poniedziałek, 21 września 2015

ZAKAZ JEDZENIA OGÓLNIE DOSTĘPNYCH PRODUKTÓW




No, nie udało się z zakazem śmieciowego jedzenia.



Rządowe Centrum Legislacji


Akt prawny separator

Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 26 sierpnia 2015 r. w sprawie grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży w jednostkach systemu oświaty oraz wymagań, jakie muszą spełniać środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży w tych jednostkach




Data ogłoszenia:
2015-08-28
Nazwa dziennika:
Dziennik Ustaw
Rok:
2015
Pozycja:
1256
Pobierz plik:
plik 1 Pobierz dokument Dziennik Ustaw, rok 2015 pozycja 1256  (712,1 kB)
Innowacyjna Gospodarka. Narodowa Strategia Spójności.
Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej
Unia Europejska. Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego.





Jest zakaz sprzedawania niezdrowych produktów w szkołach. Cudny zakaz. Tyle, że nie wyda. A nie wyda  dlatego, że dzieci i młodzież nie znają za dobrze pojęcia „strach przed władzą” i zakazy durne w dupie mają.

Teraz się będę chwalić, komu przeszkadza, niech nie czyta.

Osobiście, w czasach, kiedy pracowałam w szkole, wyprowadziłam z ciężkiej otyłości dwoje dzieci. Otyłość u dzieci jest albo spowodowana chorobą (i tu sklepiki nie mają nic do rzeczy), albo problemami w rodzinie. Tertium non datur.

Z obojga kpili rówieśnicy. Normalne. U chłopaka otyłość przeszła w agresję, a, że był bardziej zwalisty, zawsze pokonał przeciwnika. Był zatem postrzegany jako zakapior szkolny.

Któregoś razu wzięłam go na bok i opowiedziałam prawdziwą historię swojego życia. O tym, jak ważyłam sto osiemnaście kilogramów, że było to spowodowane nieumiejętnością poradzenia sobie z problemami, o kłopotach ze stawami i kręgosłupem i o tym, że można porażkę przekuć na sukces.

Jakieś trzy miesiące wstecz, ten, już mężczyzna, ukłonił mi się uprzejmie na Wojska Polskiego. Odpowiedziałam automatycznie. Wtedy on zapytał: „Pani mnie nie poznaje?”

Przyjrzałam się i prawie wykrzyknęłam: „Poznaję, tylko zmieniłeś fryzurę!”


Z dziewczyną było łatwiej. Dała się przestraszyć: „Wyobraź sobie, że się zakochałaś w fajnym chłopaku. Ty jesteś fajna i on jest fajny. Ale – co on zobaczy? Nawet, gdybyś mu się bardzo podobała, to cię nie zaprosi do pubu, bo by się koledzy z niego śmiali”.


Nie sklepiki, durnowata, oczadziała władzo. Co to w ogóle jest? Teraz dzieciaki ćpają słodycze, bo to wyzwala serotoninę i dopaminę. I życie staje się znośne. Za chwilę zaczną używać czegoś mocniejszego. Zakażcie, pani Kopacz, sprzedaży alkoholu. Tysiące ludzi polegnie, ale reszta zacznie żyć. To przecież takie proste.

Cholera, przecież problem jest gdzie indziej. I ojce narodu to wiedzą. Czy to kolejna zdrada? Załatwić panią Alę, Elę, Kasię, bo wokół sklepików tętniło życie.




Za zakazem zawsze idzie nakaz.

Oczyma duszy widzę nakaz spożywania jabłka podczas drugiej i czwartej przerwy. Cholera jasna, nie mam sadu. Błąd.

Widzę uzbrojonych funkcjonariuszy, którzy pilnują ustawione w szeregu dzieci, żeby jadły jabłka.

Pierwsze pokolenie będzie płakało. Drugie mniej, a trzecie wcale się nie będzie zastanawiać nad niczym: jabłko, to jabłko; co tu wydziwiać? Zresztą, trzecie pokolenie już będzie zaczipowane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz