niedziela, 28 grudnia 2014

ZNOWU O COCKERZE





Jacyś kretyni w pseudowspominkach o Cockerze, zarzucają Mu, że nic nie napisał sam. Że tworzył jedynie covery.

Ale, przecież nigdy niczego nie ukradł?

Kurwa, On był Odtwórcą, nie twórcą. Jakoś sobie nie przypominam, żeby M. Streep napisała jakiś scenariusz, a jest najwybitniejszą żyjącą aktorką. Odtwórca nie musi umieć tworzyć. Od tego są specjaliści. I konia z rzędem temu, kto widział Poetę, który wypowiedział swój utwór, powodując wzruszenie u odbiorcy.

Jasne, że z rzadka się zdarza, że Twórca potrafi zinterpretować swoje dzieło. Wówczas należą Mu się oklaski. Na stojąco. Ale takie same oklaski należą się normalnemu świetnemu odtwórcy.



Cocker nie grał na gitarze? Może Mu mama nie kupiła, bo jej nie było stać. Ale, bez wątpienia, tę gitarę czuł. Chlał i ćpał? A proszę uprzejmie mi znaleźć czystego artystę. Może od Kochanowskiego zacząć?

Świat zszedł na psy.

Nauczyciele wtedy powinni pisać programy (było), podręczniki i w wolnej chwili zająć się nauczaniem.


 (Molier zszedł na deskach teatralnych, ale to było z biedy. O winie nie wspomnę.) 


Niech będzie pochwalony...


I ponownie: kurwa mać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz