niedziela, 22 września 2013

MISIO SIĘ BA


Mali miś ciuje siem źnowu zagloziony ślaśnie.

Mali miś ciuje siem ziagloziony moim wpisem na blogu pod tytułem: Dekalog”.
Mali miś źnowu angaziuje olgany pańśtwowe, bo odciuwa wielki, wielki śtlach.

Cio plawda, to plawda, na miejscu misia też bym się czuła zagrożona, gdybym nawywijała tyle, co miś.

 „Jestem Misiem o Bardzo Małym Rozumku i długie słowa sprawiają mi wielką trudność”.


Na blogu użyłam analogii, może nawet figury retorycznej, zwanej hiperbolą. Może – niech ktoś wytłumaczy panu Włodarczykowi, co to jest?



Zostałam wezwana na Policję celem rozmowy. Przemiła Pani D. sporządziła z tej rozmowy notatkę. Ten numer już raz był: panu Włodarczykowi nie podobała się moja strona. Grzebał w necie, usuwał ją, a ja tę stronę wrzucałam z powrotem. Aż ostatecznie przekleiłam ją do bloga. 

Tym razem panu Włodarczykowi nie podoba się mój blog. De gustibus non disputandum est.
Czuje się zagrożony i nękany przeze mnie. Nękanie jest z oskarżenia publicznego. Poczekam.

Bo ja się dziwnie czuję nękana przez Włodarczyka. Wzywana na policję, bo mu się strony nie podobają, bo mu się blogi nie podobają... Facet dostał obsesji. Najlepiej niech zgra cały internet na płytę i tę płytę zje.  Wtedy problem przestanie istnieć.

Panie Włodarczyk, doradzam panu i całej panskiej rodzinie aby zachowywali szczególną ostrożność przy przechodzeniu przez jezdnię, bo o wypadek nietrudno.

Teraz czekam na wezwanie na Policję. Przecież grożę panu W. i jego rodzinie rozjechaniem na jezdni. Rowerem. Stacjonarnym do ćwiczen, bo innego nie mam.

Taki artykuł przeczytałam (wyimki):


„Brak odpowiedzialności i beztroska. Już z punktów poprzednich wyłania się wstępnie obraz psychopaty jako człowieka skrajnie nieodpowiedzialnego i beztroskiego. W gruncie rzeczy osoby z dyssocjalnym zaburzeniem osobowości raczej nie nadają się do wypełniania wysokiej wagi obowiązków ani piastowania odpowiedzialnych funkcji. Nigdy nie wiadomo, jaki będzie finał realizowanych przy ich udziale przedsięwzięć, ponieważ nigdy nie można liczyć na ich poczucie obowiązku i odpowiedzialności. Jeżeli własny interes psychopaty koliduje ze wspólnym, to tym gorzej dla wspólnego.



Czerpanie satysfakcji z krzywdzenia innych. Ważną cechą osobowości dyssocjalnej jest skłonność do czerpania przyjemności z zadawania cierpienia. Przeciętny psychopata lubi obserwować bójki, tortury, widok cierpiących ludzi, pasjonują go filmy sensacyjne zawierające sceny przemocy itd. Przemoc ze strony osoby o psychopatycznych cechach osobowości nie musi, rzecz jasna, oznaczać mordowania dzieci i podpalania domów, może być wyrażona w najróżniejszych, często nawet dość łagodnych formach. Cechą wspólną wszelkich takich zachowań jest jednak wyraźne upodobanie do dręczenia innych osób, czy to poprzez bicie, poniżanie, czy poprzez szantaż emocjonalny lub nawet wycofywanie uczuć, odmowę utrzymywania kontaktu itd.



Nieliczenie się z uczuciami innych. Skrajny egoizm wielu psychopatów jest również egoizmem emocjonalnym. W dyssocjalnym spostrzeganiu świata uczucia i potrzeby innych osób zupełnie się nie liczą. Ważne są wyłącznie własne cele i dążenia. W tym miejscu przypomina mi się serial "Tulipan" - opowieść o cwanym i bezwzględnym oszuście matrymonialnym, który do czegoś w rodzaju autentycznej miłości zapewne zdolny nie był. W gruncie rzeczy psychopatyczna "miłość" jest po prostu patologicznym sposobem na realizację własnych interesów - osobowość o skrajnych rysach dyssocjalnych nie dysponuje możliwością szczerego i bezinteresownego kochania kogokolwiek poza samym sobą. Sprawia to, że psychopata wchodzący w związki uczuciowe jest zazwyczaj w ten lub inny sposób krzywdzicielem partnera - wykorzystując cudze zaangażowanie emocjonalne zaspokaja własne potrzeby, nie dając w zamian nic poza bólem, żalem i rozczarowaniem. Związki psychopatów nie należą do trwałych. Porzucając partnera człowiek o rysach dyssocjalnych zazwyczaj nie przejmuje się losem porzuconego - zajęty własnymi sprawami i problemami szybko o całej sprawie zapomina.


Tendencje do manipulowania innymi. Granie na najwyższych uczuciach. Zdolności aktorskie i mitomania. Psychopaci bywają niezwykle uzdolnionymi aktorami. Realizując własne interesy nader często uciekają się do wchodzenia w rozmaite role. Szczególnie łatwo przychodzi im granie na wysokich uczuciach otoczenia - starają się więc często odgrywać spektakl, w którym stawiają się w pozycji pokrzywdzonych ofiar, wzbudzają litość i współczucie, cynicznie wykorzystują altruistyczne zapędy wszelkich fundacji i instytucji charytatywnych a także, a raczej zwłaszcza, pojedynczych osób w sytuacjach prywatnych. Skłonność do manipulowania otoczeniem często łączy psychopatę z neurotykiem. O ile jednak neurotyk manipuluje w dużej mierze nieświadomie, o tyle psychopata kręci i kombinuje cynicznie, wyrachowanie i z premedytacją.

Instrumentalne traktowanie innych osób. Analizując bliższe otoczenie społeczne psychopaty nietrudno zauważyć, że składa się ono często z osób z tych czy innych względów potrzebnych i przydatnych dla bohatera. Osobowość dyssocjalna nie zawiera przyjaźni i nie koleguje się z nikim dla samego towarzystwa - ludzie przedstawiają konkretną wartość, przeliczalną na korzyści, jakie można z nimi ewentualnie wiązać. Psychopata jest często osobą bardzo samotną wewnętrznie, wprawdzie na własne życzenie, ale w sposób nieco tragiczny, bo tak czy inaczej nieunikniony.

Wydaje się, że życie psychiczne skrajnego psychopaty jest niewiarygodnie proste i ubogie - ogranicza się do realizacji biologicznych potrzeb i nie zawiera niemal żadnych szczególnych refleksji. Brak jest zaawansowanej moralności, nie pojawia się miłość ani przywiązanie, tęsknota ani nostalgia, brak jest sentymentów, wątpliwości i momentów załamania. Czyli tego wszystkiego, co innych ludzi czyni par excellence ludźmi.


Wojciech Imielski”

 

Jedną z zależności osób o skrzywionej psychice, megalomanii lub poczuciu bezkarności, jest uparte dążenie do zniszczenia człowieka, którego się mocno skrzywdziło. Człowiek ten jest bowiem żywym obrazem nędzy moralnej krzywdziciela. To dlatego gwałciciele często oddają mocz na ofiarę.

 

Nękanie ofiary może być spowodowane dwoma czynnikami: strachem albo sadyzmem.  Sadysta często czuje niedosyt i dla zaspokojenia swoich skłonności dręczy ofiarę bez konca. Najlepszym przykładem są tu przypadki powtórnego gwałtu na ofierze.

 

W naszej smutnej rzeczywistości często w jupiterach prawa ofiara staje się przestępcą, a przestępca – ofiarą.

Życie jednak uczy, że nader często ni stąd, ni z owąd, myśliwy staje się zwierzyną.

 

Przemiłą Panią D., z która rozmawiałam, poprosiłam, aby przekazała Włodarczykowi, że jeżeli miewa stany lękowe i czegoś się bez przerwy boi – niech się zgłosi do takiego lekarza od strachu.

 

Bo, skoro Włodarczyk ma takie ładne znajomości w Prokuraturze, to za chwilę – jak  będę opowiadać bajki braci Grimm, to Włodarczyk doniesie do prokuratury, że Baba Jaga chce zjeść jego dzieci. I spadkobierców Grimmów do pierdla!

 

Albo: „Czerwone buciki” Andersena; to jest dopiero hardcor.

 

Włodarczyk, nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki. Kolega G. wytłumaczy, o co chodzi. Chyba?

 

Wśród moich przyjaciół to się nawet używa powiedzenia: „Wszystko płynie, jak powiedział Panta Rhei”. Ale – to już nie dla psa kiełbasa.

 

 

PS.: Klawiatura nie podaje „n” z kreską na górze. Z powodu przestępstw Włodarczyka dokonanych na mnie, chwilowo nie mam pieniędzy na nową klawiaturę.

 

 

 

 

 

 

 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz