiej przedstawię. Tym bardziej, że na rozprawie w Łodzi nie było mojego pełnomocnika, bo go celowo nie powiadomiono o prawie, tymczasem ja na wezwaniu miałam napisane, że dostał on odpisy wszystkich papierów… Powstrzymują mnie od listopadowej podróży w chorobie: przyjaciółka i J.W.
 
Biorę więc telefon i dzwonię raniutko do Warszawy, tłumacząc, że nie przyjadę, że zaraz idę do lekarza, żeby to uwzględniono, że jeszcze dzisiaj zeskanuję zaświadczenie i wyślę albo przefaksuję…
 
Miła pani mi odpowiada, że przełożenie terminu jest niemożliwe, bo Komisji kończy się kadencja (sic!) i że moja nieobecność i tak będzie nieusprawiedliwiona, że mam pokładać wiarę w mojego pełnomocnika (którego nie widziałam na oczy). Pytam więc, czy jeżeli znajdę się w szpitalu, to również będzie bez znaczenia? Otrzymuję szczerą i rozbrajającą odpowiedź, że tak, bo ona przecież tłumaczy, że kadencja im się kończy, że przecież idą wybory i na pewno będzie inna Komisja…
Wobec takiego dictum stwierdzam w duchu, że Komisja na Szucha jest najmniejszym moim problemem w tej chwili.
 
Mój Boże, gdyby inna była wówczas reakcja tej pani, może nie doszłoby do rozzuchwalenia się pana Włodarczyka, może na przykład pani Komolibus  nie zrezygnowałaby ze stanowiska, bo już dłużej nie wytrzymała tego, czego była świadkiem… Któż to może wiedzieć? A i mojej winy jest sporo, bo machnęłam ręką – tu się działy i dzieją rzeczy innej miary, rzeczy, przy których Szucha jest przejściem na czerwonym świetle w Piotrkowie o trzeciej w nocy w Wigilię…
 
W każdym razie wyrok brzmi: winna.
 
  Komisja powołuje się na nieprawomocny wyrok Sądu. Jak to jest: ja mam podlegać nieprawomocnemu wyrokowi, a druga strona nie? Wytłumaczę to w sposób, który dociera do każdego -  za pomocą pieniędzy: dlaczego ja jeszcze nie mam na swoim koncie brakujących pięciu tysięcy z okładem, a strona przeciwna powołuje się na ten sam wyrok? Dla ZW wyrok jest prawomocny, dla mnie nie?!
 O odsetkach od wyroku jeszcze będzie mowa w rozdziale: Szkoła i moje finanse.
 
Fajnie, swoją drogą, być dyrektorem państwowej szkoły i mieć popleczników: przeżyna się sprawy w Sądzie, podatnicy płacą dziesiątki tysięcy złotych odszkodowań z powodu widzimisię dyrektora, on sam nie jest za nic odpowiedzialny i pies z kulawą nogą nie zapyta o dyscyplinę finansów publicznych… A te remonty, a te komputery, wieści o przetargach rodem z „Rancza”… A efezy, a projekty, mniam,
mniam… Ludzie to jednak z zawiści potrafią głupoty gadać, zwłaszcza, kiedy mają dobrze schowaną czerwoną teczkę, latami mieli dostęp do skanera i kserokopiarki i zostali zwolnieni za trzy piątki…Tacy to potrafią całymi latami czekać… Tacy zawistni, podli i mściwi bywają… Oni wiedzą, że wiatr się kiedyś zmieni i jak te podłe wilki węszą i wyczekują…
 
Zastanowię się jeszcze nad rewizją nadzwyczajną.
                                                          
1.                 Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
2.                 Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.


 

CD3

 

                                                          KOMISJA DYSCYPLINARNA

                                                                   





Pomyślałam sobie naiwnie, że władza nadrzędna powinna mieć jakieś wiadomości z terenu; że może tu jest tak, jak jest, bo wszystko wsiąka w piotrkowski piach?



Dnia 8 listopada 2010r. zostaje wysłana skarga do Komisji Dyscyplinarnej przy Wojewodzie Łódzkim.  Do marca 2011r. nie mam żadnej odpowiedzi.





Piotrków Tryb., dn. 08.11.2010r.

 Maria Gładysz

Nauczyciel SP nr 8 w Piotrkowie Tryb.

zam.: ul. Mickiewicza 30

97-300 Piotrków Tryb.

 Do Komisji Dyscyplinarnej   

Dla Nauczycieli   

Al. Kościuszki 120a   

90-446 Łódź   





Wnoszę o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego w stosunku do dyrektora Szkoły Podstawowej nr 8 im. Emilii Plater w Piotrkowie Tryb., ul. Sienkiewicza 8, Zbigniewa Włodarczyka.



Wyżej wymienionemu dyrektorowi zarzucam złośliwe i uporczywe łamanie prawa pracy, nękanie mnie, podawanie fałszywych informacji.



Swoimi działaniami dyrektor Zbigniew Włodarczyk złamał wszystkie zasady etyki zawodu nauczyciela i dyrektora:

- zasadę praworządności,

- zasadę zgodności własnych działań z prawem,

- zasadę niedyskryminowania,

- zasadę bezstronności,

- zasadę obiektywizmu,

- zakaz nadużywania uprawnień.



Naruszył także art. 40 Ust. o Systemie Oświaty, nie tylko nie wstrzymując uchwały Rady Pedagogicznej naruszającej obowiązujące przepisy prawa, ale wręcz dążąc do jej przegłosowania.



Konflikt między mną a dyrektorem Zbigniewem Włodarczykiem istnieje od dawna, ale po moim powrocie do pracy z urlopu dla poratowania zdrowia (03.06.2009r.) gwałtownie się zaostrzył.

Podczas mojej nieobecności (wspomniany urlop), dyrektor zatrudnił osoby na zastępstwo. Z mojej wiedzy wynika, iż umowa zawarta na zastępstwo rozwiązuje się automatycznie z chwilą ustania przyczyny usprawiedliwionej nieobecności pracownika. Nie ulega wątpliwości, że moja nieobecność była usprawiedliwiona i ustała dn. 03.06.2009r. Mój etat został podzielony w ten sposób, iż dyrektor zatrudnił kilku polonistów w placówce, gdzie są dwa etaty.

Dn. 03.06.2009r. wracam do pracy i przepracowuję cztery godziny lekcyjne – zgodnie z dostarczonym mi planem.

Na początku ostatniej godziny lekcyjnej do sali wchodzą: dyrektor Zbigniew Włodarczyk, zastępca dyrektora – Ewa Napora oraz towarzyszące im dwie nieznane mi osoby. Nie zostałam uprzedzona o planowanej hospitacji. Jedna z tych osób informuje mnie, iż „przyszliśmy zobaczyć, jak pani sobie radzi”. O ile mi wiadomo, żadna z tych dwóch osób nie jest w żaden sposób związana z oświatą, natomiast mój staż pracy nauczyciela wynosi 26 lat, a ostatnia ocena jest wyróżniająca. Poczułam się sprowadzona do roli przedmiotu na wystawie, któremu może przyglądać się każdy z ulicy. Jeszcze raz powtarzam, iż był to pierwszy dzień pracy po moim powrocie z rocznego urlopu dla poratowania zdrowia.

Następnego dnia kieruję zapytanie do dyrektora Zbigniewa Włodarczyka, na które nie uzyskuję odpowiedzi (zał. nr 1). Nie muszę nadmieniać, jak bardzo byłam zdenerwowana i jak bardzo poczułam się upokorzona zaistniałą sytuacją.

Następnego dnia otrzymuję pismo od dyrektora, z którego to pisma treścią całkowicie się zgadzam i przyjmuję polecenie do realizacji (zał. nr 2). Tak też pracuję do końca roku szkolnego 2008/2009, albowiem pismo dokładnie określa czas zmiany rodzaju wykonywanej przeze mnie pracy, bez zmiany obowiązującego mnie pensum. W tym czasie dyrektor Szkoły, Zbigniew Włodarczyk, nie przedstawia mi żadnej nowej umowy o pracę ani porozumienia zmieniającego.

Dn. 30.06.2009r. ma miejsce posiedzenie Rady Pedagogicznej, gdzie dyrektor odczytuje przydział na następny rok szkolny i przeznacza mnie na stanowisko wychowawcy świetlicy szkolnej, tym samym zmieniając mi warunki pracy i płacy (zapisy w księdze protokołów). Podkreślam, iż nie otrzymałam wcześniej żadnych informacji na ten temat, jak również dyrektor nie odbył ze mną żadnej rozmowy.

Dyrektor Zbigniew Włodarczyk nie tylko próbuje dokonać bezprawnego przeniesienia mnie po zakończeniu ruchu służbowego, ale nie powiadamia również o swoim zamiarze Związków Zawodowych.

Podczas posiedzenia Rady wyrażam stanowczy sprzeciw, przytaczając stosowne artykuły z Karty Nauczyciela i Ustawy o Systemie Oświaty. Dyrektor twierdzi, iż organizacja pracy Szkoły zależy wyłącznie od niego.

Dn. 13.07.2009r. kieruję pisma do Kuratorium Oświaty, Delegatura w Piotrkowie Tryb. (zał. nr 3) oraz do Referatu Edukacji przy Urzędzie Miasta w Piotrkowie Tryb. (zał. nr 4) z  prośbą o pomoc. Na dzień 17.07.2009r. datowana jest „odpowiedź” kierownika Referatu Edukacji. (zał. nr 5). Jest to kopia pisma do dyrektora Z. Włodarczyka; mnie natomiast nie dostarcza żadnych informacji.



Podczas posiedzenia Rady Pedagogicznej w dn. 28.08.2009r., dyrektor Zbigniew Włodarczyk ponownie upiera się, iż ma prawo zmienić mi warunki pracy i płacy bez mojej zgody. Ponownie wyrażam swój sprzeciw; dyrektor nie reaguje.



Dn. 02.09.2009r., podczas chaosu rozpoczęcia zajęć lekcyjnych, działając pod naciskiem koleżanek („zrób coś, tam rodzice stoją i chcą się dowiedzieć, co ze świetlicą”) oraz pod wpływem błędu, zajmuję się uczniami w świetlicy. Tego dnia sekretarz szkoły, pani Urszula Księzka, przynosi mi do świetlicy pismo z informacją dyrektora, iż moje pensum od dn. 01.09.2009r. wynosi 26/26 – wychowawca świetlicy (zał. nr 6). Odmawiam podpisu. Pismo to pozbawione jest podstaw prawnych oraz informacji o trybie odwoławczym. Wobec braku reakcji dyrektora Zbigniewa Włodarczyka, jestem przekonana, że ponieważ moja umowa o pracę jest ważna, pracując 26 godzin z dziećmi, realizuję 8 godzin ponadwymiarowych (zał. nr 7). Ponieważ zgodnie z obowiązującym prawem, nauczyciel musi wyrazić zgodę na realizację godzin ponadwymiarowych ponad 4 godziny,  dn. 15.09.2009r. kieruję do dyrektora Zbigniewa Włodarczyka stosowne pismo (zał. nr 8). Nie otrzymuję odpowiedzi, co uważam za zgodę. Mimo wszystko udaję się po potwierdzenie informacji do wicedyrektor Szkoły, Ewy Napory, która zaprzecza, jakobym pracowała zgodnie z posiadaną przeze mnie umową (18 godzin/etat). Potwierdza ona stanowisko dyrektora z dn. 02.09.2009r., jakoby mój etat wynosił obecnie 26/26 – wychowawca świetlicy. W związku z tym postanawiam podjąć bardziej radykalne działania.



Dn. 15.09.2009r., po południu, odbywa się posiedzenie Rady Pedagogicznej, podczas którego dyrektor Zbigniew Włodarczyk pomija milczeniem złożenie przeze mnie w sierpniu wniosku o rozpoczęcie stażu na nauczyciela dyplomowanego. Nie wymienia mnie do protokołu. Zarzucam dyrektorowi łamanie prawa. Wobec braku reakcji dyrektora, w poczuciu absolutnej bezsilności, zapowiadam wezwanie Policji na dzień 17.09.2009r. (zapisy w księdze protokołów), celem sporządzenia notatki służbowej przez Policję, w której wyjaśnię swoje stanowisko i zwrócę uwagę organom ścigania na fakt łamania praw pracowniczych przez dyrektora Zbigniewa Włodarczyka.



Mimo wszystko, pełna dobrej woli i chęci porozumienia się z dyrektorem, w przeddzień, tj. dn. 16.09.2009r., kieruję do dyrektora pismo, w którym domagam się wyjaśnienia kwestii spornych związanych z moim zatrudnieniem (zał. nr 9). Tego samego dnia dyrektor, w obecności zastępcy, Ewy Napory, wręcza mi do poprawy złożony mu przeze mnie w sierpniu plan rozwoju zawodowego wraz z pismem przewodnim (zał. nr 10). Z pisma wynika, iż nie jestem nauczycielem języka polskiego, ale wychowawcą świetlicy (16.09.2009r.). Podkreślam, iż zgodnie z  posiadaną – ważną – umową o pracę i posiadanymi kwalifikacjami, jestem nauczycielem języka polskiego.



Swoimi działaniami dyrektor uniemożliwia mi rozpoczęcie stażu na kolejny stopień awansu zawodowego.



Zapowiadam po raz kolejny zamiar wezwania Policji i zakończenie bezpośredniej pracy z dziećmi w dn. 17.09.2009r. po przepracowaniu 19 godzin (18 godzin – etat + godzina wynikająca z art. 42 Karty Nauczyciela). Tym samym odmawiam świadczenia pracy bez zapłaty.



W dn. 17.09.2009r. rano, dyrektor Zbigniew Włodarczyk, przynosi mi do świetlicy szkolnej pismo składające się z dwóch punktów, gdzie punkt drugi wyklucza logikę punktu pierwszego (zał. nr 11). Natychmiast na nie odpowiadam, apelując do dyrektora o zapoznanie się z treścią mojej ważnej umowy o pracę, na którą sam się powołuje (zał. nr 12).



Tego samego dnia o godzinie 10:15 wzywam Policję do Szkoły w celu sporządzenia notatki służbowej: Że i dlaczego kończę pracę i że nie odpowiadam, po skończonej bezpośredniej pracy z dziećmi, za bezpieczeństwo dzieci, którym dyrektor ma obowiązek zapewnić opiekę. Notatka zostaje sporządzona i podpisana przez troje pracowników Policji, dyrektora Zbigniewa Włodarczyka, pedagog szkoloną – Renatę Fontowicz oraz mnie. Notatka znajduje się w dokumentach Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie Tryb.



Dn. 21.09.2009r. dyrektor Zbigniew Włodarczyk wręcza mi dwa pisma: notatkę służbową (zał. nr 13) oraz porozumienie zmieniające (zał. nr 14), na które nie wyrażam zgody. Bardzo proszę zwrócić uwagę na datę sporządzenia notatki służbowej oraz na daty zawarte w notatce.



Od dn. 17.09.2009r. realizuję 19 godzin bezpośredniej pracy z dziećmi (zgodnie z ważną posiadaną umową o pracę). Dziewiętnasta godzina mojej pracy upływa o godzinie 10-tej każdego czwartku. Za każdym razem kieruję do dyrektora pismo z prośbą o zapewnienie opieki dzieciom w świetlicy i zawsze opuszczam miejsce pracy dopiero po przybyciu mojego zmiennika (zał. nr 15, 16, 17, 18, 10). Nigdy zatem, w jakikolwiek sposób, nie naraziłam dzieci na niebezpieczeństwo.



Natomiast to dyrektor, Zbigniew Włodarczyk, naraził na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, ucznia kl. Ib naszej Szkoły, poprzez to, że po skończonych lekcjach (informatyka), w dn. 23.09.2009r., uczeń Jakub Rogut, pozostawiony został przez dyrektora Zbigniewa Włodarczyka bez opieki. O sytuacji tej powiadomiłam Kuratorium Oświaty, Delegatura w Piotrkowie Tryb. oraz Referat Edukacji w Urzędzie Miasta w Piotrkowie Tryb. (zał. nr 20). Z otrzymanych odpowiedzi wynika, że urzędnicy zrzucają odpowiedzialność za bezpieczeństwo dziecka na mnie (zał. nr 21, 22).



Jestem jedną z osób, które zaobserwowały, iż dyrektor Szkoły pozostawiał bardzo często dzieci w pracowni informatycznej bez opieki. Osobiście, w dn. 26.04.2010r. sprawowałam opiekę nad klasą I podczas pierwszej godziny lekcyjnej, ponieważ usłyszałam bardzo duży hałas w pracowni informatycznej. Okazało się, iż jest to lekcja informatyki w kl. I z p. Włodarczykiem, który pozostawił siedmioletnie dzieci z włączonymi komputerami samopas. Zaniepokojona hałasem, weszłam do pracowni informatycznej i zastałam tam sceny, które nie mają prawa mieć miejsca w szkole. Zaprowadziwszy porządek, sprawowałam opiekę nad dziećmi w zastępstwie p. dyrektora do końca godziny lekcyjnej. Świadkami tego zdarzenia były woźne, dyżurujące wówczas na korytarzu.



Od chwili zaostrzenia się konfliktu między mną a dyrektorem Włodarczykiem, tenże tworzy wokół mojej osoby atmosferę niechęci i wykluczenia z grupy. Dyskredytuje mnie w oczach kolegów, rozpowszechnia plotki, krytykuje moje życie prywatne, atakuje moje wierzenia religijne i przekonania polityczne (jestem członkiem SLD, a dyrektor Prawicy Razem). W Szkole panuje bardzo niezdrowa atmosfera. Nauczyciele przestali ze sobą rozmawiać; wyraźnie odczuwalny jest rozłam wśród nauczycieli. Nie wpływa to z całą pewnością korzystnie na jakość procesu dydaktyczno - wychowawczego tej Szkoły.



W październiku 2009r. dyrektor Zbigniew Włodarczyk doprowadza złośliwie i z premedytacją do sytuacji, kiedy nie mogę się wywiązać z obowiązków, ponieważ nie zostałam o ich istnieniu powiadomiona po powrocie z urlopu dla poratowania zdrowia. Zostaję ukarana naganą za nieobecność podczas konsultacji z rodzicami w dn. 05.10.2009r. Wspomniany obowiązek konsultacji ustanowiony został podczas mojej nieobecności w pracy, spowodowanej chorobą. Nikt nigdy nie powiadomił mnie o nowych obowiązkach nauczycieli. Następnie dyrektor – Zbigniew Włodarczyk – uznał moją nieobecność za lekceważenie obowiązków. Nikt rozsądny nie spodziewa się chyba, że podczas tak ostrego konfliktu między mną a dyrektorem, dałabym świadomie jakikolwiek powód do karania mnie.



Z powodu bardzo bliskich związków funkcjonalnych, Sąd w Piotrkowie Tryb. oddalił mój pozew o uchylenie kary nagany. Nie badano ani moich akt osobowych, ani księgi zarządzeń. Złożyłam skargę na działania Sądu do Przewodniczącego Sądu Okręgowego.



Jednocześnie dyrektor, nie podając podstaw prawnych ani trybu odwoławczego, zmniejsza moje uposażenie wedle własnej woli, jak gdyby Szkoła była jego prywatną własnością i nie obowiązywały go przepisy o ochronie wynagrodzeń.



W wyniku działań mobbingowych dyrektora Zbigniewa Włodarczyka, stan mojego zdrowia gwałtownie się pogarsza. Lekarz prowadząca odsuwa mnie od pracy. Do pracy wracam dn. 21.04.2010r. Prawnik, z którym konsultowałam moją sytuację pracowniczą, uświadamia mi, że nie mam prawa wykonywać pracy wychowawcy świetlicy na cały etat, ponieważ nie posiadam stosownej umowy o pracę. W związku z tym, od dn. 21.04.2010r., czekam na przydział obowiązków zgodnie z posiadaną przeze mnie ważną umową o pracę. Kieruję do dyrektora, Zbigniewa Włodarczyka, kilkanaście pism w tej sprawie (zał. nr 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32). Jedyną reakcją dyrektora są ponawiane „prośby” w obecności świadków w celu zmuszenia mnie do działania zgodnie z jego wolą, choć wbrew prawu oraz wystawianie zastępstw za mnie „bez powodu” (zał. nr 33). Chce mnie upokorzyć i zmusić do uległości. Jest bezwzględny w  dążeniu do celu. Wie, w jakiej jestem sytuacji finansowej, chce mnie umęczyć i złamać. Bezprawnie obcina mi pensję; jestem zmuszona do zaciągania wysokooprocentowanych pożyczek. Pan dyrektor Włodarczyk może nawet tego nie rozumie, bo mając dyrektorską zniżkę godzin, pracuje jeszcze w trzech innych szkołach i zasiada w radach nadzorczych co najmniej dwóch istotnych spółek w mieście Piotrkowie Tryb.: MZK i Wodociągi; czerpie również zyski z działalności w charakterze muzyka weselnego.



Podczas posiedzenia Rady Pedagogicznej w dn. 29.04.2010r., dyrektor – Zbigniew Włodarczyk, odczytując projekt arkusza organizacyjnego, przeznacza mnie do pracy w świetlicy szkolnej. Znowu nie zwraca uwagi na mój protest. Ponadto czyni uwagi określające moje postępowanie jako nieetyczne. Przytacza, wyrwane z kontekstu, fragmenty nieprawomocnego wyroku Sądu, milczeniem pomijając stwierdzenia tegoż Sądu: „Zasądza od pozwanego Szkoły Podstawowej nr 8 im. Emilii Plater w Piotrkowie Tryb. na rzecz powódki Marii Gładysz kwotę 8.017,20zł brutto z ustawowymi odsetkami od dn. 23.12.2009r. do dnia zapłaty z tytułu odszkodowania za niezgodną z prawem zmianę stanowiska pracy powódki”.



W obliczu poczucia bezradności i krzywdy, umawiam się na rozmowę z wiceprezydentem Miasta, odpowiedzialnym za sprawy oświatowe, p. Kacperkiem. Rozmowa ta ma miejsce dn. 04.05.2010r., w obecności kierownika Referatu Edukacji, p. Iwony Komolibus. Jak wszystkie moje dotychczasowe próby, nie przynosi ona żadnych rezultatów, chyba że za rezultat uznać bezprawne rozwiązanie ze mną umowy o pracę bez wypowiedzenia.



Otóż w wyniku kolejnego załamania się stanu mojego zdrowia, jestem zmuszona podjąć leczenie od dn. 10.05.2010r.



Dn. 21.05.2010r., pan, wówczas mój dyrektor, Z. Włodarczyk, wysyła pod mój dom konserwatora – pana Roberta Dutkiewicza, z poleceniem widzenia się ze mną. Pan konserwator chce ze mną rozmawiać. Ja bardzo Komisję proszę; z konserwatorem to ja mogę rozmawiać o zepsutym kranie, a nie o moim życiu zawodowym. Odmawiam, traktując rzecz jako najście. Mój towarzysz życia odprawia natręta.



To był piątek. W poniedziałek, dn. 24.05.2010r., o godzinie 8:00 kurier dostarcza mi pismo, które, jak sądzę, pan konserwator chciał mi wręczyć w miniony piątek. Pismo dotyczy rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia i powiada, że byłam zatrudniona na czas nieokreślony. Jest to celowym przekłamaniem, ponieważ od roku 1999 jestem zatrudniona na podstawie mianowania(zał. nr 34, 35).

Jak stanowi prawo, nauczyciela zatrudnionego na podstawie mianowania można zwolnić jedynie za pomocą prawomocnego orzeczenia Komisji Dyscyplinarnej. Tymczasem dyrektor Zbigniew Włodarczyk, przekraczając swoje uprawnienia, zwalnia mnie na podstawie art. 52. par. 1 Kodeksu Pracy.



Mimo próśb kierowanych do Sekretarza Szkoły o jak najszybsze dostarczenie mi świadectwa pracy, a które to prośby niezwłocznie zostały przekazane dyrektorowi Szkoły, Zbigniewowi Włodarczykowi, świadectwo pracy otrzymuję dn. 15.06.2010r. (zał. 36).



W przesłanych mi dokumentach odnajduję również oryginał zaświadczenia o niezdolności do pracy opiewający na czas: od 10.  maja do 1. czerwca 2010r. Tym samym, dyrektor Szkoły, Zbigniew Włodarczyk, nie dopełnił podstawowych obowiązków pracodawcy, tj.: nie wypłacił mi zasiłku chorobowego od dn. 10.05.2010r. do dn. 21.05.2010r.; (24? maja) oraz nie wysłał do ZUS-u oryginału mojego zwolnienia lekarskiego, czym nie dopełnił podstawowego obowiązku pracodawcy, działając wbrew ustawie: Art. 7, 13, 46 i 62 ustawy z 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (Dz.U. z 2005 r. nr 31, poz. 267 z późn. zm.). Tym samym pozbawił mnie środków do życia, ponieważ świadectwo pracy uprawniające mnie o ubieganie się o świadczenie, otrzymałam 15.06.2010 r., a procedury w ZUS-ie są długie. Ponadto, otrzymane przeze mnie 15.06.2010r. świadectwo pracy zawierało bardzo dużo błędów. Pismem z dn. 18.06.2010r. złożyłam na dziennik Szkoły nr 8, do pracodawcy, wniosek o sprostowanie świadectwa pracy. (zał. nr 37). W związku z długotrwałym nieotrzymywaniem żądanego sprostowania, dn. 01.07.2010r., zwróciłam się do Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim z wnioskiem o nakazanie sprostowania świadectwa pracy. (zał. nr 38).

Wcześniej złożyłam skargę do Państwowej Inspekcji Pracy na nieprawne działania dyrektora Szkoły. (zał. nr 39).



Szkoła pozwana dokonała w dn. 06.07.2010r. sprostowania mojego świadectwa pracy, wystawionego mi w dn. 28.05.2010r., a które otrzymałam dn. 15.06.2010 r. (zał. nr 40). Sprostowanie to dotyczyło nakładających się okresów zatrudnienia w charakterze nauczyciela i  wychowawcy świetlicy. Nie dokonano natomiast sprostowania odnośnie do wykonywanej przeze mnie pracy w okresie od dn. 01.09.2009r. do dn. 24.05.2010r.



Przypominam, iż ostatnia zawarta ze mną ważna umowa o pracę jest datowana na  01.09.1993r. Zgodnie z nią zostałam zatrudniona na stanowisku nauczyciela w wymiarze 18  godz. etatu zajęć dydaktyczno – wychowawczych w tygodniu. Zgodnie z moją wiedzą, nie podpisywałam od tej pory żadnej innej umowy o pracę.

Tymczasem w „sprostowanym” świadectwie pracy, w punktach: 1, 2 i 8 widnieje zapis: „od 01.09.2009r. do 24.05.2010r. wychowawca świetlicy 26/26”.



Tak zwane sprostowanie świadectwa pracy miało miejsce na skutek i w trakcie kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Jak wspomniałam, kontrola ta odbyła się na mój pisemny wniosek i  miała miejsce w dn. od 06.07. do 09.07.2010r. Kontrola stwierdziła m. in. brak w moim zakładzie pracy, tj. SP nr 8 w Piotrkowie Trybunalskim, oryginałów moich akt osobowych, a w szczególności umów o pracę, co uniemożliwiło pełną ocenę prawidłowości treści świadectwa pracy (zał. nr 41). Stanowczo twierdzę, iż w moich aktach osobowych nie ma podpisanej przeze mnie umowy o pracę na stanowisku wychowawcy świetlicy w wymiarze 26/26. Przypominam, iż umowa taka mogłaby być sporządzona tylko i wyłącznie za moją zgodą (art. 18. Karty Nauczyciela), a takiej zgody dyrektor Szkoły nigdy ode mnie nie otrzymał.



Poza wszystkim, dyrektor Szkoły Zbigniew Włodarczyk w sposób bardzo niefrasobliwy traktuje trudną sytuację swoich pracowników. W związku z ciężką chorobą i bardzo niskim uposażeniem, zwróciłam się do dyrektora Szkoły jako dysponenta Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych o wsparcie (zał. nr 42). Otrzymałam prześmiewczą, a może wynikającą z   niewiedzy (w co trudno uwierzyć, zważywszy na wykształcenie dyrektora Zbigniewa Włodarczyka) odpowiedź, w której powołuje się on na nieistniejącą komisję socjalną i poucza mnie, iż to do niej mam skierować prośbę o zapomogę (zał. nr 43).



Pozostające do wyjaśnienia kwestie finansowe, całkowicie dla mnie niezrozumiałe, powierzam Regionalnej Izbie Obrachunkowej w Łodzi.



Sprawę zupełnego braku nadzoru ze strony organu prowadzącego nad działaniami dyrektora Zbigniewa Włodarczyka powierzam Najwyższej Izbie Kontroli.



Od Państwa zaś oczekuję wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec dyrektora Zbigniewa Włodarczyka za złośliwe i uporczywe, mające znamiona mobbingu, łamanie praw pracowniczych oraz za notoryczne uchybianie godności zawodu nauczyciela.  Szkoła bowiem ma za zadanie m. in. kształtować postawę praworządności i sprzeciwu wobec łamania prawa. Tymczasem dyrektor Zbigniew Włodarczyk kształtuje postawę totalnej uległości wobec władzy, bez względu na jej poczynania; postawę niewolniczego posłuszeństwa i niewyrażania dezaprobaty w obliczu jawnego łamania prawa.



Podkreślam, iż jak dotychczas, wszelkie konsekwencje nieprawnych działań dyrektora Zbigniewa Włodarczyka ponoszę wyłącznie ja. Nic mi natomiast nie wiadomo, by on sam poniósł jakiekolwiek skutki swoich poczynań.



W trakcie opisanych przeze mnie wyżej wydarzeń dyrektor Zbigniew Włodarczyk otrzymuje od Prezydenta Miasta Krzysztofa Chojniaka powierzenie stanowiska dyrektora Szkoły Podstawowej nr 8 im. Emilii Plater w Piotrkowie Tryb. na drugą kadencję.

 

ZAŁĄCZNIKI



Skany dokumentów:



1.      Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 03.06.2009r. w sprawie hospitacji.

2.      Pismo dyrektora Szkoły z dn. 04.06.2009r. informujące o pensum w okresie

        od 04.06.2009r do 19.06.2009r.

3.      Pismo do Referatu Edukacji z dn. 13.072009r. w sprawie zawierania umów

        o pracę w SP nr 8 w Piotrkowie Tryb.

4.      Pismo do Kuratorium Oświaty w Łodzi, Delegatura w Piotrkowie Tryb.

        z dn. 13.07.2009r. w sprawie przydziału godzin na r. szk. 2009/2010.

5.      Odpowiedź Referatu Edukacji z dn. 17.07.2009r.

6.      Pismo dyrektora Szkoły z dn. 01.09.2009r. w sprawie pensum.

7.      Umowa o pracę.

8.      Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 15.09.2009r. z prośbą o uregulowanie

        mojej sytuacji prawnej.

9.      Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 15.09.2009r. w sprawie wyjaśnienia bałaganu.

 10.  Pismo dyrektora Szkoły z dn. 16.09.2009r. w sprawie mojego awansu zawodowego.

 11.  Pismo dyrektora Szkoły z dn. 17.09.2009r. w sprawie przydziału godzin oraz

        mojego statusu zawodowego.

 12.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 17.09.2009r. w sprawie odmowy świadczenia

        pracy bez zapłaty.

 13.  Notatka służbowa z dn. 17.09.2009r.

 14.  Porozumienie zmieniające umowę o pracę.

 15.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 24.09.2009r. w sprawie zapewnienia uczniom opieki.

 16.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 01.10.2009r. w sprawie notatki służbowej.

 17.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 01.10.2009r. w sprawie zapewnienia uczniom opieki.

 18.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 08.10.2009r. w sprawie zapewnienia uczniom opieki.

 19.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 18.10.2009r. w sprawie zapewnienia uczniom opieki.

 20.  Pismo do PIP, Referatu Edukacji i Kuratorium Oświaty, Delegatura w Piotrkowie Tryb

       z dn. 27.10 2009r. w sprawie pozostawienia bez opieki przez dyrektora ucznia

        kl. I SP nr 8.

 21.  Odpowiedź Referatu Edukacji z dn. 23.11.2009r.

 22.  Odpowiedź Kuratorium Oświaty w Łodzi, Delegatura w Piotrkowie Tryb.

        z dn. 17.11.2009r.

 23.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 21.04.2010r. w sprawie ustalenia planu pracy.

 24.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 28.042010r. ponawiające sprawę ustalenia

       planu pracy.

 25.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 29.04.2010r. wyjaśniające moje stanowisko.

 26.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 29.042010r. w sprawie gotowości do pracy.

 27.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 30.04.2009r. w sprawie gotowości do pracy.

 28.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 4.05.2010r. w sprawie gotowości do pracy.

 29.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 5.05.2010r. w sprawie gotowości do pracy.

 30.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 6.05.2010r. w sprawie gotowości do pracy.

 31.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 7.05.2010r. w sprawie gotowości do pracy.

 32.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 10.05.2010r. w sprawie gotowości do pracy.

 33.  Zastępstwa w dn. 7.05.2010r.

 34.  Pismo z dn. 21.05.2010r. rozwiązujące ze mną umowę o pracę bez wypowiedzenia.

 35.  Akt mianowania.

 36.  Świadectwo pracy z dn. 28.05.2010r.

 37.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 16.06.2010r. w sprawie sprostowania

        świadectwa pracy.

 38.  Pozew do sądu o sprostowanie świadectwa pracy z dn. 01.07.2010r.

 39.  Skarga do PIP z dn. 14.06.2010r.

 40.  Świadectwo pracy z dn. 06.07.2010r.

 41.  Odpowiedź PIP z dn. 09.07.2010r.

 42.  Pismo do dyrektora Szkoły z dn. 17.04.2009r. w sprawie zapomogi z ZFŚS.

 43.  Odpowiedź dyrektora Szkoły z dn. 08.05.2010r. na w/w pismo.

CD2

  
WIZYTA W SZKOLE

Pierwszego października 2009 roku około godziny 10:00, zawitali do Szkoły goście: pan Marian Albin i  pani Jolanta Świtek. Ich wizyta miała na celu, jak rozumiem, przestraszenie mnie i zmuszenie do uległości. Pierwsze się udało, drugie nie; bowiem odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale na pokonywaniu go.
                                                                                                   
Szanowny Czytelniku, nawet się nie domyślisz, jakich sposobów używali. W pewnej chwili podejrzewałam nawet, że się znajduję w hiperrealu. Niech Ci wystarczy to, że pan M. Albin, z wykształcenia fizyk, próbował mi wmówić, że zapis w umowie o pracę: „18h/ etat” oznacza, że mam pracować albo 18 godzin, albo etat, co w moim wypadku oznacza 26 godzin. Rowerzysta jedzie z prędkością 15 km/h, to jedzie on albo z prędkością 15 kilometrów, albo godzinę).
Atmosfera gęstniała, a ja nie dawałam oznak strachu, co nie oznacza, że go nie czułam. Rozmowa robiła się mało przyjemna.
 
Pan Albin w pewnej chwili powiedział wyraźnie do mnie: „on panią zwolni”. On – to Z. Włodarczyk. Jakimż to prawem pan Albin, wieloletni pracownik kuratorium, używa takiej groźby?! W jakim celu tej groźby użył?! ON PANIĄ ZWOLNI. No, kto, jak kto, ale pan Albin wie, kto może zwolnić nauczyciela i jak się to odbywa. Pan M. Albin jest Kierownikiem Oddziału Wspomagania Pracy Szkół i Placówek. Pod jego kierownictwem odbyło się kolejne wzorcowe zamiecenie sprawy pod dywan.
 
art. 190 Kodeksu karnego: „Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Nikt nie ma chyba dla nikogo wątpliwości, że słowa te wzbudziły we mnie realną obawę, iż groźba zostanie spełniona. Miałam się zachować zgodnie z wolą grożącego, po to przecież przyszli do szkoły Wizytatorzy.
Nie życzę nikomu, żeby znalazł się w takim stanie psychicznym, w jakim ja się znalazłam. Oto dwie wysoko postawione osoby groźbą nakłaniają mnie do poddania się woli dyrektora. Ja siedzę naprzeciwko i całą energię, jaką posiadam skupiam na tym, żeby nie dać oznak strachu. Przybieram lekki ton, udaję, że mam w nosie to, co mówią do mnie. Wiem, że to, czym mi grożą jest bardzo realne.
Czas pokazał, do jakiego stopnia...

Przez cały czas po powrocie do szkoły żyłam w ciągłym napięciu. Po tamtej rozmowie poczułam się całkowicie zniewolona psychicznie, moje i tak liche poczucie bezpieczeństwa umarło całkiem. Udało się Wizytatorom to, po co przyszli. A może to Włodarczyk poprosił ich o tę „przysługę”? W końcu to on chciał wymusić na mnie posłuszeństwo.
Tak, czy owak, funkcjonariusze publiczni nie powinni byli się tak zachować. W pewnej chwili czułam, ze jeszcze chwila i wybuchnę płaczem. Pożegnałam się więc i wyszłam. Proszę się ze mnie nie śmiać: podczas całej tej rozmowy myślałam o ...Sokołowie.

 Mogłam to zgłosić. Mam niepodważalny dowód. Cały czas o tym wiedziałam. Niech się pan nie martwi, panie Albin, rzecz uległa przedawnieniu. Dlaczego tego nie zrobiłam? Bo nie jestem nim.
 
 

       
  
 

CD

  
POROZMAWIAJMY O PALENIU, CZYLI NAGANA
                                                                             
  
W czasach mojego dziecięctwa i młodości, palenie papierosów należało do obowiązku, jeżeli chciało się należeć do określonej, elitarnej grupy ludzi. Każdy film, który następnie przeszedł do niepodważalnego kanonu, tonął w oparach dymu tytoniowego. Żaden szanujący się aktor, żadna szanująca się aktorka nie mogła się przyznać, że nie pali papierosów. Każde zdjęcie najwybitniejszych pisarzy, polityków,  myślicieli nie obyło się bez papierosa w tle.
  
                                   

Tak dorastało moje pokolenie. Nawet jeśli ktoś nie chciał palić, nawet jeśli ktoś był uczulony na dym tytoniowy – palić musiał. Brak papierosa w ręku wówczas, to tak, jakby się dzisiaj przyznać, iż nie umie się obsługiwać telefonu komórkowego i nie wie się, co to internet. Sprawa szkodliwości palenia wynikła wiele lat później, w momencie, kiedy okazało się, że straty towarzystw ubezpieczeniowych są większe od dochodów koncernów tytoniowych.
 
Żeby wszystko było dopowiedziane, jestem absolutnie po stronie niepalących. Nawet mnie udało się swojego czasu nie palić trzy lata z okładem. To był szczęśliwy okres mojego życia, mimo że waga pokazała pewnego poranka wynik trzycyfrowy i jeszcze trochę.
 Ale wróciłam do palenia, a wkrótce potem okazało się, że palenie jest bez mała przestępstwem i większość palaczy poczuła się jak przestępcy.
 
Ci, którzy palą, wiedzą, a tym, którzy nie palą, wyjaśniam: próbować pozbawić palacza możliwości palenia, to tak mniej więcej, jakby grubasowi zakazać jeść ciastek. Grubas wie dobrze, że nie powinien, że ma otłuszczone serce, a nawet błony bębenkowe (zapytajcie laryngologa, potwierdzi); grubas wie, że każde ciastko zbliża go do śmierci, grubas się wstydzi swojego wyglądu… A przecież jest tyle diet, lekarze do dyspozycji, moda jest bezwzględna… A grubas tyje dalej. Nie mówię tu o osobach dotkniętych chorobą, tylko o złych nawykach żywieniowych.
 
Kończę z beletrystyką i przechodzę do rzeczy.
 
 W dniu 5. października 2009 roku zapaliłam w pomieszczeniu przylegającym do świetlicy szkolnej papierosa. W świetlicy był jeden uczeń, oddalony ode mnie o jakieś piętnaście metrów. Zapaliłam papierosa, wydmuchując dym w okno.
Tak mnie zastał dyrektor Włodarczyk i jego zastępca, bez którego się nie ruszał. Zapytał, dlaczego zapaliłam papierosa w tym pomieszczeniu. Odpowiedziałam, że dlatego, iż nie ma palarni w szkole. Wówczas ustawa nie była w takim kształcie, jak teraz. Nic się nie odezwał i poszedł sobie.
 
12 10.2009r. zostałam wezwana do gabinetu. Dyrektor zapytał, dlaczego nie byłam na konsultacjach. Zatkało mnie. Jakich konsultacjach?! Powiedziałam, ze nic nie wiem o jakichkolwiek konsultacjach.
 
Wówczas dyrektor Włodarczyk wręczył mi pismo, które już leżało na jego biurku:


                       


13.10.2009r. odwołałam się od nagany. Zarzuciłam dyrektorowi Włodarczykowi kłamstwo.
19.102009r. otrzymuję:

                       
  

W związku z tym składam sprawę do Sądu:

                                
                               


Odpowiedź pozwanego:


                       
                       
Taaaaa...Cały vinci2.
 
Czytajcie Państwo dobrze: Powódka nie przyszła i nie wyjaśniła swojego zachowania. Wówczas zwyczajne słowo „przepraszam” dałoby wyraz odstąpienia od wymierzenia kary. Powódka jednak tego nie uczyniła.
I wcześniej: „Dwa dni później pracownik obsługi, Pani Krystyna Biegańska, przeprosiła dyrektora szkoły”...
Powiem ci, vinci2, że ludzkość powinna na kolanach iść na swoje miejsce pielgrzymowania, żeś ty święceń kapłańskich nie zrobił.
Co za bufon. I idiota. Bo sam publicznie się przyznaje, że nie ukarał pracownika za przewinienie, tylko za brak pokory i błagania o przebaczenie.
A dlaczego miałbyś vinci2 odstępować od wymierzenia kary? Przecież ja nie byłam podobno na konsultacjach?
Staje ci, jak ktoś cię przeprasza? Biedaku... To się jakoś nazywa nawet, tylko mi z głowy wyszło... Coś na „s”, czy jakoś... Coś mi się jakiś francuski Markiz  przypomina, czy inny hrabia...
Niemniej jednak składam apelację:
                       
                       
Złożyłam również pisma wyjaśniające sytuację:
                       
                       
                       
                       
Zastanawiający był dla mnie przebieg rozprawy apelacyjnej.
 Skład Sędziowski uznał moje tłumaczenia odnośnie do palenia w pomieszczeniu przylegającym do świetlicy za dostateczne wytłumaczenie mojego zachowania i w tym zakresie uchylił naganę. Pozostała więc jedynie kwestia owych „konsultacji”...
Zostałam więc ukarana za kłamliwe oskarżenia dyrektora.
                       
                       

Cała historia jest obrzydliwa, bo pan Włodarczyk po raz pierwszy w sądzie zarzucił mi coś, czego nie zrobiłam. Nie wiem, czy po raz pierwszy zachował się tak w ogóle, wiem za to, że wplątał w historię i inne osoby. Dziwnym trafem, pojawiła się nowa księga protokołów, dziwnym trafem zmieniła się osoba protokolanta, dziwnym trafem zapisek o przypomnieniu jest napisany inaczej i sprawia wrażenie dopisanego.
A już poza wszystkim, dysponuję nagraniem audio całej rady. Oczywiście, nikomu go nie udostępniłam.
 
Przecież w tej szkole palili i inni. Palili tak samo, jak ja – w konspirze. Pan Włodarczyk w sądzie myślał, że ja sypnę i pojadę po „równym traktowaniu”. Nie jestem konfidentem. Jest jeszcze obrzydliwsze słowo na „k”, ale to nie to, co myślicie. To słowo brzmi: kolaborant.
Jak wspomniałam, dysponuję nagraniem audio z całego posiedzenia tej właśnie Rady Pedagogicznej, gdzie pan Włodarczyk zwraca się z prośbą do obecnych, żeby palili w bramie i gdzie słowem nie wspomina o „konsultacjach”.
 
Sprawa palenia musiała polec w sądzie, bo nie było jeszcze ustawy w tym kształcie, w jakim jest obecnie. Poza tym, paliły jeszcze inne osoby w tym samym czasie i w tym samym miejscu. Należało mi zatem przypisać inną winę, aby ukarać mnie naganą. I tu właśnie zaczyna się pierwsze obrzydliwe oszustwo, bo dotychczas jeszcze rękawiczki były prawie białe.
 
Zarzuca mi pan dyrektor, że nie byłam na tak zwanych „konsultacjach”, odbywających się w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca, z wyjątkiem miesięcy, w których odbywają się zebrania z rodzicami.
 
Podczas rozprawy próbuję zgłosić wnioski dowodowe: badanie księgi protokołów Szkoły, książki zarządzeń, wreszcie przesłuchania w charakterze świadka osoby mnie zastępującej (znam imię i nazwisko), która również nie brała udziału we wspomnianych zebraniach. Chcę udowodnić, że nie wiedziałam o istniejących „konsultacjach” (byłam na udpz), że inne osoby również o nich nie wiedziały i w nich nie uczestniczyły z powodu tej oczywistej niewiedzy.
Rozmawiałam z wieloletnią przyjaciółką na ten temat, ona wybuchnęła śmiechem, bo do głowy nikomu nie przyszło, żeby miała ona przez tyle lat zajmując się dziećmi w świetlicy i mając codzienny kontakt z rodzicami, brać jeszcze udział w jakichś zebraniach poniedziałkowych… No, ale wobec mnie trzeba było użyć jakiegoś argumentu.
 
Sąd moje wnioski oddalił. Tak, że nie przeprowadzono żadnego dowodu, który zgłaszałam. Trzeba wspomnieć leciutko, że odbyło się to po zarządzonej przerwie. W innej sprawie inny Sędzia na mój wniosek dowodowy też zarządził przerwę i po przerwie wniosek oddalił...
Wiem już, że jak będzie mi się chciało siusiu podczas rozprawy, to mam zgłosić wniosek dowodowy. Wtedy bez pudła Sędzia ogłosi przerwę.
 
Właściwie, to nie zdziwiło mnie to. Nie zdziwiła mnie też odpowiedź Prezesa Sądu, którą wkleiłam wyżej.