sobota, 18 lipca 2020

LIPIEC 2020







Kampania się skończyła. Dla pewności trzeba jeszcze odczekać jakiś czas, jak w szpitalu, żeby stwierdzić, że to koniec. Co prawda trup zawsze może się przeistoczyć w zombie, ale wtedy trzeba celować w głowę, tak uczą filmy.

Szczerze żal mi Kosiniak Kamysza. Ale, jeżeli ma się takich zwolenników, to już trudno.

Kilka lat temu odwiedził mnie w moim własnym domu zapalony działacz „Kukiz15”. Rozmawialiśmy ładny czas. Rozmawialiśmy o Radziszewskim, o tym, kto kogo, jak i dla jakich celów... pan proponował mi spotkanie z posłami, opowiedzenie mojej historii... i tam dalej.

Ja mu na to odpowiedziałam dyplomatycznie, że” będziemy w kontakcie”.  I dodałam: ‘Wylecicie z sejmu. Jeżeli tacy ludzie, jak ZW podpinają się pod was i was wycinają, to wylecicie i siwy dym po was nie zostanie”. 

Później korespondowaliśmy trochę przez FB, aż się urwało. Nie chciałam mieć nic wspólnego; ja nie z soli ani z roli, ale z tego, co mnie boli.

Podziwiałam Kukiza-artystę. Świetny Twórca i Odtwórca. Ale popełnił błąd, który popełnia większość ludzi: PRZEKROCZYŁ SWÓJ PRÓG KOMPETENCJI. I zdał sobie z tego sprawę. Musiał sobie z tą wiedzą jakoś poradzić, bo, na swoje nieszczęście, nie jest głupcem. Poradził sobie zatem tak, jak radził sobie dotychczas. Tylko, że już nie był Kukizem-Twórcą i Odtwórcą, gdzie pewne zachowania są akceptowane, akceptowalne i wybaczane. Był politykiem POLITYKIEM!

„I po cholerę łaziłeś na ten statek?!” – to łagodny wyrzut wyborców.

„Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało” – obie cytaty z Moliera.

Posłuchaj mnie, Pawle Kukiz. Nie ośmieszyłeś się. Nie przegrałeś. Przeciwnie, wytknąłeś ludziom ich małość. To, to nic: pokazałeś, jak się maluścy podszywają pod wielkich, byle tylko kaseńka spłynęła, byle zaistnieć.

Ja wiedziałam, że muszę jeszcze czekać. Że nie ma nic gorszego, niż falstart. Przy falstarcie zostajesz, miły, wyeliminowany z zawodów. Przy delikatnym spóźnieniu, masz duże szanse wyrównać podczas biegu.

Na początku byłam zbyt emocjonalna. A na koniec nie jestem. Co się miało stać, już się stało.






Żebyście się króle, włodarze i włodarczyki drobną kaszą... To nie da się zabić dwa razy.

Aha, panie Michale Król, święty PIS-owcu, farbowany lisie na usługach magistratczyków piotrkowskich o szemranych proweniencjach, przypominam: człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać. W trumnie będę pamiętać pańskie słowa w sali sądowej: „Pani się musi ugiąć”.  Nie, proszę pana. Nie.

(Nie ma sensu zaprzeczać, ja wszystko nagrywam, zw, panu poświadczy. Mikrofony coraz czulsze. Oczywiście nie opublikuję, dopóki nie będę zmuszona. A może wcale nie nagrywałam, tylko tak sobie mówię? Któż to może wiedzieć?)



A teraz porozmawiamy poważnie, panie Włodarczyk.



- A tyn, wicie, łod Juntka, to sie wyrychtowoł?
- Iii... tam... U starego pomieskiwoł, ale go stary kłunico psejechoł, to poszed.
- Ale żonecka to pikna była..
- Była, no toć stary nie ukszywdził. Dziecka ładne, ino same dziury.
- To stary pociechy nima?
- Ma, nima, obacym.




Przepraszam, musiałam. Teraz niech mnie zaskarży za używanie słów: kretyn, idiota, palant, stulejarz, cwel, papuśnik, ciota, lalka, barbunio-cmok... Tym razem lepiej, żeby udowodnił, że to niego skierowane. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz