niedziela, 18 października 2020

WINNY JEST RZĄD, A NAJBARDZIEJ TELEWIZJA

 

 Kiedy obieram ziemniaki, lubię, żeby coś do mnie gadało. Choćby i bez sensu. Jeżeli jeszcze mi migają twarze, to czuję się mniej samotna. Miliony ludzi tak robi, ale mało kto się przyznaje, bo wstyd. Ja się nie wstydzę. Ani oglądać telewizora, ani przyznać się do tego. Czasy, kiedy kobiety masowo umierały na uremię, bo nie wypadało w towarzystwie przyznać się, że "muszę sikać", może powoli odchodzą w niebyt.

 Ostatnio wysłuchałam, że nie trzeba było się zajmować elgiebete, to byłby czas na zajęcie się "pandemią".

 

Moim zdaniem, rację miał Pan Korwin-Mikke (jakkolwiek nie jestem Jego gorącą zwolenniczką), że podczas występów niejakiego Michała, albo tego czegoś, bo on sam się nie identyfikuje ze sobą ani z nikim innym - z żadną istotą ludzką*; że należało aresztować kamery. Nie byłoby rozgłosu, to - jak powiedział Pan Korwin-Mikke - postaliby, postali i poszli sobie. No, bo co by mieli robić?


Tymczasem teraz zarzuca się przedstawicielom i pracownikom telewizji i rządowi, że stracił czas na rozpatrywanie sprawy tego czegoś. No, to wyobraźmy sobie sytuację, kiedy nikt z góry nie reaguje.

Już to widzę. 


"POLSKO TY HÓJU PRZESTAŃ MI MARGOT ARESZTOWAĆ"... No cóż, facet ewidentnie cierpi na osobowość mnogą. To się nazywa w psychiatrii. Taka poważna jednostka na "S". Nie wiem, jak to się nazywa w środowisku LGBTQQICAPF2K+. Jeżeli nie wierzą Państwo, że taki skrót istnieje serio, proszę sprawdzić. Zresztą, może ten skrót ma jeszcze piętnaście innych liter teraz, bo sprawa jest rozwojowa. W każdym razie, spodziewam się, że na końcu skrótu jest +.

 

 

Do mężczyzn się zwrócę teraz. To znaczy - do mężczyzn w sensie określenia w karcie identyfikacji, zwanej u nas dowodem osobistym. Jeżeli mają osobniki zakreślone: "N", to nie do nich.


Ależ, róbcie co chcecie, panowie, w waszych sypialniach. Ale, chyba jesteście świadomi tego, że (póki co) nie istnieje cień szansy na posiadanie wspólnego potomstwa?


I tu rację miał Pan Andrzej Dera: rodzina jest wówczas, kiedy jest potomstwo. Nawet Francuzi odróżniają "couple" od "famille". Do chwili, kiedy nie pojawią się więzy krwi, jest się parą, małżeństwem. Ale nie rodziną. Jeżeli w małżeństwie mojego Syna pojawi się potomek, ja z Piotrem (Ojcem mojej ukochanej, dobrej i prawej Synowej) staniemy się Rodziną. Na razie jesteśmy jedynie powinowatymi.


Oczywiście, jest to okrutne i niesprawiedliwe. Dlatego ustanowiono instytucję adopcji. I oto - jest możliwa sytuacja, kiedy stajesz się moim krewnym z krwi poprzez moje najgłębsze, najszczersze oświadczenie woli. I nic tego nie cofnie.

Prawo przewiduje zmianę wszystkich dokumentów odnośnie do pochodzenia adoptowanego dziecka. 

Dotyczy to jednak jedynie kobiety i mężczyzny. Czy jest to słuszne? Pewnie tak. Na razie. Tu i teraz. 

 Wiem, że boli. Ja też mam tylko jedno życie. 


Nie należy zbyt łapczywie przeskakiwać etapów. W rozwoju naszej technologii porozumiewania się, ominął nas etap tak zwanych biperów. Od razu przeszliśmy do komórek. To było szokujące, radosne i miłe.

 Ominął nas etap kapitalizmu; znienacka przeszliśmy z feudalizmu do komunizmu i odchorowujemy to do dzisiaj.

 

*sam nie wie, kim jest. I pewnie naprawdę nie wie. Z jego zachowania wynika, że zagraża sobie i innym. Nie chce pomocy? Nie jest ubezwłasnowolniony? Bardzo dobrze. Zgodnie z prawem: delikatnie, łagodnie, z miłą perswazją izolować. W miejsce izolacji (koronawirus na bank, przez pół roku) dostarczyć żądaną lekturę, karmić zdrowo, zgodnie z zaleceniami dietetyka, na odwiedziny wpuszczać wszystkich, którzy zechcą to odwiedzić.


A że krew nie płynie pod górę? Płynie, płynie. Sycylijczyków zapytajcie. Oni wiedzą.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz