czwartek, 4 grudnia 2014

MARZENIA ŁOSIA, CZYLI ŁOŚ I MARZENA






Kim trzeba być, żeby przez cztery dni patrzeć w oczy umierającemu stworzeniu – i nie zrobić nic?
Kim trzeba być, żeby przyjechać, popatrzeć na oszalałe ze strachu i bólu zwierzę – i odjechać. Do domu na ciepłą kolację i równie ciepły seks z żoną?

Przez CZTERY dni łoś umierał samotnie, bez wody i pożywienia, a wielu ludzi o tym wiedziało. Przyjeżdżali sobie i odjeżdżali, bo to nie ich rewir był. I nie zrobili nic. Kiedy znalazł się zbawca, było za późno.

Niech ryczy z bólu ranny łoś,
Zwierz zdrów przebiega knieje.
Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś,
To są zwyczajne dzieje.

Źle się dzieje w państwie duńskim.




Kiedy normalny człowiek w tym państwie reaguje normalnie – podlega karze.

We wrześniu minionego roku do koszalińskiego aresztu trafił mężczyzna, który ukradł batonik za 99 groszy i nie zapłacił grzywny. Jak się potem okazało, jest chory na schizofrenię i ubezwłasnowolniony. Pułkownik Olkowicz postanowił zapłacić za skazanego 40 złotych.


Pułkownik Krzysztof Olkowicz, dyrektor Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Koszalinie, bezprawnie (podkreśl. moje) zapłacił grzywnę za skazanego. W przypadku osób niespokrewnionych, prawo zabrania zapłacenia grzywny.*

Prawdopodobnie z łosiem było podobnie: nie zgłosił się żaden krewny łosia, żeby zapłacić.

I w ten oto sposób, cudowne, łagodne, będące pod ochroną, będące symbolem jednego z najwspanialszych seriali w historii telewizji, z którego nazwę wziął najwspanialszy festiwal świata, zwierzę, skonało, biorąc człowieka za oprawcę. Ponieważ zabrakło „kumpetyncji”.

Boję się myśleć, że mogłabym zasłabnąć na granicy powiatów.




Przetragiczna wiadomość o decyzji Marzeny Erm.


Przedtem było tak:

Radujcie się ze mną moi Mili!

To już pewne...

M A M   D A W C E !!!
Zgodność 10/10 !!!

Ostatni raz zgolę głowę. Potem będę zdrowa i bujnowłosa. Takie postanowienie, o!






Marzena Erm jest śmiertelnie chora. Jasne, nie wygląda na chorą; do roboty, zdziro!

Kobieta walczyła przez trzy lata. Właśnie podjęła decyzję:


Mili Moi 

I Ci Niemili też ;)
Zrezygnowałam z przeszczepu szpiku. Szok, co nie? Choć słowo "rezygnacja" tu nie pasuje, bo jest synonimem poddania się, niemocy, a moja decyzja nie ma z tym nic wspólnego. Zdecydowałam się na przeszczep ze strachu: przed wznową, przed spełnieniem się wróżby lekarzy-statystyków, którzy mówili mi, że teoretycznie nie mam żadnych szans na to, że nie będę miała kolejnego nawrotu choroby, jeśli nie pójdę na przeszczep.
Bujam się z Hodgkinem prawie 4 lata i nauczyłam się jednego: lekarze są kiepskimi wróżbitami.
Pojechałam do Warszawy na jeden dzień, a zostałam na dziesięć. To był najważniejsze 10 dni w moim życiu. Wydarzyło się tak wiele, że nie byłabym w stanie tego opisać w kilku zdaniach. Nie jestem w stanie też w kilku zdaniach opowiedzieć o przyczynach tej "nagłej" zmiany decyzji. Zrobię to później, a póki co nie pytajcie. W każdym razie- jestem niesamowicie spokojna.
Ryzykuje? Owszem. Ryzykuje już 4 lata. Ryzykiem jest pójdzie na przeszczep i ryzykiem jest nie pójście na przeszczep. A w co wierzę? W swoją intuicję. W Dobrego Boga i wszystko, co postawił mi na drodze. Nie wchodzę na drogę pewności, ale na drogę zaufania. Nigdy nie dowiem się, która droga do zdrowia była tą lepszą, bo porażka na jednej  nich jeszcze nie oznacza, że porażki nie byłoby też na drugiej. Obie drogi mogą mnie też prowadzić do zdrowia.
Nie wiem. 
Ufam. 
Wybrałam. 
Jestem szczęśliwa.
Zaczynam bardzo ważny etap w życiu. Jeśli coś można nazwać radykalną operacją, to ja idę na taką radykalną psychoterapię. Początkiem stycznia wyjeżdżam na kilka miesięcy do Warszawy. Będę się naprawiać, a potem taka ponaprawiana zacznę żyć jeszcze szczęśliwiej.

Moja droga do zdrowia właśnie się zaczyna.

Nie przesadzę, jeżeli powiem, że decyzja Marzeny jest łudząco podobna do decyzji Kuby. Bo też i choroba ta sama.
W komentarzach do wpisu nikt nie próbuje nawet próbować odwieść Jej od decyzji. Marzena po prostu powiedziała: „Dosyć tego”. Jest wolna i resztę Swojego życia może poświęcić Sobie, z dala od ludzi, którzy wiedzą lepiej.
Kto z władz ma siłę i czelność, niech przeczyta poprzedni wpis Marzeny. A później niech sobie popodziwia, jak dorosły facet, który był głową państwa, jest dumny z tego, że potrafi powiedzieć:” Ajemhepitusiju, ajemsiur włi łil bi frends”.
Jakim cudem tej kobiecie powiedziano, że przeszczep się odbędzie? To nie była wiadomość od cioci z magla, tylko zalecenia lekarzy.
Ta kobieta oszalała ze strachu, a później – z zawiedzionej nadziei. Ta kobieta wiedziała, że, przy dobrych wiatrach, ma ¾ szans. Obstawiła to ¾.
Ktoś powie: „Ale, przecież to niczyja wina”. A ja mówię: Poczytajcie, jakie leki i za jakie pieniądze musiała zdobywać, żeby żyć. I jak Ją zrobiono w łosia.
Nigdy nie wiecie, jak łatwo może się Wam to przydarzyć...

Więc: jak to jest?
Marzena się nie poddała; Marzena opuściła trefne towarzystwo.

* Wiadomości zaczerpnięte z:  http://www.tvp.info/15360321/naczelnik-wiezienia-pomogl-choremu-psychicznie-sad-odstapil-od-kary

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz