poniedziałek, 11 listopada 2013

REAKCJE


Załóżmy:

Mała dziewczyna. Dziesięć – jedenaście lat. Matka – nieciężkich obyczajów, dokładnie nie wiadomo, gdzie jest ; ojciec w pudle za kradzież. Rodzeństwo dawno się po świecie rozeszło.

Samotna, jak odrzucony pies zimą.

Zaczyna się nią interesować ksiądz. Czym dziewczynka zapłaci za ciepło? Za pocieszenie?

Kurwa, jeżeli sprawa pana Irka nie znajdzie rzetelnego końca, to jest koniec tego państwa. Co, zresztą, wiedzą już na innym kontynencie.

„W obronie księdza Bochyńskiego”. Nie, no ja nie mam nic przeciwko obronie kogokolwiek. Ale- w cywilizowanym kraju, tak, jak nie mają nic do powiedzenia zwolennicy linczu, tak i nie mają nic do powiedzenia zwolennicy dziwnego księdza.

Pycha poprzedza upadek.

Dziesięcio - jedenastoletni chłopak, proszę namaszczonego księdza,  zaczyna odczuwać nieprawdopodobne napięcie seksualne. Pamięta pan, panie Irku? Zaczyna walić gruchę, marszczyć freda, męczyć wacka, walić konia, czy jakkolwiek sobie jaśnie pan to nazwie. Taka natura człowiecza. Ma się powstrzymywać, aż sprawa wybuchnie w zbiorowym gwałcie?

Tak, TAK, jedenastoletni chłopak potrzebuje zaspokojenia. Raczej - uwolnienia się od napięcia. Jeżeli jakikolwiek skurwysyn - ksiądz to wykorzystuje, lub - choćby - tłumaczy - zasługuje na celę z określonego rodzaju skazanymi.

Mała dziewczyna, jedenaście lat. Przyjdzie do twojego łóżka, bo jej kazałeś. I czekając na nią, ześliniłeś się z pięć razy. I na koniec ona przyszła. Zlękniona, ufająca. Przytuliłeś ją i pomalutku wepchnąłeś swoje stęchłe paluchy w jej czystą pochwę...

Świnio i draniu.

A ty naprawdę wierzysz w Boga, czy tylko tak bełkoczesz, bo wypada?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz