sobota, 15 listopada 2014

O RATOWANIU ŻYCIA






Decyzja o oddaniu szpiku kostnego to mocno szlachetna decyzja. To próba podzielenia się własnym życiem z kimś nieznanym. Coś tak fantastycznego, czego nie przewidzieli nawet autorzy Biblii.

Ale – nie róbmy z tego zabawy w stylu halloween. Żadnych zachęcająco zabawnych plakatów. Żadnych pierdół.

Z ochotą porwanych przez fajną muzykę, być może na dragach, zgłoszą się tysiące ‘potencjalnych dawców”. Zabawa przednia.

Ale może się zdarzyć, że w ostatniej chwili, kiedy już został zniszczony szpik biorcy, dawca wytrzeźwieje i się zlęknie. Wycofa się. Wolno mu, bo pozwolenie na pobranie szpiku to nie tylko darowizna z własnego ciała; to równocześnie wiara w precyzję i kompetencje lekarza, który wykonuje ten zabieg. Wkłucie się w biodro to nie usunięcie nerwu z bolącego zęba.

„Wy się tu bawicie, nam chodzi o życie”...

Bardzo, bardzo skomplikowany zabieg, ratujący, być może, życie biorcy. Ale także – być może – mający ciężki wpływ na życie dawcy.

Mijając mimo polityków, mijając mimo klaunów, mijając mimo złodziei i kurwy, zastanawiam się, czy  nie namówić mojego Syna, żeby się zgłosił do Banku?

Bo ja jestem już stara.

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń